Bardziej papiescy od Papieża
PIS jak zwykle mnie zadziwia :D Wymyślili, że KK jest za karą śmierci i nie liczą się ze stanowiskiem naczelnego dyrektora KK, jakim w tej chwili jest Benedykt 16. Sam nie do końca jestem przekonany o słuszności kary śmierci. Uważam, że lepiej by było aby nie zabijać, ale też nie robić wywczasów w więzieniu dla zwyrodnialców. Niech ciężko harują. Będą przydatni społeczeństwu. Chociaż z drugie strony taniej zabić niż więzić. A w dobie kryzysu, i nie tylko zresztą, odbierać ewentualną pracę prawomyślnym obywatelom też nie jest dobrym wyjściem. Tak więc problem nie jest tak łatwy i jednoznaczny do rozstrzygnięcia. Ale mniejsza z tym.
Zadziwia mnie podejście sporej części ludzi wierzących, katolików, do nauki swojego Kościoła. Nieznajomość własnego pisma świętego oraz przedkładanie słów jakiegoś arcybiskupa nad słowa szafa szefów jest delikatnie mówiąc śmieszne.
Wiara to taki dziwny twór, którym można sobie wycierać gębę do woli, bo przecież nic się nie stanie. Żaden Bóg nie strzeli po mordzie za nie liczenie się z Jego namiestnikiem. W sumie nic dziwnego :) A że zdobycie władzy na tym padole łez ważniejsze jest niż to, co oficjalnie głosi KK, to z ułańską fantazją spokojnie można stwierdzić, że
w tej sprawie (kara śmierci) posłowie PiS zgadzają się z abp. Józefem Michalikiem.
Takimi mundrościami uraczył nas europoseł PiS Ryszard Czarnecki. No cóż… Jak zwykle śmieszy mnie to bardzo i podoba mi się jak część katolików degraduje majestat swojej wiary i religii. Dla mnie, jak zwykle zresztą w takich wypadkach, BOMBA!
Czego dzisiaj chcą kobiety w rządzie?
Kongres Kobiet chce:
- liberalizacji aborcji,
- refundacji in vitro i antykoncepcji;
- zrównania zarobków kobiet i mężczyzn;
- wprowadzenia parytetu dla kobiet na listach wyborczych i zasady ”suwaka” tak, by na pierwszych miejscach na listach wyborczych kobiety były umieszczane na przemian z mężczyznami;
- 40 proc. kwot dla kobiet w zarządach i radach nadzorczych spółek publicznych, czyli notowanych na giełdzie.
Cóż, trudno się nie zgodzić z trzema pierwszymi punktami.
Migracje poselskie
Zazwyczaj staram się nie pisać o jakiś pojedynczych wydarzeniach w naszej polityce, jednak w ciągu kilku ostatnich miesięcy nastąpiło kilka znaczących i głośnych przejść jakiegoś posła/posłanki z jednej partii do drugiej, w związku z czym skłoniło mnie to do kilku przemyśleń.
Migracje powinny być dozwolone, ale…
No właśnie. Najpierw myślałem, że takie skakanie z kwiatka na kwiatek powinno być zabronione, ale później doszedłem do wniosku, że przecież ludzie się zmieniają, partie się zmieniają więc i zdania zmieniać się mogą. Skakanie jednak takie powinno być mocno ograniczone. Poseł/posłanka nie powinien móc przechodzić z partii do partii wraz ze swoim mandatem zdobytym w poprzedniej partii. Nie ważne czy przechodzi z partii lewicowej do lewicowej (vide Kopyciński), głosy wyborców nie mogą być aż tak lekceważone. Skoro sami posłowie nie umieją zachować się tutaj wystarczająco honorowo, trzeba nałożyć na nich ograniczenia administracyjne. Psucie demokracji powinno być karalne. I tak powinien zostać ukarany poseł próbujący dokonać takiej migracji jak i szef partii, który takiego posła przyjmuje do siebie. Niestety, zawód posła, najbardziej chyba odpowiedzialny zawód w tym kraju, jest zarazem najbardziej zlekceważony przez samych posłów. Liczy się tylko władza i kasa, która za nią płynie. Zero ideałów. Zero mężów stanu. Same myszki miki, przebierańcy i pszczółki. Oraz oczywiście co i jeden doskonały masarz, szczególnie w okresie wyborów.
I to w zasadzie tyle. Nie chce mi się nad tym rozpisywać, bo to w zasadzie nie jest temat na głębsze wywody. I tak nic się nie zmieni. Przecież to te (p)osły tworzą prawo. Trudno więc byłoby od nich oczekiwać, żeby sami siebie ograniczyli w pogoni za kasą i władzą.



