The weekend has landed!
To był długi i ciężki tydzień. Nie działo się w sumie nic strasznego, nie musiałem kopać rowów, ani nie miałem jakiegoś nadzwyczajnego młyna w pracy, jednak – kurde – jakaś ciemna materia nade mną wisiała od poniedziałku. Jakoś tak psychicznie byłem przygaszony i ciągle w podświadomym stresie. Straciłem swój pancerz dobrego samopoczucia, który zawsze mnie jakoś chroni. Nawet nie wiem jak to się stało. Nie lubię łapać takich dołów, które nie mają wyraźnej przyczyny tylko tak mulą człeka gdzieś na granicy uchwytności i ubrania w konkretne słowa i emocje.
Najbardziej mnie chyba gnębi to, że nadal bliżej mi do amatora niż profesjonalisty w tym co robię i za co dostaję worek pieniędzy miesięcznie.[1. No dobra, może nie worek, ale jestem z tej ilości zadowolony. Szok! No nie?] Wkurzająca jest ta świadomość przepaści jaka mnie jeszcze dzieli od profesjonalnego podejścia do mojego zawodu. Jest to dołujące i zawstydzające uczucie, szczególnie, że ambicje mam spore i takie przyznanie się cholernie mi w dupie cierniem siedzi.
No ale nic to, w końcu weekend! Czas odpocząć i pomimo niedobrych czasem wieści, naładować baterie, bo za kilkadziesiąt godzin nadejdzie kolejny poniedziałek i kolejny tydzień do ogarnięcia ;-)[2. Hmmm czyżby lepszy nastrój mi wracał?]
Weekendowy wypad za miasto
W ten weekend udało się nam na całe dwa dni wyskoczyć poza Warszawę do mojego „rodzinnego” miasteczka. Rodzinne miasteczko zowie się *Mordy* :D Ładnie, prawda?
Pogoda najlepsza nie była, ale grilla dało się rozpalić, i coś na nim upiec a nawet uwędzić :)
Jako, że CoSTa wyjaśnił mi jak z Picasy wyciągnąć całkiem zgrabny pokaz slajdów i umieścić na blogasku, to pochwalić się postanowiłem tym bajerkiem także u siebie:
Kocia natura moja
Przedwczoraj pochwaliłem się jak dobrze sobie poradziłem z weekendem :) W komentarzach do tego wpisu astromaria stwierdziła, że na takim właśnie marnowaniu czasu powinien polegać odpoczynek. Cóż, jest w tym sporo racji i niejednokrotnie takie marnowanie czasu uskuteczniam w wolnych chwilach, jednak znam ludzi, którzy wolą tzw. aktywny wypoczynek i tylko w ten sposób dobrze wypoczywają. Zawsze podziwiałem takie podejście, ale to dlatego, że mam naturę kota domowego :) Najlepiej się czuję minimalizując wszelkie wydatki energetyczne. Po co iść 300m gdzieś tam, jak można przejść 100m i też się osiągnie cel? To właśnie ja.
Jeśli mogę się nie ruszać, to się nie ruszam, jeśli mogę zrobić jeden krótki ruch zamiast kilku długich, tak właśnie uczynię. Jako więc osoba bardzo negatywnie nastawiona na marnotrawstwo energii nie jestem w stanie zrozumieć ludzi, którzy w wolnych chwilach wspinają się na skałki, biegają, pływają, idą na siłownię i w ogóle dodają strasznie dużo do efektu cieplarnianego na świecie i wzmagają sprzedaż różnych antyperspirantów :) Owszem, ambitnie planuję, że zapiszę się znowu na jakieś karate czy inne kung-fu, ale to tylko plany, których pewnie nigdy nie zrealizuję. I godzę się na to ;-)
Zawsze szukam najkrótszej drogi. Wolę jechać dłużej jednym autobusem niż krócej ale przesiadać się dwa razy. Szczególnie jeśli miałbym na takiej przesiadce zaoszczędzić max 15 minut. To nie dla mnie.
Na zakupy to się muszę psychicznie nastawiać dłuższy czas a i tak nigdy tak naprawdę nie jestem na to przygotowany psychicznie.
Wracając więc do wypoczywania, ciężko się absolutnie zgodzić z astromarią, że tak właśnie należy spędzać cały czas wolny. Sądzę, że nawet ja, nie chciałbym wszystkich swoich weekendów tak spędzać. Zmarnować trochę czasu na nicnierobieniu jest fajnie, jednak generalnie poczucie marnowania nie jest fajne. Skoro mam już ten wolny dzień czy dwa, to dobrze by było zrobić coś konstruktywnego. Inaczej wyglądałoby to tak, że żyję tylko po to aby wypruwać sobie żyły dla jakiejś korporacji, firmy czy co tam jeszcze, a w wolnym czasie uwsteczniam się emocjonalnie i intelektualnie (nie wspominając o fizycznej atrofii). To chyba przygnębiająca wizja i sądzę, że nie o to chodziło.
Bo jak mówi stare przysłowie górali z Sahary:
Bo odpoczywać to trza umić.
No właśnie. Do efektywnego wypoczynku to chyba trzeba podejść jak do wyzwania. Rozpoznać potrzeby i zastanowić się jak je najlepiej zaspokoić. A potem – odpoczywać… czy to aktywnie czy pasywnie, ale tak, żeby po dwóch dniach takiego wypoczynku całą resztę tygodnia mieć chęć :)
Tak więc z niecierpliwością czekam na kolejny wolny weekend…


