Skip to content

Posts tagged ‘Pieniądze’

4
sty

Diabeł tkwi w szczegółach

Pod wpływem ciekawej wymiany argumentów z Perpetką do wpisu Co jest takiego złego w tym całym seksie postanowiłem stworzyć oddzielny wpis o problemie prania mózgu przez różne religie.

Wydaje się, że religia nie mogłaby zaistnieć, gdyby nie pewne umysłowe czystki jakie czyni wśród ludzi. Bulwersujące stwierdzenie, może trochę za ostre, spróbuję jednak zaraz wykazać, że nie jest to „kolejny bezmyślny atak na Wiarę” jakiegoś Antychrysta.
Czy jestem przeciwnikiem religii? Wszyscy, którzy czytają mojego blogaska w miarę regularnie wiedzą, że nie. Uważam, że religia sama w sobie nie jest zła. Jestem przeciwnikiem Kościoła Katolickiego, Islamu i Judaizmu (oraz innych podobnych firm religijnych) jako instytucji, które swoimi działaniami nie raz spowodowały śmierć tysięcy a nawet milionów ludzi. Dlatego też właśnie uważam, że na wszelkiego rodzaju instytucje religijne należy patrzeć bardzo uważnie i analizować każdy ich krok aż do upierdliwości. Zdaję sobie sprawę, że się tak nie dzieje z wielu przyczyn. Dwie najważniejsze to władza i pieniądze. Są to dwa najpotężniejsze koła zamachowe, które napędzają religię i politykę. Obie te formy ludzkiej działalności (religia i polityka) opierają się na władzy i pieniądzach. Nie ma tam za wiele szczytnych działań, owszem, wiele szczytnych ideałów, ale prawdziwie dobrych działań niewiele.

Tak więc istotą wszelkich instytucji religijnych jest manipulacja, która daje władzę i pieniądze. Tak jak wspomniałem we wpisie linkowanym powyżej, największym zagrożeniem dla religii zinstytucjonalizowanej jest samodzielne myślenie jednostek. Wszystkich należy wrzucić do jednego wora, który to wór zawiązać i dawkować bodźce zewnętrzne tak, abyśmy ukształtowali powolną naszej wizji świata szarą masę. Nie od dziś wiadomo, że znacznie łatwiej kierować tłumem niż grupą ludzi samodzielnie oceniających otoczenie. Read more »

19
lis

Ochota na bunt

Czasami odzywa się we mnie moja natura buntownika i tak ni z gruszki, ni z pietruszki każe mi się wkurzyć na coś, co przez dłuższy czas mnie za bardzo nie wkurzało. Taki nagły zryw buntowniczy. Cholera wie skąd i nigdy nie wiem kiedy się go spodziewać. Tak też i ostatnio, nagle mnie taki wkurw chycił i przytrzymuje od kilku już dni. Nie, nie chodzę i nie przeklinam ciągle zdenerwowany, ino taka chętka na buntowniczą postawę, ściśle ukierunkowaną buntowniczą postawę mnie dopadła i trzyma. O co mnie konkretnie chodzi? Otóż wkurza mnie, że państwo tyle kasy nam zabiera, że niby to podatek jest i za coś trzeba tych osłów oraz pracowników instytucji państwowych wyżywić. Nie jest denerwujący sam fakt, że zabierają, ale fakt, że nic konkretnego z tą furą siana nie robią, tylko przejadają i marnują na duperele! Zastanawiałem się ile procent społeczeństwa musiałoby się zbuntować przeciwko temu marnotrawstwu, żeby to miało jakiś sens i moc? Stawiam, że gdyby ze 40% płacących podatki Polaków powiedziało DOŚĆ!, można by coś wymusić na tych głąbach.

Uważam, że najlepiej byłoby wymusić na posłach i rządzących odpowiedzialność finansową za decyzje, które podejmują podczas dni swojego u koryta pobytu. Gdyby tak, po odcięciu od koryta, lub w razie dłuższego przy korycie pobytu, powiedzmy raz na 4 lata, rozliczać tych panów i panie. Stworzyć aparat publiczny, który by sprawdzał obietnice wyborcze z rzeczywistością i weryfikował to. Piękne by to było i sądzę, że w ciągu max 10 lat, nagle stosunek ustaw sensownych do ustaw idiotycznych wzrósłby znacząco. Nie znaczy to, że uchwalano by nagle na potęgę dobre ustawy. Wystarczy, że głupich by już tak pochopnie nie zgłaszano i nie uchwalano.

