Krytycyzm vs. wiara
Krytycyzm jest często postrzegany jako zagrożenie dla istnienia religii. I słusznie, bo krytyczne myślenie nie lubi się z dogmatami. Kiedy ktoś zapyta o dowody mogące poprzeć ten lub inny dogmat, dowiaduje się, że dowody takie są nie potrzebne. Dogmaty zostały objawione nam przez Boga a z Bogiem dyskutować nikt nie ma odwagi. Religia może produkować ludzi takich jak o. Stanley L. Jaki, którzy pokażą w swoich pracach, że tylko pod światłym panowaniem Chrystusa nauka rozwijała się doskonale, jednak nie wytrzyma frontalnego ataku składającego się z pytań, które oczekują jasnych odpowiedzi. Bez kombinowania i uciekania się do wyjaśnień mętnych i niemożliwych w jakikolwiek sposób do bezsprzecznego udokumentowania.
Ataki takie przeprowadzane są ciągle. W atakach owych jednak strona napada na poglądy drugiej i próbuje udowodnić swoje racje. To walka, która trwa od momentu powstania religii. Na początku słaba, nasila się wraz z rozwojem społeczeństw. W ludziach jest silna potrzeba autonomiczności, która ściera się ze strachem przed nieznanym. Chcielibyśmy być wolnymi a zarazem potrzebujemy przewodników, którzy wskażą nam właściwą drogę, tak abyśmy nie musieli sami jej szukać. Osoba krytycznie nastawiona do świata odrzuca takich przewodników, uważając, że są ludźmi takimi samymi jak ona, więc nie mogą wiedzieć znacząco więcej o życiu niż ona. Uważam siebie za krytycznie nastawioną do świata dlatego też odrzucam takich właśnie przewodników ale zawsze z chęcią wysłucham cudzych racji, ponieważ jestem samolubem. Cudza wiedza i doświadczenie może mnie tylko wzbogacić.
Read more
Wiara i wiedza w jednym stały garnku?
Wstęp.
Niejednokrotnie na tym blogasku pisałem niepochlebnie o religii, w szczególności o chrześcijaństwie, które z racji miejsca zamieszkania znam najlepiej. Czasami nawet zdarzało mi się wchodzić w dość rozwlekłe dyskusje z czytelnikami, chcącymi przekonać mnie, że się mylę. Kilka razy nawet zostałem wyzwany od idiotów itp.
Dyskutowanie z kimś o odmiennych poglądach uważam, za rzecz bardzo cenną i nie dbam o kolor skóry, religię czy preferencje seksualne mojego adwersarza. Niestety zazwyczaj, bardzo szybko okazuje się, że dyskusji nie będzie. Pomijam wyzwiska jakimi czasami dostałem w twarz (nie tylko na blogasku moim, ale na różnych katolickich, czy generalnie religijnych forach). Wyzwiska zawsze mnie informowały, że trafiałem celnie swoimi komentarzami i ludzie ze mną rozmawiający nie mieli na to kontrargumentów. Tak więc, nie wyzwiska kończyły często dyskusję. Szybko odkryłem co gasi każdą wymianę poglądów.
Fanatyzm.
Chyba jednak fanatykiem nie jestem
Kilka lat temu z radością pozbyłem się Windowsa na rzecz Linuksa. Przez jakiś czas, dość krótki ale jednak, byłem zagorzałym fanatykiem Linuksa i generalnie wszystkiego co było Open Source. Szybko mi to na szczęście przeszło, ale propagatorem Linuksa byłem jeszcze długo. Teraz jak ktoś mnie pyta czy warto instalować na desktopie Linuksa, a ja wiem, że ten ktoś jest zielony z obsługi komputerów i w zasadzie nie rozróżnia systemu operacyjnego od komputera, to mówię mu, że nie warto. Bo IMHO jak ktoś chce Linuksa tylko dlatego, że taka moda, nie sprawdził najpierw co to jest ten „Lynuks”, to na 95% nie spodoba mu się taka przesiadka.
Od pół roku pracuję jako admin, zarządzam serwerami Lin/Win i stwierdzam, że jak się wie co się chce osiągnąć to system dość szybko może stać się przeźroczysty. Tak Linux jak i Windows mają swoje słabe i mocne strony. W rzeczywistości to decyzje marketingowe decydują o tym, czy firma używa na serwerach jednego czy drugiego rozwiązania. Na przykład tak jak w „mojej” firmie, programiści robią w .Net strony, co wymusza korzystanie z IIS a nie Apacha. (Tak wiem, można na Apachu odpalać strony pisane w .Net, jednak nie oszukujmy się, to nie to samo… No i kwestia licencjonowania nie do końca jasna jest). Znowuż programiści z Sofii, Pragi i innych zagramanicznych miast piszą w PHP i dla nich spokojnie wystarcza hosting na jakimś Debianie.
Po prostu marketing decyduje o rozwiązaniach informatycznych. Ktoś kiedyś podjął jakąś decyzję i od tamtej pory pewne rzeczy trzeba ciągnąć. Nie wdaję się tu w dywagacje na temat tego, dlaczego dana decyzja została podjęta. Nie ma to dla mnie znaczenia od strona zarządzania tym wszystkim.
Ale ja tak naprawdę nie o tym chciałem.
Otóż planuję niedługo drugie podejście do Visty Ultimate. Trochę to potrwa bo jak sobie pomyślę o przeniesieniu wszystkich danych z Linuksa na Windowsa, znalezieniu odpowiedników oprogramowania pod Windowsa to mnie ciarki przechodzą :D Jednak czuję potrzebę rozkminienia Visty i generalnie nie ma co się izolować w jednym środowisku. Rozwój to mnogość możliwości a nie klatka jednego systemu operacyjnego, jak wielka by to klatka nie była :) Oczywiście Linux obok Windowsa stać będzie, kwestia tylko jak często będzie używany.
Jeszcze rok temu takie podejście do tematu Linux vs. Windows byłoby nie do pomyślenia – co też ta praca ze mną zrobiła, hehe ;-)


