Wolna Wola – temat rzeka
Temat Wolnej Woli już kilka razy poruszałem na tym blogasku.
Pisałem o niej we wpisach:
- Jeszcze słowo o Wolnej Woli.
- Wolność wyboru a Wolna Wola.
- Wszystkie wpisy otagowane przeze mnie tagiem „Wolność Wyboru”.
Jak widać całkiem sporo się tego nazbierało, jednak ciągle ten temat mnie nurtuje i ciągle zaprząta mój umysł. Wolna Wola to wielki problem dla filozofów i ludzi związanych z religiami. Nie chcę się dzisiaj rozwodzić nad tym tematem, chcę się jedynie podzielić pewnym przemyśleniem, które mnie naszło kilka dni tematu w związku z wolnością wyboru i samą Wolną Wolą.
Apostazja – kusząca propozycja
Nie ma to jak nuda w pracy ;-)
Otóż w celu owej nudy pozbycia się przeglądam sieć i oczywiście znajduję ciekawe miejsca w tejże. I tak oto trafiłem znowu na informacje o apostazji – czyli wystąpieniu ze wspólnoty KRK. Kilka miesięcy temu coś tam mi się w tym temacie o uszy obiło, ale jakoś tak śmignęło i już. Teraz jednak zacząłem temat drążyć dalej, trafiłem na stronę apostazja.pl i wielka chęć mnie naszła na dokonanie odłączenia swojej zbolałej i udręczonej duszy od Kościoła Katolickiego. Temat pewnie jeszcze sobie przemyślę, ale dokumenty mam już wydrukowane :)
W zasadzie to nie mam się nad czym zastanawiać. Formalnie jestem poza Kościołem od zawsze. Nawet jako małe dziecko chodziłem na msze bo musiałem, nic z nich nie wynosząc. Lekcje religii także były jedną wielką porażką, przepychankami słownymi z księżmi i walką o swoją Wolną Wolę, na której, jak się okazało, bardzo mi zależało. Nie ukrywam, że moja decyzja w głównej mierze zależeć będzie od rozmowy z Gabą. Ciężko mi będzie widzieć, że krokiem tym sprawiam jej ból czy smutek albo wstyd, ale z każdym miesiącem moja samoświadomość rośnie i coraz cięższą staje się myśl, że zapisano mnie do wspólnoty, z którą nie mam nic wspólnego. Zapisano mnie bez pytanie, gwałcąc moją Wolną Wolę. [A może mi ją dopiero dając? Może dopiero po akcie chrztu Wolną Wolę się otrzymuje od ichniego Boga? Jeśli nawet tak miałoby być - trudno. Godzę się na stratę tejże Wolnej Woli, bo to tylko slogan reklamowy i nic za nim nie stoi.]
Jeszcze słowo o Wolnej Woli
Kolejny mała cegiełka wyjęta z gmachu religii.
O co mi chodzi? Otóż do tej pory zawsze miałem problem ze zdiagnozowaniem problemu Wolnej Woli w religiach monoteistycznych. Jakiś czas temu króciutko rozważałem idiotyczne podejście do wolnej woli w polityce chrześcijańskiej, czyli w mieszaniu się Kościoła do polityki państwa i jak głupio to wygląda.
Kiedyś Uenifeu popełnił ciekawy wpis na ten temat, jednak nie mogę go teraz znaleźć :( (Brak wyszukiwarki blogowej utrudnia sprawę). Z logicznego punktu widzenia, Wolna Wola nie ma prawa istnieć. Ale jak napisał Eliasz w komentarzu do mojego wcześniejszego wpisu pt.: Śmiać się czy płakać?, Bóg jest czymś tak niepojętym, że nie musi poddawać się prawom logiki. Fakt, nie musi. Tylko jeśli tak, to w zasadzie wszystko staje się możliwe, wszelkiego rodzaju sprzeczności i idiotyzmy. Niczego nie da się udowodnić ani obalić…
A wracając do Wolnej Woli.
Jest to kolejny „powód” dla którego nie lubię religii. Wolna Wola w pojęciu religijnym jest wtedy, kiedy stoi po naszej stronie, tak samo jak z demokracja – jest dobra jak znajdujemy w niej potwierdzenie naszych wartości, a zła, gdy odwrotnie a taki relatywizm jest mi obrzydliwym.
Czyli w imię Boga, można pozbawić wszystkich wierzących Wolnej Woli, byleby tylko przyrost wyznawców był jak największy a co za tym idzie, pieniążki płynęły stałym strumieniem. Wszystko jest cacy, to nic, że pozbawiono mnie możliwości wyboru, jeszcze zanim w ogóle mogłem cokolwiek zrozumieć z tego co się wokół mnie działo. Zostałem ochrzczony i za mnie podjęto jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu. Gdzież poszanowanie dla mojej Wolnej Woli? Czy aby na pewno Bogu się to podobało?



