Skip to content

Posts tagged ‘Homoseksualizm’

20
wrz

Milk. Obywatel Milk.

Inaczej niż w „Miasteczku Pleasentville” czy „American Beauty” film Gusa Van Santa pokazuje, że żeby coś zmienić, żeby naprawdę coś zdziałać i wygrać z systemem bohater podwija rękawy i bierze się do roboty. Nie chodzi o to tylko żeby się bawić i w ten sposób pokazać swoją pogardę czy wyższość nad resztą zniewolonych konsumentów. To nie Pleasentville, gdzie wystarczy sam seks, żeby pokonać przeciwnika. To nie jest popularne, ale tak już w życiu jest.  Nie wystarczy łamanie ogólnie uznanych norm społecznych, palenie trawki, czy uwodzenie nastolatek, żeby zmienić coś w „systemie”, który nas otacza. System tego nawet nie zauważy a jak pokazuje subkultura hipisów z lat 50-60 ubiegłego wieku w USA, system doskonale się w tym odnajdzie. Jakież było wnerwienie hipisów jak nagle takie stroje, paciorki, długie włosy i co tam jeszcze robili stały się modne i dostępne w konsumpcji masowej. Na nic się zdał ich „bunt” i „walka z systemem”. Bo i faktycznie to nie był ani bunt ani prawdziwa walka tylko dziecinada. Przy zestawieniu tytułowego filmu i tamtych dwóch wyżej wymienionych widać wyraźnie dojrzałość postawy Milka i dziecinność tego, co chcieli osiągnąć bohaterowie „Miasteczka” czy „American Beauty”.

Dlatego ten film uważam za arcyciekawy obraz pokazujący „kontrkulturę” (ohydne słowo), która zamiast ujarać się do nieprzytomności i bredzić trzy-po-trzy, wychodzi na ulicę, przyłącza się do demokracji i walczy z systemem na równych prawach. Nie chodzi jej tylko o ciągłe bycie w kontrze i na anty, ale o osiągnięcie założonego, pozytywnego celu. To kosztuje pot, łzy i ostatecznie krew, ale tak właśnie powinno się to załatwiać. Nie są to po prostu puste gesty, które niczego nie zmieniają w sferze gospodarki, polityki czy stosunków społecznych. No, może co do gospodarki to akurat zmian nie było, ale jeśli chodzi o politykę i postrzeganie gejów w społeczeństwie jak najbardziej. „Obywatel Milk” to obraz, który pokazuje prawdziwą walkę o lepszy świat. Nie jest wyssanym z palca „Fight Clubem”, gdzie – podobnie jak w dwóch wcześniej wymienionych filmach – bohater po prostu robi na przekór „systemowi” i w ten sposób ów system rozwala. Milk nie chce wszystkiego rozwalić, jest pozytywny. Pokazuje JAK naprawić to, co nie działa tak jak powinno nie niszcząc wszystkiego dokoła. Popełnia błędy i też nawet sobie z nich sprawy nie zdaje, ale walczy w zgodzie z prawem. Jest prawdziwym kontestatorem i buntownikiem, który zmienia więcej niż tylko kolory na ekranie czy swoje życie. Naprawdę zmienia System i życie wielu ludzi.

Warto obejrzeć.
Polecam.

źródło obrazka: Wikipedia.

19
sty

Wyjątki od reguły napędzają świat

Miałem już o tym napisać czas jakiś temu, jednak ciągle mam owego czasu za mało.

Otóż chodzi mi o pewną właściwość naszego świata, a mianowicie uczucie, że składa się z pewnych reguł, które go napędzają. Wydaje nam się, że wiemy mniej więcej i dość przewidywalnie co i jak się dzieje wokół nas, że wszystko jest jakoś tam poukładane i liczy się ilość, która to ilość jeśli jest wystarczająco duża, kieruje pewnymi procesami, które zachodzą na świecie. Jakimże wielkim zdziwieniem kwitujemy, kiedy to właśnie mniejszość ustawia wszelkie parametry świata. Zazwyczaj stwierdzamy, że poznaliśmy kolejny wyjątek od reguły i marginalizujemy jego doniosłe znaczenie, nadal twierdząc, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Ciągle uważamy, że skoro „większość” rządzi, to większość ma rację i tylko większość może zmienić cokolwiek. Nie dostrzegamy braku logiki w takim myśleniu. Większość nie może nic zmienić, gdyż nie leży to w jej naturze. Większość może tylko trwać w raz ustalonych ramach, jest skostniała i bezbronna na wszelkie ataki, gdyż brak jej koniecznej elastyczności adaptacyjnej. Zazwyczaj wielkie idee, angażujące miliony ludzi, padały pod ciosami jednostek. To były te wyjątki, które ciągle potwierdza historia.

Nie ukrywam, że ma to być pewnego rodzaju riposta na komentarze pod moim wpisem o miłości homoseksualistów, gdzie jeden z komentujących uznał, że skoro większość mówi nie dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne, to tak musi być, bo przecież mamy demokrację.

Nie wierzę w prawo większości, dlatego, że większość jest bardzo łatwa do sterowania przez mniejszości różnego rodzaju. Według mnie siłę mają jednostki, co zresztą widać i u nas doskonale, jak jednostki manipulują masami. Dlatego nadal będę z uporem twierdził, że trzeba liczyć się z tym, iż to co teraz uchodzi za kanony moralności czy etycznego zachowania, za jakiś czas ulegnie zmianie. Zastanawia mnie jak to jest, że ludziom wydaje się, że posiedli wiedzę na temat tego co dobre a co złe, na zasadzie swoich głębokich odczuć moralnych. Sam jakiś czas temu na podstawie własnych uprzedzeń, które uznawałem za oczywiste, odmawiałem homoseksualnym parom prawa do adopcji dziecka. Przecież oni nie mogą adoptować, bo natura nie dała im możliwości spłodzić własnego potomka. To głupie myślenie i teraz to widzę, jakże nielogiczne ono jest i impertynenckie. Tym sposobem odmawia się prawa do adoptowania innym rodzinom, niż tym, które już potomków własnych się dochowały. Przecież skoro natura nie dała im możliwości rozmnożenia się, to znaczy, że nie powinni adoptować. Prawda?

Skąd się bierze ta pewność, że większość wie lepiej? Dlaczego, mimo tak wielu dowodów, że to jednostki popychają świat do przodu, ciągle ufamy w siłę większości? Czyżby jakiś zakodowany w nas mechanizm? Kolejny „problem” do przemyślenia :)

4
sty

Dyskusja o homoseksualizmie aktualna jak najbardziej

Może to zainteresuje niektórych czytelników mojego blogaska, otóż pod wpisem Homoseksualizm a miłość i prawo do własnych wyborów rozpoczęła się dość długa, ale i ciekawa (według mnie) dyskusja o prawie homoseksualistów do adopcji. Jako, że nie miałem czasu popełnić żadnego nowego wpisu postanowiłem przynajmniej zwrócić Waszą uwagę na tę dyskusję. Może kogoś zainteresują poruszane tam tematy. Sam mam zamiar przygotować kolejny wpis podsumowujący to wszystko. Tylko nie wiem kiedy uda mi się tego dokonać.

stat4u