Chcę to mieć! OLPC XO-2
Na pewno wszyscy słyszeli o idei OLPC(One Laptop Per Child). Bogaty człowiek, *Nicolas Negroponte* postanowił zainwestować w produkcję małych, słabych ale tanich laptopów dla dzieci z krajów rozwijających się. Czyli wszędzie tam, gdzie nie ma kasy na normalny komputer. Generalnie ma to poprawić możliwości edukacyjne owych wspomnianych dzieci. Laptop miał kosztować coś poniżej 100$ czy jakoś tak. Miał być na nim tylko Linux, żeby było taniej i żeby nie uzależniać biedniejsze kraje od Microsoftu… Coż, idea szczytna, wyszło średnio. Laptop okazał się droższy i oczywiście podpisano z Microsoftem umowę na sprzedaż XO (taką nazwę ma ten notebook) ze „specjalnie przykrojoną wersją Windows XP”:http://www.pcworld.pl/news/151846.html, oraz dystrybucją „Linux Sugar”:http://wiki.laptop.org/go/Sugar. Żeby było ciekawiej oba te systemy są instalowane na jednej maszynie (maszynce?).
W każdym razie *OLPC* nie przyniosło spodziewanych efektów i generalnie ludzie nie walą drzwiami i oknami po ten sprzęt. Sporo zamieszania wprowadził Asus ze swoimi „ee pc”:http://event.asus.com/eeepc/microsites/en/index.htm, które dość szybko zyskały sobie rzesze zwolenników.
To o czym ja tu w takim razie piszę? Otóż pan *Negroponte* postanowił raz jeszcze wymyślić coś nowego. Myślał, myślał i… „WYMYŚLIŁ!”:http://www.olpcnews.com/laptops/xo2/olpc_announces_xoxo.html
I mówię Wam, ja to chcę! Jak już wyjdzie na rynek w tym 2010, a znając życie pewnie na przełomie *2012/13*, kupię sobie tę, lub podobną zabaweczkę. Wydaje się to być naprawdę świetna sprawa i doskonały pomysł. Ładnie wygląda, nie zajmuje wiele miejsca i pewnie nie będzie za ciężkie. Na razie za mało danych aby cokolwiek więcej o tym napisać, ale na pewno pomysł nie przejdzie bez echa. Oby znowu nie skończyło się tylko na gadaniu…
Przyszłości wizja moja
Michał „Cihy” Cichocki rzucił nam wyzwanie na swoim „blogu”:http://www.blog.cihy.pl w tym „wpisie”:http://www.blog.cihy.pl/technologia-przyszlosci/. Przedstawił on swoją wizję przyszłości i zachęca czytelników do podobne zabawy.
Tak więc postanowiłem podjąć rękawice rzuconą przez Michała ;-)
Najpierw jednak kilka uwag co do pomysłów jakie on sam zaproponował.
h3. Kamera w oku, dysk twardy w mózgu
O ile kamera mogłaby się przydać (niekoniecznie w oku) o tyle sens takiego dysku twardego jest raczej niewielki.
bq. Kamera taka będzie służyła do zwalczania przestępczości. Razem z nią, “wmontują” w nas mikro dysk twardy, który pomieści obraz zarejestrowany przez całe nasze życie. Od teraz nie będzie sądów – będą one zbędne. Aby sprawdzić, czy ktoś jest winny, przeanalizuje się obraz zarejestrowany przez kamerę ;).
Czy aby na pewno. Owszem, kamera może się przydać, ale w zwalczaniu przestępczości będzie raczej z niej niewielki pożytek. Jeśli nagra obraz na „lokalnym” dysku to wystarczy ów dysk z takiego _kamerzysty_ usunąć… Miałoby to sens, gdyby dane były przechowywane poza naszym ciałem. Sądy zawsze będą potrzebne, a w takim świecie nawet bardziej niż teraz. Trzeba będzie udowodnić, że obraz nagrany na taki dysk nie został sfałszowany. Na pewno powstanie całe mnóstwo urządzeń zakłócających nagrywanie z takich kamer. Zginie prywatność.
