Zabawa CSS
Od ponad 3 lat prowadzę tego blogaska. Najstarsze wpisy jakie się zachowały pochodzą z marca 2006 roku. Odkąd wpadłem na pomysł pisania „internetowego pamiętnika” zawsze strasznie ważne dla mnie było to, jak ta strona prezentuje się w przeglądarce. Ta potrzeba ciągłego poszukiwania najlepszego wyglądu została mi do dziś. W końcu znalazłem naprawdę ładny szablon, na bazie którego będę dokonywał dalszych zmian i poprawek w celu stworzenia swojej własnej wizji tej strony. Będą się więc co jakiś czas pojawiały i znikały kolejne dodatki i upiększacze, które będę testował sobie na żywym organizmie. Z racji tych wszystkich testów i zabaw z CSS czasami wygląd strony może się popsuć albo w niektórych przeglądarkach może nie wyglądać tak, jak sobie założyłem. Będę wiec Wam niezmiernie wdzięczny, jeśli powiadomicie mnie o zauważonych problemach w wyświetlaniu blogaska.
Chorowanie czasami może być pracowite
Z powodu przymusowego siedzenia w domu (pochorowałem się) postanowiłem pobawić się blogaskiem. Poszperać za jakimś naprawdę ładnym szablonem i co tam jeszcze się da. I jak się okazało da się całkiem sporo. Oto przedstawiam Wam kolejną odsłonę bloga. Tym razem stronka została ubrana w szablon, którego twórcą jest Michael Tyson, a sam szablon pobrałem stąd. Więcej o samym szablonie możecie przeczytać tutaj. Dodatkowo pozwoliłem sobie spolszczyć szablon. Na razie spolszczenie jest we wczesnej fazie alfa, dlatego nie udostępnię jeszcze plików .po i .mo.
Roku starego – 2008 – podsumowanie
Skoro stary rok definitywnie czas pożegnać i nawet ta dodatkowa sekunda go nie uratowała czas na jego podsumowanie. Każdy Sylwester uświadamia mi zawsze kruchość i ulotność pozostałego nam czasu. Uwielbiam kiedy sztuczne ognie ulatują w nocne niebo na przełomie Starego i Nowego Roku. Ta radość ludzi witających nowe a żegnających stare jest mi strasznie miłą. Nie ma w tym żadnej religii, sztucznego blichtru, po prostu przaśna zabawa i zwyczajna radość, które lubię w ludziach.
I. Styczeń 2008
Upłynął pod znakiem nowej pracy, która zdominowała większość mojego czasu. Przez nowe obowiązki, nie miałem kiedy pisać na blogasku o tym wszystkim co mnie najbardziej ciekawi. Pojawiło się jednak kilka wpisów natury religijno-moralnej. Bulwersowałem się, że oto w tym pięknym kraju zarodek ma więcej praw niż dojrzały człowiek, a kobieta w ciąży zdegradowana została do roli nosiciela nienarodzonego pasożyta, który za wszelką cenę musi zostać na świat wydany. Pewnie po to, aby powiększyć grono wyznawców Boga Chrześcijańskiego i dołączyć do owieczek Kościoła Katolickiego.
W tak zwanym międzyczasie obejrzeliśmy z Gabcią Alien vs. Predator 2 i zgodnie stwierdziliśmy, że film jest kiepski i nie wart żadnych pieniędzy. Później oddałem się odkrywaniu prawd o naturze kapłaństwa i wiary oraz rozwodziłem się nad ułomnością demokratycznej wiary, że większość ma zawsze rację. Tak więc styczeń minął mi raczej pracowicie i niewiele rozglądałem się za ciekawymi tematami do poruszenia na blogasku. Read more



