Skip to content

Posts tagged ‘Ludzie’

19
lis

Ochota na bunt

Czasami odzywa się we mnie moja natura buntownika i tak ni z gruszki, ni z pietruszki każe mi się wkurzyć na coś, co przez dłuższy czas mnie za bardzo nie wkurzało. Taki nagły zryw buntowniczy. Cholera wie skąd i nigdy nie wiem kiedy się go spodziewać. Tak też i ostatnio, nagle mnie taki wkurw chycił i przytrzymuje od kilku już dni. Nie, nie chodzę i nie przeklinam ciągle zdenerwowany, ino taka chętka na buntowniczą postawę, ściśle ukierunkowaną buntowniczą postawę mnie dopadła i trzyma. O co mnie konkretnie chodzi? Otóż wkurza mnie, że państwo tyle kasy nam zabiera, że niby to podatek jest i za coś trzeba tych osłów oraz pracowników instytucji państwowych wyżywić. Nie jest denerwujący sam fakt, że zabierają, ale fakt, że nic konkretnego z tą furą siana nie robią, tylko przejadają i marnują na duperele! Zastanawiałem się ile procent społeczeństwa musiałoby się zbuntować przeciwko temu marnotrawstwu, żeby to miało jakiś sens i moc? Stawiam, że gdyby ze 40% płacących podatki Polaków powiedziało DOŚĆ!, można by coś wymusić na tych głąbach.

Uważam, że najlepiej byłoby wymusić na posłach i rządzących odpowiedzialność finansową za decyzje, które podejmują podczas dni swojego u koryta pobytu. Gdyby tak, po odcięciu od koryta, lub w razie dłuższego przy korycie pobytu, powiedzmy raz na 4 lata, rozliczać tych panów i panie. Stworzyć aparat publiczny, który by sprawdzał obietnice wyborcze z rzeczywistością i weryfikował to. Piękne by to było i sądzę, że w ciągu max 10 lat, nagle stosunek ustaw sensownych do ustaw idiotycznych wzrósłby znacząco. Nie znaczy to, że uchwalano by nagle na potęgę dobre ustawy. Wystarczy, że głupich by już tak pochopnie nie zgłaszano i nie uchwalano.

Dlaczego, skoro biorą kasę z moich wypracowanych ciężko pieniędzy, miałbym ich osobiście z wydania tej kasy nie rozliczyć? Przecież to moje pieniądze i Państwo ma je przeznaczyć tak, żeby nam się lepiej żyło. Powinienem więc móc nie tylko dowiadywać się w sposób prosty, na co ta kasa idzie, ale także powinienem móc powiedzieć wyciągniętej łapie SPIERDALAJ, więcej nie dostaniesz! Powinna być możliwość ukrócenia głupoty. Nie chcę decydować na co będzie ta kasa wydawana, bo to głupota. Nie znam się na tym. Potrafię jednak stwierdzić czy wydaje się ją dobrze, czy głupio. Wystarczy chociażby ostatni news z ZUSu, który chce wydać naszą kasę na zakup 130 000 dyskietek. To jakaś kpina jest! A takich kpin w naszym kraju na potęgę.

Szkoda, że to tylko puste pisanie i nic z tym nie da się zrobić :(

12
maj

Duże, grube, ciężkie książki

Czy też tak macie podróżując środkami komunikacji miejskiej, że współpasażerowie czytają podczas drogi jakieś książki? Ja mam tak często. Sam nierzadko czytam w tramwaju. Zaobserwowałem jednak, że sporo osób wyciąga z toreb czy plecaków duże, grube i ciężkie książki i otwiera je na pierwszych stronach, ewidentnie dopiero co zaczynając z nimi przygodę. Chyba nigdy jeszcze nie widziałem, żeby ktoś kończył czytać taką wielką, grubą i ciężką książkę w tramwaju, autobusie czy metrze. Ciekawe co jest tego przyczyną? Ja znalazłem takie oto możliwe wyjaśnienia:

  • Właśnie co, ktoś sobie kupił/pożyczył taką dużą, grubą i ciężką książkę, dlatego zaczyna ją czytać.
  • Kiedy się zaczyna czytanie takiej książki to opłaca się ją wozić ze sobą, bo przecież jest jeszcze jej tyle do przeczytania. Jak się już kończy czytać, to nie chce się człowiekowi takiej cegły targać bo do przeczytania zostało już tylko kilka/kilkadziesiąt stron, które stanowią jakiś niewielki ułamek całej wagi.

