Dobrze, że Cię mam – też źle?
[Ja] Dobrze, że Cię mam - powiedziałem siadając na fotelu po prawie dwugodzinnej walce z poprzednim wpisem, z talerzem ciasta i zimną herbatą w ręce.
[ONA] Co Ty mi to tak często mówisz? CO się dzieje? Coś się stało? CO JEST? – zareagowała Gabcia na moje wyznanie przywiązania. Aż wyłączyła grę i podeszła do mnie zrobić mi przesłuchanie :)
Ech te kobiety…
Źle jak nie mówisz tego czego oczekują, jeszcze gorzej jak mówisz bo za często…
:)
Co jest takiego złego w tym całym seksie?
Dni temu kilka Mr. Brocha poruszył na swoim blogu ciekawy temat. Otóż we wpisie Nie pożądaj żony swojej odniósł się do artykułu z Polityki. Tego artykułu. Warto go przeczytać.
Szczękę z kolan zbierałem. Naprawdę. Mimo całej mojej dobrej woli nie jestem w stanie zrozumieć, jak można oddawać cześć istocie, która uważa, że seks z kimś, kogo się kocha, jest złem? Skoro instytucja Kościoła jest tak skostniała i w ogóle nie bierze pod uwagę, że człowiek może się pomylić i wybrać za pierwszym razem źle, to jaki jest sens tego całego sakramentu? Czy ma sens mówienie o Miłości i Przebaczaniu w takim kontekście? Czy ma sens mówienie o Zrozumieniu?
Zawsze mnie zastanawiało dlaczego w Chrześcijaństwie cielesność jest czymś grzesznym, dlaczego seks z kimś, kogo się kocha ma być niemiłym tak – podobno – dobremu Bogu jakim jest Bóg Chrześcijański? Strasznie mi szkoda tych ludzi z tego artykułu. Szkoda mi ich, ponieważ dali się zmanipulować instytucji, która wcale o nich nie dba. Stali się powolni ludziom, którzy tak naprawdę nie mogą niczego zagwarantować, jedynie wierzą, że ich Bóg byłby niezadowolony gdyby uprawiali seks nie ze swoim współmałżonkiem. Takie manipulowanie czyimś życiem powinno być zakazane przez państwo. Powiedzcie mi proszę, czym różni się to, co zrobiono tym ludziom z artykułu, od tego, co robią różne sekty, swoim wyznawcom? Przecież tak jedni jak i drudzy piorą mózgi ludziom! Mieszają w cudzych duszach do tego stopnia, że ludzie stają się marionetkami w ich rękach. Skoro możesz komuś wmówić, że seks z ukochaną osobą jest grzechem i doprowadzić do tego, że ta osoba będzie się przed tym seksem powstrzymywała a każde seksu uprawianie opłaci ogromnym poczuciem winy, to możesz sprawić, naprawdę wiele. Czy ludzie naprawdę tego nie widzą? Czy tak ciężko dostrzec, że ktoś gmera w naszej osobowości?
Rozumiem, że ludzie często czują się zagubieni w dzisiejszym świecie, że chcą mieć przewodników, którzy pokierują ich życiem a tym samym zdejmą część odpowiedzialności jaka na nich ciąży. Pytanie tylko, czy naprawdę warto oddać wszystko co najcenniejsze w ręce innych osób? Szczególnie, że zazwyczaj wcale to nie są osoby o wysokiej moralności czy rozumiejący czym jest etyczne postępowanie. Często ci ludzie są targani tymi samymi namiętnościami co my, mają podobne wątpliwości i tak samo szukają swoich przewodników…
Jak zwykle dochodzę do tej samej konkluzji co przy innych wpisach o religii. Najważniejsze jest samodzielne myślenie. Nie potrzebujemy autorytetów w sprawach moralnych bo moralność nie potrzebuje autorytetu. Jesteśmy wszyscy ludźmi i każdy może się mylić, nie ma wyjątków. Ludzie różnych religii są tak samo głupi, naiwni, inteligentni, źli, dobrzy i moralni jak Wy czy ja. Powtórzę raz jeszcze: tutaj nie ma wyjątków. Nikt nie uczynił księdza lepszym człowiekiem, tylko dlatego, że dał mu święcenia kapłańskie. Ksiądz jest nadal człowiekiem, często cholernie sfrustrowanym człowiekiem, który tak samo nie wie jak sobie radzić z problemami jak i inni ludzie.
