cze 16 2009

Terminator – Ocalenie

Marcin Radczuk

Wielkim fanem Terminatorów nie byłem i nie jestem. Po kolejnej odsłonie przygód dzielnych robotów niszczących z zapałem (godnym lepszej sprawy) ludzkość na pewno też fanem się nie stanę. Kolejny raz okazuje się, że wybrałem doskonałą taktykę “nieoczekiwania za wiele od twórców filmów”. Idę do kina na rozrywkę masową, która nie zaskoczy mnie głębokimi przemyśleniami czy odkrywczym spojrzeniem na życie. Wcale takowych nie oczekuję – wcale takowych nie dostaję, w związku z czym bawię się całkiem nieźle i wychodzę z kina zrelaksowany. A oto przecież w tej masówce chodzi. Byleby nie dać się za bardzo wkręcić ;-) Tak też właśnie było na tym filmie.

Trudno by było nie zgodzić się z tym, co u siebie napisał o tym filmie Papa CoSTa. “Terminator – Ocalenie” w żaden sposób nie powala. Jest filmem całkowicie przeciętnym, nie pozostawiającym żadnych specjalnych – czy to pozytywnych, czy to negatywnych – wrażeń na widzu takim jak ja. Owszem, efekty są mocne. Skala i rozmach z jaką dzieje się akcja w tym filmie przykuła mnie do kinowego (całkiem wygodnego) fotela na te 2,5h z siłą wystarczającą, aby czas ten po prostu mi minął. Oczywiście tak jak i na poprzednich filmach, o których tutaj pisałem, tak i teraz musiałem wyzbyć się wszelkiego oczekiwania na KINO, oraz zapomnieć o tym, o czym wielokrotnie tutaj wspominam – czyli odłożyć krytycyzm i zdrowy rozsądek na bok, najlepiej przed wejściem na kinową salę. To niestety zbędny tam balast. Powód jest ten sam co w Dniu, w którym zatrzymała się Ziemia – świat przedstawiony w filmie nie ma szans obronić się nawet wewnątrz samego siebie. Nie będę tu się rozwodził nad dość długą listą niedociągnięć jakie w filmie można obejrzeć bo nie o to chodzi. Więcej mądrych wniosków przeczytacie u wzmiankowanego CoSTy, do którego linkuję i zachęcam do zapoznania się z jego recką.

Moim zdaniem na film nie warto iść do kina. Chyba, że komuś strasznie zależy na tych efektach specjalnych. Gra aktorów kiepska, fabuły w zasadzie brak, wtórna i nudna, nie ma co trzymać w napięciu. Plusem są TYLKO te efekty, które jednak też nie są jakimś strasznym cudem. Są niezłe i kilka razy złapałem się na tym, że po prostu czekałem jakie kolejne “BUM” zafundują autorzy filmu w zupełności olewając fabułę, którą to owo “BUM” miało jedynie okrasić, jak wisienka na tort. No ale cóż, skoro tortu zabrakło, trzeba było się zadowolić wisienkami. To chyba przekleństwo dzisiejszego kina dla mas. Tak jakoś się stało chyba po “Matrix”, kiedy okazało się, że nie ma już rzeczy niemożliwych…

P.S.
Operacja serca na pustyni pod namiotem? No kamon! Nawet typowemu targetowi tych filmów zapali się światełko, że coś jest nie do końca O.K. Prawda?

Popularity: 3% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

maj 26 2009

Star Trek (Hard) Reset

Marcin Radczuk

W zeszłym tygodniu w piątek, korzystając z dnia urlopu wybraliśmy się z Gabcią do kina na nowy film o załodze statku Enterprise. Ponieważ uwielbiałem serialowego Star Treka nie spodziewałem się niczego dobrego po jego kinowej odsłonie. Po co psuć sobie przyjemność z oglądania filmu, za który płaci się jakąś kasę?

[Obrazek zaiwaniłem stąd.]

