HOWTO screen
screen
/usr/bin/screen to stosunkowo niewielki programik, który tworzy wirtualne terminale. Program ten w założeniu ma ułatwiać pracę z systemami uniksowymi, gdzie administrator spędza większość czasu klepiąc magiczne polecenia w konsoli. Dzięki screenowi zamiast jednego czarnego okna może on ich mieć dowolną ilość.
W dzisiejszych czasach screen jest rzadko używany. W dobie rozbudowanych środowisk graficznych oraz zakładek w takich programach jak konsole (KDE) czy terminal (GNOME) wydaje się on narzędziem przestarzałym i na wymarciu. W niniejszym wpisie mam zamiar jednak pokazać potęgę tego programu i mnogość jego zastosowań, które na pewno niejednemu adminowi ułatwią znacznie pracę.
.screenrc
.screenrc to plik konfiguracyjny screena. Tutaj opisujemy różne zaawansowane funkcje w jakie chcemy wyposażyć program. Aby jakieś nowe funkcje dodane do pliku zaczęły działać, screen musi zostać uruchomiony ponownie. Nie znam możliwości na wczytanie nowych opcji do działającego już screena. Program, uruchamiając się, wczytuje sobie do pamięci pliczek ~/.screenrc [1. Domyślna lokalizacja pliku. Jednak nic nie stoi na przeszkodzie aby z opcją -c podać inną lokalizację.] i konfiguruje środowisko pracy zgodnie z tym, co ma w tym pliku podane.
Poniżej zamieszczam to, co znajduje się w moim pliczku .screenrc:
Read more
Do Ubuntu wrócę za jakieś 10 miesięcy
Ostatnia wersja Ubuntu sprawiła, że intensywnie rozpocząłem poszukiwania nowego systemu operacyjnego. Pobawiłem się Fedora Core 10, OpenSolarisem i Windowsem 7. Jak na razie Windows pozostał na laptopie a reszta systemów została odinstalowana. Przyczyną takiego stanu nie jest moje zamiłowanie do systemu Microsoft, ale chęć przetestowania przez kilka miesięcy tego systemu. Ubuntu okazało się nie spełniać wszystkich moich oczekiwań usera desktopowego. Dam mu kolejną szansę za 10 miesięcy, czyli wtedy, kiedy wydana zostanie wersja 9.10. Nie sądzę, żeby to była wersja przełomowa, ale przez 10 miesięcy korzystania z Windowsa wyrobię sobie opinię na temat obu tych systemów.
Zaskoczenie moje Windowsem 7 jest duże. Ten system zaczyna się już naprawdę nadawać na desktopa do codziennego używania.
Muszę przyznać, że zanim MS wydał Windowsa Vistę z koniecznymi do jego prawidłowego funkcjonowania poprawkami, miałem kiepskie zdanie na temat systemów operacyjnych z tej stajni. Teraz, korzystając z bety Windows 7 uważam, że ten system w końcu zaczął się nadawać na desktopa. Nie mam tu na myśli trzymania Windowsa już tylko do grania czy korzystania ze specjalistycznych programów, ale do korzystania z Windowsa przy buszowaniu po Internecie, czatowaniu ze znajomymi, pisaniu, czytaniu, słuchaniu muzyki itd. Ten system zaczyna się już do tego naprawdę nadawać! Wygodny jeszcze nie jest. Jak na razie GNOME nadal bije go na głowę. Siódemka musi jeszcze dojrzeć, bo to, co MS zaproponował w kwestii interfejsu nie do końca się sprawca i przy intensywnym korzystaniu jest uciążliwe, zamiast ułatwiać – utrudnia pracę. Chyba, że to jest pomysł tej firmy – zmusić usera do zmiany przyzwyczajeń…
Tak więc, na razie Linuksa używam na serwerach w pracy oraz na komputerze pracowym. Na laptopie możliwe, że za jakiś czas będę potrzebował zainstalować jakieś Ubuntu, jednak postaram się, żeby jak najdłużej głównym systemem pozostał Windows 7. Będę testował, sprawdzał, uczył się i zobaczę co z tego wyniknie.
Próbowałem zamienić Ubuntu na Sabayona…
No właśnie tak jakoś po ostatnim update Ubuntu do wersji 8.10 stwierdziłem, że coraz mniej mi to Ubuntu pasuje. Wkurzyło mnie kilka problemów jakie zaistniały. Jestem człowiekiem, który jak postanowi zmienić dystrybucję, to tak zrobi :) Pokręciłem się trochę po sieci za nową dystrybucją i znowu wpadła mi w oko nazwa Sabayon , o którym pisałem ze 2 lata temu. Nie pamiętam jaką miałem wersję wtedy, teraz jednak pobrałem iso dla amd64 w wersji 3.5.1. Wypaliłem i odpaliłem i…
…i niestety lipa.
Menu owszem się odpaliło, ale wystartowanie systemu normalnie się nie powiodło. Dochodziło do wyboru czy chcę akcelerację graficzną dla X czy nie i niezależnie od wyboru ekran pozostawał niebieski już do końca. Czyli do restartu komputera. Zwyczajnie się zawieszał. Zadziałał za to safe mode, który odpalił KDE w oszałamiającej rozdzielczości 800×600 ;-) Na pulpicie był skrót do nvidia-settings gdzie łatwo można było rozdziałkę zwiększyć do takiej jak lubię. Przystąpiłem więc do instalacji systemu na dysku twardym.
Jeszcze kilka słów o samym LiveCD Sabayona. Ładowało się to to strasznie dłuuuugo. Dłużej chyba niż Ubuntu. KDE w wersji 3.5.cośtam nawet śmigało w miarę szybko aczkolwiek po przesiadce z GNOME, którego używam już z 1,5 roku, dziwnie się czułem w tym windowsowym środowisku :) Od razu wyłączyłem to ohydne menu z SUSE. Nie rozumiem jaki jest sens posiadania takiego niewygodnego menu start? Jedyna fajna opcja jaka tam była to pasek wyszukiwania programów.
Read more 