Nie dajmy się ponieść pragnieniu łatwego życia. Życie nie może być proste, ale też nie popadajmy w skrajność, że życie musi być pełne wyrzeczeń bo tak chce nasz Pan. Zastanawiam się, czy gdyby tym ludziom z artykułu, i im podobnym, powiedzieć, żeby skoczyli z okna, bo to spodobałoby się ich panu, to by skoczyli? Raczej nie, ale po tym co tam przeczytałem, pewności nie mam…
To jest umysłowe więzienie w jakie dali się zamknąć i jeszcze próbują wszystkim wmówić, że dopiero teraz są wolni. To jest straszne!. Powinno się wsadzić do więzienia tych braciszków, za to, co robią. Nie mając żadnego przygotowania doradzają innym ludziom, jak powinni żyć.
Czy aby na pewno największym zagrożeniem dla pokoju jest aborcja?. Bo ja widzę znacznie większe zagrożenie w osobach tych duchownych.
Wyjątki od reguły napędzają świat
Miałem już o tym napisać czas jakiś temu, jednak ciągle mam owego czasu za mało.
Otóż chodzi mi o pewną właściwość naszego świata, a mianowicie uczucie, że składa się z pewnych reguł, które go napędzają. Wydaje nam się, że wiemy mniej więcej i dość przewidywalnie co i jak się dzieje wokół nas, że wszystko jest jakoś tam poukładane i liczy się ilość, która to ilość jeśli jest wystarczająco duża, kieruje pewnymi procesami, które zachodzą na świecie. Jakimże wielkim zdziwieniem kwitujemy, kiedy to właśnie mniejszość ustawia wszelkie parametry świata. Zazwyczaj stwierdzamy, że poznaliśmy kolejny wyjątek od reguły i marginalizujemy jego doniosłe znaczenie, nadal twierdząc, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Ciągle uważamy, że skoro „większość” rządzi, to większość ma rację i tylko większość może zmienić cokolwiek. Nie dostrzegamy braku logiki w takim myśleniu. Większość nie może nic zmienić, gdyż nie leży to w jej naturze. Większość może tylko trwać w raz ustalonych ramach, jest skostniała i bezbronna na wszelkie ataki, gdyż brak jej koniecznej elastyczności adaptacyjnej. Zazwyczaj wielkie idee, angażujące miliony ludzi, padały pod ciosami jednostek. To były te wyjątki, które ciągle potwierdza historia.
Nie ukrywam, że ma to być pewnego rodzaju riposta na komentarze pod moim wpisem o miłości homoseksualistów, gdzie jeden z komentujących uznał, że skoro większość mówi nie dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne, to tak musi być, bo przecież mamy demokrację.
Nie wierzę w prawo większości, dlatego, że większość jest bardzo łatwa do sterowania przez mniejszości różnego rodzaju. Według mnie siłę mają jednostki, co zresztą widać i u nas doskonale, jak jednostki manipulują masami. Dlatego nadal będę z uporem twierdził, że trzeba liczyć się z tym, iż to co teraz uchodzi za kanony moralności czy etycznego zachowania, za jakiś czas ulegnie zmianie. Zastanawia mnie jak to jest, że ludziom wydaje się, że posiedli wiedzę na temat tego co dobre a co złe, na zasadzie swoich głębokich odczuć moralnych. Sam jakiś czas temu na podstawie własnych uprzedzeń, które uznawałem za oczywiste, odmawiałem homoseksualnym parom prawa do adopcji dziecka. Przecież oni nie mogą adoptować, bo natura nie dała im możliwości spłodzić własnego potomka. To głupie myślenie i teraz to widzę, jakże nielogiczne ono jest i impertynenckie. Tym sposobem odmawia się prawa do adoptowania innym rodzinom, niż tym, które już potomków własnych się dochowały. Przecież skoro natura nie dała im możliwości rozmnożenia się, to znaczy, że nie powinni adoptować. Prawda?
Skąd się bierze ta pewność, że większość wie lepiej? Dlaczego, mimo tak wielu dowodów, że to jednostki popychają świat do przodu, ciągle ufamy w siłę większości? Czyżby jakiś zakodowany w nas mechanizm? Kolejny „problem” do przemyślenia :)