Tak więc, jak łatwo się z tego wstępu domyśleć, bawiłem się na tym filmie całkiem nieźle. Olałem wszystko to, co pamiętałem z dawnych dobrych serialowych przygód załogi kapitana Jamesa Tiberiusa Kirka.
Może dwa krótkie słowa o tym, dlaczego podoba mi się serial telewizyjny. Nie jestem Trekkiem (czy jak to się odmienia), nie szaleję na punkcie tego serialu ani nic z tych rzeczy. Po prostu zawsze mi się podobało, że film ten starał się iść z duchem czasu oraz aktualną wiedzą naukową z zakresu wielu dziedzin: fizyki, biologii, astronomii itd. Owszem, dzisiaj często wygląda to żenująco, śmiesznie czy niepoważnie, jednak liczy się sam fakt, że serial próbował odpowiadać na trudne pytania w sposób zgodny z ówczesną wiedzą naukową. Oczywiście nie uchroniono się przed wieloma błędami czy uproszczeniami, to normalne i nie do uniknięcia. Mimo wszystko jednak zawsze z przyjemnością oglądam dowolny odcinek, dowolnej serii Star Treka.
Kontynuuj czytanie

Popularity: 10% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

lut 11 2009

History of the Internet

Marcin Radczuk

Nie ma co się rozpisywać. Po prostu obejrzyjcie sobie filmik:


History of the Internet from PICOL on Vimeo.

Popularity: 18% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

lut 9 2009

Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia

Marcin Radczuk

Świat stworzony przez ludzi nie mających pojęcia o logice oraz ekologii. Nie mówiąc już o kosmitach ;-)

No cóż, biorąc pod uwagę pierwsze wrażenie, film oceniam pozytywnie. Dostarczył nam rozrywki przez te prawie 2h jakie spędziliśmy w kinowych fotelach. Ogląda się to dobrze, ale żeby cieszyć się seansem należy na półkę odstawiać zdrowy rozsądek i trzeźwą ocenę sytuacji jaka panuje na “naszej” planecie. Gdy już oglądaliśmy napisy końcowe, wstając z kinowych foteli i szykując się do wyjścia, zdrowy rozsądek próbował popsuć przyjemność z seansu. Oczywiście po kilku godzinach mija ten początkowy “zachwyt” filmem. Nie ma co ukrywać. Dzień, w którym zatrzymała się Ziemia jest filmem do bólu kiepskim jeśli chodzi o scenariusz. Podobno oryginał był znacznie lepszy. Nie wypowiem się, bo nie wiem. Może kiedyś obejrzę a może nawet sięgnę po książkę Harry’ego Batesa “Farewell to the Master”, żeby przekonać się jak mało z niej w najnowszej ekranizacji zostało.
Kontynuuj czytanie

Popularity: 19% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

sty 2 2009

007 Quantum of Solace – James Bond powraca!

Marcin Radczuk

Plakat z filmuWybraliśmy się dzisiaj z Gabcią do kina na Madagaskar 2, niestety seanse tego filmu były tak oblegane, że nie starczyło już dla nas, starych pryków miejsca. Skoro już jednak do kina poszliśmy, to postanowiliśmy się nie poddawać i jakiś film obejrzeć :) Padło na Jamesa Bonda w nowym wcieleniu.

Agent znowu otacza się pięknymi i groźnymi kobietami, jednak za nową twarzą Bonda, kryje się zupełnie nowy superszpieg. Nareszcie ktoś zauważył, że taki podfruwajek i podrywacz jakim Bond był we wcześniejszych filmach nie pasuje już do dzisiejszego wyobrażenia o tej postaci. James w Quantum of Solace ma swoje mroczne tajemnice, które sprawiają, że jest znacznie bardziej męski, tajemniczy i ludzki. Nie idzie już z każdą spódniczką jaka mu się nawinie, do łóżka. Aczkolwiek nadal liczy na swój zniewalający urok osobisty i cały czas jeździ Astonem Martinem. Chociaż już na samym początku okropnie zmasakrował ten wózek… Kontynuuj czytanie

Popularity: 18% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

statystyka