Dodatkową ciekawą obserwacją w tej materii było dla mnie to, że często takimi książkami mogły pochwalić się kobiety, które wyciągały je nawet w zatłoczonych tramwajach w godzinach szczytu i próbowały przewracać kartki jedną ręką, drugą trzymając się jakiejś rurki. Różnie się to kończyło i czasami było nawet zabawnie te wysiłki obserwować :)
Tak sobie myślę, że dla takiej kobitki taka cegła w torbie może stanowić dodatkowy atut obronny, co pewnie jest niebagatelne w dzisiejszych czasach ;-)

Ech…
Jak ja lubię obserwować ludzi. Jeżdżenie samochodem po zatłoczonym mieście na pewno nie dałoby mi tyle frajdy co prosta przejażdżka tramwajem w godzinach szczytu…

27
gru

Blogowanie i bloga pisanie

Chciałbym umieć zrezygnować z tego. Chciałbym umieć zapomnieć o blogasku i więcej już nie szukać ciekawych – według mnie – tematów do poruszenia tutaj. Chciałbym potrafić powiedzieć, że to jest fałsz i tylko drobna i dysfunkcyjna namiastka „prawdziwych” kontaktów z żywymi ludźmi. Chciałbym, ale nie mogę z czystym sumieniem tak stwierdzić. Bo to według mnie nieprawda. Blogowanie nie zastąpi prawdziwej rozmowy z innym człowiekiem. To jasne. Jednak blogowanie daje nowe możliwości. Pozwala na stworzenie azylu, który swoim bezpieczeństwem zachęci nas do stworzenia czegoś delikatnego, bo bardzo osobistego. Azyl ten ochroni nas przed co ostrzejszymi atakami, pozwoli złapać dystans do samych siebie i da nam możliwość obrony w taki sposób jaki sami wybierzemy. Nie musimy od razu znajdować ciętej riposty na zarzuty, ba! nie musimy wcale odpowiadać. W ramach tego azylu możemy naprawdę wiele. Warto mieć takie miejsce, gdzie możemy napisać/powiedzieć co myślimy i być pewnym, że tak samo jak znajdziemy opozycjonistów tak też i przypałętają się ludzie podobni nam. To ważne.

Czy czymś takim blog może naprawdę być?
Nie wiem.
Wiem za to, że dla mnie jest.

Czy to jest tchórzostwo, że dopiero tutaj informuję świat o tym co naprawdę czuję i myślę?
Nie wiem.
Wiem, że to nie jest jedyne miejsce, w którym mówię co czuję. Wiem też, że tutaj mogę to zrobić stosunkowo bezpiecznie nie narażając nikogo na przykrość ani nie wywołując jakiś wielkich i bolesnych kłótni. Jest więcej czasu do namysłu.

Forma pisana ma też to do siebie, że można wielokrotnie formułować myśli w zdania. Następnie zdania te cyzelować najlepiej jak się da, po to aby w efekcie końcowym osiągnąć przejrzystość i jasność potrzebną do tego, aby czytelnik/rozmówca zrozumiał nasze stanowisko. Najbardziej jednak, z mojego punktu widzenia, pisanie przydaje się do ułożenia tego, co ważne w głowie. Pochwycenia myśli, które ciągle próbują się wymknąć. W „normalnej” rozmowie często to jest skomplikowane albo wręcz niemożliwe, łatwiej dać się ponieść emocjom i w efekcie zamierzony efekt przepada. Oczywiście nie oznacza to, że należałoby zaniechać rozmów. Po prostu blog daje nowe pole do eksperymentowania i nie umiałbym już tego zaniechać. Przynajmniej w tym momencie mojego życia nie umiałbym zrezygnować z tego mojego „blogopisania”.

stat4u