No i po urlopie.
Tydzień minął _jak z bicza strzelił_. Był urlop, nie ma urlopu :) Pierwszy dzień w pracy po tygodniu byczenia się… Jak na razie nie jest źle, ale spodziewam się nawału roboty w ciągu kilku najbliższych godzin. Jak to filozoficznie mawiają:
h3. …Życie…
W każdym razie odpocząłem trochę, nie za dużo ale też czuję, że miałem ten urlop. Bałem się, że będzie gorzej i po tygodniu będę miał uczucie, iż przydałby się dodatkowy tydzień odpoczynku. Wynika więc z tego prosta sprawa, otóż wypocząłem byłem w ciągu tygodnia nic nie robienia. To dobrze :) Co prawda nie zrealizowałem w zasadzie niczego, co sobie zaplanowałem, ale to też ma swoje plusy. Olewanie czasami fajnie robi na psychikę…
Wesoła gromadka krewnych Gabrysi w niedzielę rano wróciła w rodzinne pielesze zostawiając nas w pustym mieszkaniu. Straaaasznie pusto się zrobiło.
I cicho ;-)
To dziwne jak szybko można przywyknąć do obecności większej ilości ludzi w chałupie. No i małe dziecko też całkiem sporo przestrzeni zajmowało, oraz angażowało wszystko i wszystkich dookoła w swoje _wielkie-małe_ problemy.
Heh wszystko w swoim czasie… ;-)
Znowu zmieniam zdanie
Kilka razy już na tym blogasku pokazałem, że jestem człowiekiem zmiennym i zdarza mi się zmienić swoje poglądy odnośnie jakiegoś tematu. Wcześniej zmieniłem zdanie co do gejów. Pisałem o tym w kilku wpisach o gejach i adopcji dzieci przez pary homoseksualne. Uważam, że esencją rozwoju są właśnie zmiany, jednak zmiany przemyślane i przeanalizowane. Nie wynikające z przekonań obcych ludzi, ale z własnych doświadczeń i przeżyć.
Kilka dni temu pisałem o tym, że będę miał urlopik. We wpisie owym stwierdziłem, że najlepiej wypoczywam w domu, że nie chcę nic robić oprócz lenienia się itd.
Otóż po dwóch dniach takiego wypoczynku zdanie zmieniłem. Uważam, że na urlop musowo gdzieś wyjechać, najlepiej w zupełnie nowe środowisko, gdzie przebywa się stosunkowo rzadko lub – lepiej jeszcze – wcale. W domu to można chorować, albo czasami spędzić weekend jednak urlop w domu to się zmarnuje.
Nie to, żebym jakoś szczególnie żałował, że siedzę teraz tu gdzie siedzę. Stwierdziłem jednak wczoraj, że z większą przyjemnością spędziłbym ten czas gdzieś indziej. Nie wiem gdzie, ale wiem, że poza domem właśnie.
Przeraża mnie to trochę, bo ja mam lenia genetycznie wpisanego w swoją osobowość. Czyżby jakaś mutacja? Może jakieś promieniotwórcze odpady w pobliżu? Chyba trzeba będzie się tym zająć poważniej, bo takie zmiany szkieletu osobowości to poważna sprawa…
Urlopu dzień pierwszy
A pogoda beznadziejna… Deszcz leje, wiatr wieje i słońca brak całkowity. Trzeba będzie litry kawy pochłonąć, żeby nie zasnąć. Czuję w kościach, że urlop przeleci jak arktyczny wiatr przez koszulę i pozostanie tylko nieprzyjemne wspomnienie, że było trochę czasu na odpoczynek, heh.
O! Przejaśnia się! :)
Przyznam szczerze, że nie bardzo wiem co mam w ten urlop robić. Na pewno muszę sobie na skrzynce milowej jakiegoś autorespondera ustawić :D A co! Niech wiedzą, że na słonecznej Jamajce jestem i nie wolno mi przeszkadzać :D Tak, tak, wiem. Autorespondery są ZŁE!
_Kilkanaście minut później_
To chyba *Syndrom Dnia Pierwszego*… Szok spowodowany odcięciem od pracy… Muszę sobie z tym jakoś poradzić, jakieś piwko czy inne chipsy powinny sprawę załatwić. Książka, ewentualnie tępe wpatrywanie się w przestrzeń… No dobra, z tym wpatrywaniem się w przestrzeń to przesadziłem. Generalnie planowałem aby ten urlopik na nauce spędzić. Sporo mam fajnych i ciekawych rzeczy do nauczenia. A że mi to frajdę sprawia, to i wypoczynek będzie.
Chyba jednak zaczynam rozumieć sens wypoczywania na łonie natury i takie tam bzdety o których pisałem w poprzednim wpisie. Tylko, że jakoś nie widzę za wielkich możliwości wyjazdowych w tej chwili, więc jednak nie modyfikuję planu urlopowego. Będzie tak, jak być miało :D W końcu coś sobie poczytam, parę nowych wpisów zapodam, dowiem się kilku ciekawych rzeczy, które nurtują mnie od jakiegoś czasu. Czyli też będzie aktywnie ale w inny sposób.
Co do aktywności, to faktycznie jakaś siłownia czy inne _dojo_ by mi się przydało. Roztyłem się, rozrosłem, że aż w piątek sam siebie nie poznałem w lustrze w przymierzalni sklepu, podczas koszulowego szaleństwa… Duży jakiś taki ze mnie chłop się zrobił, żeby tylko jeszcze ta „dużość” to mięśnie były… heh
No dobra, dość tych głupot, czas się urlopować. Pozdrawiam wszystkich, którzy teraz w pracy siedzieć muszą oraz tych co, tak jak ja, się urlopują i przed kompem czas ten spędzają.