To już nie jest kilkaset kamer umieszczonych w newralgicznych punktach miasta. To są setki tysięcy kamer ciągle się poruszających, których ruchów nie da się przewidzieć. Owszem, wizja możliwa do zrealizowania – kiedyś, ale w państwie policyjnym. Tak jak microchip wszczepiony w człowieka i monitorujący stan jego zdrowia. W razie zawału serca czy innej zapaści natychmiast powiadamiający najbliższe pogotowie. I znowu wszystko rozbija się o prywatność. Czy lepiej być permanentnie na podsłuchu ale mieć większe szanse przeżycia czy jednak zaryzykować, lecz zachować więcej prywatności.
Nie wspomnę już o kradzieży tak zdobywanych danych. Jakież to cenne informacje dla zakładów ubezpieczeń na przykład. Chociaż nie tylko.
Wrócę jeszcze na chwilę do pomysłu kamery w oku. Dlaczego sądy nie znikną? Manipulacja materiałem zebranym przez taką kamerę będzie zbyt kuszącym zadaniem, aby wszystko to, mogło być niepodważalnym materiałem dowodowym. I nie chodzi mi tutaj o jakieś komputerowe wprowadzanie zmian. Wiele razy na pewno spotkaliście się z sytuacją, w której coś, co dla Was wyglądało na X dla innych było Z. Wszystko zależy od punktu patrzenia – i tutaj to będzie i dosłownie i w przenośni. Oczywiście identyfikacja innych świadków będzie banalna, ale znowu wraca to straszne ograniczenie wolności i prywatności.
Tak więc sądzę, że wizja z kamerą w oku nagrywającą całe nasze życie na minidysk jest mało prawdopodobna. I szczerze mówiąc mam głęboką nadzieję, że za mojego życia nikt czegoś takiego nie wymyśli i nie wcieli w życie.
h3. Komórka wbudowana w ciało/rękę
Po co? Nie lepiej żeby taka komórka była w zegarku, kolczyku czy innym gadżecie? Komórka wbudowana w rękę to już w ogóle mało przydatny gadżet. Taką zwykłą komórkę mogę podczas rozmowy przytrzymać między podbródkiem a ramieniem, uwalniając tym samym dłoń, komórki wbudowanej w rękę już tak nie przytrzymam.
Wbudowanie komórki w ciało – ok, ale niech to będzie jakiś chip w uchu i ustach na przykład a jeszcze lepiej niech to będzie chip, który nie potrzebuje wcale dźwięków do działania, wystarczą nasze myśli.
Ale i tutaj jest całe mnóstwo problemów i negatywów. To musi być coś, co można włączyć i wyłączyć na życzenie. Tak jak „zwykłą” komórkę. Coś, co nie będzie mogło nas szpiegować (zwykła komórka to może), coś co nie będzie mogło nam zaszkodzić w razie jakiegoś zawirusowania. I tutaj też mam wielce negatywne podejście do takiego pomysłu.
h3. Gaszenie pożarów
Ten pomysł mi się spodobał. Już widzę jak ogromne helikoptery nakładają na gaszony obszar wielkie „coś” i wysysają z tego powietrze.
Swoje propozycje jednak ujmę w pewne ramy czasowe. Otóż zaproponuję kilka „wynalazków”, które mogłyby się pojawić w ciągu najbliższych 200 – 300 lat (o ile mamy szanse przeżyć jako gatunek jeszcze tyle czasu).
# Loty na Księżyc – staną się czymś dość normalnym i wielu ludzi postawi swoją stopę na naszym naturalnym satelicie. Większość w ramach wycieczek organizowanych przez biura podróży, ale może wiele osób zamieszka na Księżycu?
# Rozwój Internetu – tutaj chyba będzie się działo najwięcej. Powstawać będą całe wirtualne światy, które będą miały jakiś wpływ na świat rzeczywisty dzięki dużym koncernom, chcącym zarobić na nas jeszcze więcej pieniędzy. Nie wiem jak to będzie wyglądało, przypuszczam jednak, że pewne „zarobione” dobra wirtualne będą miały przełożenie na dobra materialne. Może wirtualna praca stanie się czymś całkiem normalnym? Szczególnie dla szeroko pojętej grupy informatyków.
