A miało być tak pięknie…
No właśnie. W poniedziałek zadecydowałem, że w piątek wezmę urlop i z Gabcią będziemy mieli więcej czasu na mizianie. No i masz, jak na złość już w środę zacząłem się źle czuć i tak oto wylądowałem dzisiaj w łóżku ale nie z Gabcią a z gorączką… Coś ostatnio mi się choruje dość często. Jakiś miesiąc temu tydzień spędziłem w domu bo się przeziębiłem, teraz znowu mnie jakieś choróbsko zaatakowało. Ech, życie…
Cholerny katar i gorączka, a na poniedziałek muszę być zdrowy. Wybieram się na warsztaty z firmy HP o ich serwerach z serii blade. Zapowiada się bardzo ciekawie. Interesują mnie takie rozwiązania, szczególnie sposoby wirtualizacji systemów na różnych platformach sprzętowych. Co prawda to nadal jest nieszczęsne x86, ale to, jak się je pakuje do jednej skrzynki jest b. pomysłowe. Generalnie każda firma ma na to jakiś patent i sposób – zobaczymy co ma w tej materii do powiedzenia HP.
I tak oto piątek trzynastego ma się ku końcowi. Nie ma co narzekać bo inni już to zrobili za mnie, ale powiem Wam, że chorowanie jest nie fajne. Szczególnie jak ewidentnie czuję, że organizm naprawdę walczy z intruzem. Jestem zmęczony i osłabiony a gorączka sprawia, że jak tylko dotknę czegoś chłodnego, to mam nieodpartą pokusę na przyłożenie policzka lub czoła do tego czegoś.
Pewnie właśnie z powodu owej gorączki wpis ten jest taki chaotyczny…