Dlaczego, skoro biorą kasę z moich wypracowanych ciężko pieniędzy, miałbym ich osobiście z wydania tej kasy nie rozliczyć? Przecież to moje pieniądze i Państwo ma je przeznaczyć tak, żeby nam się lepiej żyło. Powinienem więc móc nie tylko dowiadywać się w sposób prosty, na co ta kasa idzie, ale także powinienem móc powiedzieć wyciągniętej łapie SPIERDALAJ, więcej nie dostaniesz! Powinna być możliwość ukrócenia głupoty. Nie chcę decydować na co będzie ta kasa wydawana, bo to głupota. Nie znam się na tym. Potrafię jednak stwierdzić czy wydaje się ją dobrze, czy głupio. Wystarczy chociażby ostatni news z ZUSu, który chce wydać naszą kasę na zakup 130 000 dyskietek. To jakaś kpina jest! A takich kpin w naszym kraju na potęgę.

Szkoda, że to tylko puste pisanie i nic z tym nie da się zrobić :(

13
maj

No i w końcu wybrałem!

h3. Wstęp.

Pamiętacie jak to, ponad pół roku temu, wypytywałem szanownych odwiedzających mnie Czytelników i Czytelniczki jaki bank polecają? „Gdzieś tutaj o to pytałem(Jaki bank wybrać? – głowił siem ja)”:http://waltharius.pl/2007/10/06/jaki-bank-wybrac.

Korciło mnie do „mBanku(mBanku strona czerwona)”:http://www.mbank.pl/, złożyłem nawet przez Internet podanie o założenie konta, jednak przez drobne niedopatrzenie w adresie nie udało mi się z kurierem umówić. Zadzwoniła później do mnie miła Pani z mLinii pytając czy może mi jakoś pomóc. Umówiliśmy się, że dostawa przesyłki nastąpi pod inny adres… I to by było na tyle. Przez jakiś czas na dokumenty czekałem a później sprawę olałem i już…

h3. Rozwinięcie.

Generalnie co jakiś czas nachodziło mnie, żeby zobaczyć to tu to tam, jakie banki dają możliwości w tej materii, ale w końcu przemogłem się i poszedłem do najbliższego oddziału mojego dotychczasowego banku („Bank PEKAO SA(A ten ma niebieską kolorystykę)”:http://www.pekao.com.pl/?/lang=PL/506310-357982-83054), celem aktywowania usług internetowych na kocie. Wybierałem się dobre 5 miesięcy (Gaba na pewno potwierdzi z ochotą). W końcu jednak nadszedł ten DZIEŃ. Wybrałem się. Pani (jakoś tak trafiam na same przemiłe panie) powiedziała, że jak najbardziej upgrade konta może zostać dokonany. Muszę tylko podać pin do mojej karty bankowej. Ech i tu się zaczęli schody… Pinu do owej karty po raz ostatni używałem ze 4 lata temu, tak owóż go nie pamiętałem. Zresetować i ustawić nowego tak łatwo już nie można – jak się okazało. Musiałbym się wybrać do oddziału banku w którym konto zakładałem, a to dość mi nie po drodze jest.

h3. Rozwijamy dalej…

Nie od dziś jednak wiedziałem, że konto internetowe mieć muszę i kropka. W międzyczasie powstał *Evil Plan* i postanowiłem się zaciążyć kredytem jakowymś, co by moje ciężko zarobione pieniądze na luksusy wydać. W momencie kiedy ów *Evil Plan* się skrystalizował, kiedy dostałem Gabcine błogosławieństwo (nie do końca chyba kobietka moja wiedziała co robi, ale trudno, słowo się rzekło), trzeba było procedurę nabycia nowoczesnego konta bankowego wydatnie przyspieszyć, lub też od nowa rozpocząć.

h3. Nieoczekiwany zwrot akcji.

I tak oto ponownie złożyłem dokumentację do *mBank*u :) Tym razem bez błędów i wypaczeń poprzedniej epoki, tak więc dokumenty z kurierem przyjechały, podpisałem wszystko i cieszyć się zacząłem nowym bankowym kontem internetowym. Kredyt wziąłem, karty dwie dostałem i solennie obiecuję pieniądze ciężko zarabiane wydawać.

h3. I wreszcie – ZAKOŃCZENIE.

Na koniec tej historyi powiedzieć Wam bardzo chcę, że takie karty VISA (wypukłe czy zaokrąglone czy jak to zwał) to narzędzie Szatana. Oprzeć się nie mogłem i pierwszą internetową płatność zrobiłem. Otóż w Google zakupiłem trochę dodatkowego miejsca na zdjęcia… Spodziewajcie się więc, że zacznę je ostro zapełniać co by pieniędzy nie marnować…

]:->

stat4u