Nie dyskryminuj mojej głupoty
Z rana w robocie odpaliłem kilka skryptów, które z założenia mają za mnie pracować, więc znalazłem chwilkę czasu na śniadanie. Skoro znalazł się czas na śniadanie to i poczytać jakieś serwisy informacyjne da radę. Rzut oka na monitor obok upewnia mnie w przekonaniu, że robota się robi. Kanapka rozpakowana i 15 minut dla mnie. I tak oto sobie trafiam na artykuł o dyskryminujących ogłoszeniach o pracę. Przeczytałem i pogryzając super smaczną kanapkę zapijaną zimną pepsi zacząłem się nad tym zastanawiać. Pierwsza moja myśl była następująca, że niby dlaczego zakazywać takiego dyskryminującego brzydkich czy nie mających czasu kobiet ogłoszenia. Przecież tak czy siak pracodawca odsieje wszystkie te, które nie będą mu odpowiadały. Cała ta gadanina o tym, aby zwalczać dyskryminację i seksistowskie ogłoszenia o pracę ździebko mnie rozśmieszyła. Bo niby dlaczego? W imię jakiej filozofii uprawiać taką hipokryzję? Bo przecież to jest hipokryzja. Wiadomo, że nikt nie zmusi pracodawcę do tego, aby zatrudnił kogoś, kto nie spełnia jego najważniejszych przynajmniej, oczekiwań. Dlaczego więc zmuszać tegoż pracodawcę do pisania pokrętnych, ale poprawnych politycznie, ogłoszeń tylko po to, żeby później odsiewać tabuny kiepskich kandydatów? Albo z drugiej strony, na takie poprawne politycznie ogłoszenie zgłosi się 3 kandydatki i w sumie nie ma z czego wybierać. Dylemat jest na pewno.
Read more
Walka z dyskryminacją za pomocą dyskryminacji
Tak właśnie, myślę o tej kampanii na rzecz mam wracających do pracy. Że niby (nie zaczyna się zdania od że – wiem) są lepsze i mogą więcej niźli te, które się jeszcze potomstwa nie dochowały nie wspominając już o mężczyznach, bo ci to nigdy negocjować ze swoimi pociechami nie będą.
No i tym sposobem dyskryminuje się inne grupy społeczne.
A może lepiej by było zaproponować, żeby rząd nasz szacowny wspomógł firmy, które inwestują na przykład w żłobki przyzakładowe? W końcu to wcale nie byłby taki głupi pomysł, a wiele matek mogłoby znacznie wcześniej wrócić do pracy, lub podjąć nową pracę, wiedząc, że ich pociechy są tuż tuż i krzywda się im nie dzieje. Obniżenie podatków czy co tam dla firm inwestujących w „politykę prorodzinną”, to lepsze niźli dyskryminowanie jednych na rzecz drugich czy też bezsensowne becikowe.
Dobrym pomysłem wydaje się być praca z domu (o ile to możliwe oczywiście). W końcu wiele dzisiejszych pań mogłoby spokojnie wykonywać lwią część swoich obowiązków w domu. Co zresztą jest już dzisiaj dość częste.
Oczywiście należy informować pracodawcę, że kobieta nie jest gorsza od mężczyzny, a kobieta z dzieckiem wcale nie traci na swojej zawodowej atrakcyjność, ale na Boga! nie róbmy tego dyskryminując innych!
To takie moje przemyślenia, starałem się podać „rozwiązania” dla tych problemów, które skrytykowałem, pewnie jakieś pominąłem lub o nich w ogóle nie pomyślałem, więc jeśli ktoś ma coś do dodania, to zapraszam :-)