# Rozwój alternatywnych źródeł energii – węgiel i ropa nie wystarcz na długo. Wiatr, woda i słońce – to nasza przyszłość. Atom jest niebezpieczny, zbyt niebezpieczny.
# Część ludzkości zamieszka pod powierzchnią wody – większa część naszej planety jest utopiona. Dlaczego tego nie wykorzystać?
# Cybernetyzacja – sądzę, że tutaj raczej wiele się nie zmieni. Mało kto będzie chciał dać sobie wszczepić jakiś gadżet do mózgu, po to, żeby włączyć TV czy kierować samochodem. Aczkolwiek już nie jeden wizjoner się przejechał na swoich wizjach przyszłości – vide videofon ;-)
# Samochody – ha! mam nadzieje, że nie będzie już możliwości własnoręcznego kierowania pojazdami naziemnymi. Mówisz dokąd a komputer w aucie sam zaplanuje najlepszą trasę i przewiezie cię znaczni bezpieczniej z punktu A do B. Tak, wiem ja nie mam benzyny we krwi i jazda samochodem mnie w ogóle nie bawi. Ale jak widzę śmierć na drodze bo jakiś idiota jechał za szybko i nie przewidział zmieniających się warunków – bo niby jak miał to zrobić przy dużej prędkości – to uważam, że ta wizja nie jest taka zła. ;-)
Tak, to były takie „większe” zmiany jakie jestem w stanie przewidzieć czy wymyślić. Trochę to jak film czy książka s-f :-) Dlaczego nie ma teleportacji? Bo nie wierzę, że w ciągu najbliższych tysiąca lat będziemy w stanie coś takiego osiągnąć.
Kolejna sprawa – „wzrost analfabetyzmu co widać w USA”:http://maciek.lasyk.info/homo_americanus_debil_amerykanski.html. Stanie się to zjawiskiem coraz powszechniejszym. Jako, że większość prac będzie wykonywanych przez komputery człowiek zacznie się uwsteczniać. Nie będziemy w stanie panować nad tym, co się w naszym życiu będzie działo. Efekt będzie taki jak w starożytnym Egipcie. Powstanie sekta kapłanów, którzy będą mieli jako takie pojęcie o tym, co i jak działa i rządy ich będą krwawe i straszne. Nastaną wieki ciemności…
…ekhem chyba się lekko rozpędziłem ;-)
P.S.
To chyba najdłuższy wpis jaki popełniłem… Ciekaw jestem czy ktoś to w ogóle w całości przeczyta. Raczej wątpię :)
Gnome ssie
No niestety :(
Od jakiegoś czasu bawię się różnymi pochodnymi Ubuntu. Pisałem już o Linux Mint, używam też Kubuntu, „Ubuntu Ultimate”:http://ubuntusoftware.info/ultimate/ i „Ubuntu Xmas Edition”:http://ubuntusoftware.info/xmas.html :) Wszystko z ciekawości. Testy porównawcze z moim ukochanym Gentoo (z którego jednak jakoś nie potrafię zrezygnować). Oprócz Kubuntu wszelkie inne pochodne Ubuntu mają domyślnie jako środowisko graficzne, ustawionego Gnome.
Po wypróbowaniu wielu dystrybucji muszę stwierdzić, co następuje:
bq. GNOME ssie :(
Fajny jest, ale niestety zauważalnie wolniejszy niż KDE. Zżera też więcej zasobów komputera. Mam 2GiB RAM(Random Access Memory)u i Gnome zawsze po niedługim czasie wchodzi mi na swap. W pracy, na znacznie wolniejszym sprzęcie KDE z Kubuntu korzysta ze swapa, ale tam mam 512 RAM(Random Access Memory)u i KDE zajmuje nie więcej jak 300 MiB RAM + 120 MiB swup. Natomiast na tym samym komputerze w pracy Gnome kasuje ponad 500 MiB swupa i oczywiście większą część RAM pracując ociężale.
Owszem, Gnome mi się nawet zaczął podobać ze swoją filozofią pracy i wyglądu, nie zmienia to jednak faktu, że jest dość wolny w porównaniu z KDE i konfigurowanie jego ustawień to czysta męczarnia.


