Oszczędzanie to ZŁO!!!
Wczoraj poinformowano nas, że niestety, ale będziemy musieli się wyprowadzić z dotąd wynajmowanego przez nas siedliska. Syn właścicieli ma jakieś kłopoty osobiste i musi gdzieś zamieszkać. Oczywiście miesięczne wypowiedzenie obowiązuje, tak jak mamy to w umowie.
Trochę to nam pokrzyżowało sporo planów. Tutaj mieliśmy tanie mieszkanko jednopokojowe, małe, ciasne, ale tanie. Co pozwalało z nadzieją patrzeć w przyszłość, jeśli chodzi o kupno upragnionego, własnego MX :-) Teraz ta nadzieja odchodzi w siną dal, gdyż wynajem mieszkania w Warszawie dzisiaj to kwota około 1500 zł za dwa pokoje lub 1000 – 1200 zł za kawalerkę. Oczywiście można znaleźć tańsze, nie twierdzę, że nie, tylko jeszcze kwestia lokalizacji czy też ogólnie pojętego wyglądu i zadbania danego miejsca…
W związku z powyższą informacją wybraliśmy się dzisiaj do CH Arkadia w celu:
- Zakupu jakiejś myszki do laptopa dla mnie, gdyż otrzymałem pracowego notebooka, bez myszki niestety. Ciężko się bez tego urządzenia pracuje, jeśli trzeba dużo tym kursorem ganiać po menusach Windowsa 2000 Professional.
- Do owej maleńkiej myszki za ~24 zł dokupiliśmy trochę większy router firmy Linksys aby notebook mógł cieszyć się bezprzewodową wolnością w każdym zakamarku mieszkanka.
Wielce usatysfakcjonowani owymi zakupami wróciliśmy do domu na późny obiad, który dla mnie było śniadanio-obiado-kolacją :)
No i oczywiście przystąpiłem do sprawdzania co też kupiliśmy…
…ale o tym w następnym wpisie, bo ten miał opowiedzieć tylko o tym jak ciężko się oszczędza, kiedy naprawdę trzeba zacisnąć pasa. Wtedy to kurka wszystko takie potrzebne jest, a najlepiej w dużych ilościach i z górnej półki, a co!
Jak wylądujemy pod mostem jakimś to przynajmniej sieć bezprzewodowa tam będzie ;-)
Zakupy spożywcze
Nienawidzę tego po prostu…
Sklepy osiedlowe jakie nas otaczają mają tak nieprzyjemną atmosferę, że jak mam iść zrobić w nich jakieś zakupy to normalnie mnie trzęsie.
- Smutne, spod oka patrzące kasjerki – którym się wcale nie dziwię, bo za ciężką pracę otrzymują niskie wynagrodzenie, a klienci też szpile umieją wsadzić…
- Nawet obecność szefa nie zmienia potencjału energetycznego kasjerek, które tylko stają się bardziej nerwowe i skore do pomyłek…
- Smutni zakupowicze, snujący się między pułkami, sami nie wiedzący czego chcą i czy aby tu na pewno jest taniej o 5gr. niż sklep obok…
- Długie kolejki, bo szef sklepu nie chce zatrudnić jednej kasjerki więcej, bo się nie opłaca…
No i jak tu robić zakupy, żeby się nie zdołować i myśli czarnych nie wchłonąć?
Powiadam Wam
NIE DA SIĘ!!
Ale… :)
Jestem w stanie nadłożyć drogi (co w moim wypadku jest wielkim wyrzeczeniem, Gaba może potwierdzić, bo leń jestem i zawsze po najmniejszej linii oporu idę) i przetuptać do jakiegoś prywatnego sklepiku, kilkaset nawet metrów dalej niźli najbliższy „supersam”, gdzie za ladą stoi właścicielka/właściciel i obsłużą mnie z zupełnie inną atencją.


