Jak zacząłem wstawać przed piątą rano. Poradnik dla śpiochów w 4 punktach.
Jestem strasznym śpiochem. Uwielbiam spać. Ale miewam spore problemy z zaśnięciem. Jak już jednak zasnę… Mój mózg ma to do siebie, że nie umie walczyć z potrzebą snu. Kiedy jestem śpiący po prostu zamykam oczy i z łatwością przechodzę w tę fazę, która nazywana jest potocznie snem. Moje problemy z zaśnięciem sprawiają, że nie mogę się wyspać, bo jak się przez 3 godziny człowiek wierci na łóżku, to jak ma rano wstać? Jest to dość mocno utrudnione. A to właśnie rano najbardziej tego snu potrzebuję. Dodatkowo jestem tzw. „sową”, czyli największa aktywność u mnie przypada na wieczór lub późny wieczór. Co oczywiście utrudnia wstawanie o przyzwoitej porze, nie mówiąc już o naprawdę wczesnym wstawaniu. Dzisiaj, nie będzie jednak o tym, jak zasypiać, bo to opowieść na oddzielny wpis. Podzielę się z Wami moimi spostrzeżeniami co do tego, jak zacząć wstawać naprawdę wcześnie rano.
Z pewnych powodów musiałem nauczyć się wstawać wcześnie i to bardzo wcześnie, bo już o 4:15 często byłem na nogach. Dla człowieka, który potrafił wstać do pracy o godzinie 10 a czasem nawet o 11 to była ogromna zmiana. Nie wiem, czy to jest zmiana na stałe, czy tylko na jakiś czas. Wstaje tak jednak, z drobnymi przerwami i lekkimi modyfikacjami godziny wstawania, od ponad 2 miesięcy więc można przyjąć, że jakieś doświadczenie w tej materii już posiadam. Dodam, że w weekendy i dni wolne od pracy śpię ile fabryka dała.
Jak to święte relikwie Wojtyły uratowały samolot przed katastrofą.
Jak za pewne wiecie, wczoraj na Okęciu awaryjnie, bez wysuniętego podwozia, wylądował Boeing 767 pilotowany przez kpt. Wronę. W TV i radio ciągle o tym gadali, aż się w pewnym momencie tej dziennikarskiej sieczki i rozdmuchiwania najdrobniejszych aspektów sprawy słuchać nie dało. Nie zrozumcie mnie źle, podziwiam to lądowanie. Naprawdę. Nie znam się na lotnictwie, ale wierzę, że lądowanie takim kolosem bez kół to prawdziwy wyczyn. Wielki szacunek dla załogi i obsługi naziemnej lotniska.
O co więc chodzi z tymi relikwiami? Otóż, jak wczoraj oglądałem relacje z tego lądowania zastanawiałem się, kiedy wypłyną na wierzch jakieś „fakty” boskiej interwencji podczas tego zdarzenia? No i proszę, zaledwie dzień później dowiadujemy się z frondy, że:
Na pokładzie samolotu, który wczoraj cudem uniknął katastrofy, znajdował się o. Piotr Chyła, a wraz z nim relikwie papieża-Polaka. Zakonnik modlił się za jego wstawiennictwem, a także rozgrzeszył pasażerów.
I na zakończenie podsumowanie redaktora:
Znamy więc tajemnicę znakomitego lądowania Boeinga na Okęciu. Świetne umiejętności plus łaska Pańska dały znakomity efekt: najlepszą promocję Polaków od czasów „Solidarności”
W związku z tym mam taką propozycję:
Czy nie moglibyśmy poprosić papieża-Polaka, aby interweniował na przykład w Afryce? Tam się naprawdę tyle złego dzieje. Przecież wiemy, że Wojtyła aka Jan Paweł 2, nie powinien poprzestać na uratowaniu 231 osób. Na pewno zechce uratować setki tysięcy.
Chyba, że problem leży w tym, iż tamci w Afryce to nie Polacy?
Link do całego, króciutkiego cytowanego artykułu tutaj.
UPDATE:
Oczywiście nie tylko fronda pisze o cudzie:
niezależna.pl
No i zaczyna się też „smoleńskowanie” tego wybitnego lądowania:
Marta Kaczyńska nie pozostawia złudzeń odnośnie smoleńskiego spisku Rosjan. Przecież wiadomo, że beton twardszy niż błoto jest…
Cała strona o mnie :)
Po kilku latach postanowiłem z powrotem nachylić się nad stronką O mnie, którą na tym blogasku kiedyś już zamieściłem. Wtedy jakoś tak bez przekonania do tego podszedłem a i stronka była mało ciekawa i zawierała raczej same dane na temat tego, gdzie mnie można w sieci znaleźć. Było jakieś moje zdjęcie, ale nie odpowiada już rzeczywistości, więc w nowej odsłonie strony zostało wywalone :) Naprawdę, nie ma się czym chwalić, więc i chwalić się nie będę.
Przypuszczam jeszcze, że parę rzeczy jeszcze na tej stronce ulegnie zmianie i w sumie to nie wiem czemu postanowiłem ją w ogóle odświeżyć. Tak mnie naszło a skoro już poczułem chęć, żeby nie robić tego, co zaplanowałem na dzisiaj, to dlaczego by nie zrobić czegoś, czego w ogóle nie planowałem w najbliższym stuleciu? Każda wymówka jest dobra, żeby zająć się tylko czymś innym niż tym, co było w planach.
Hmmm, tak sobie myślę, że chyba właśnie tworzę kolejną stronkę o mnie, bo przecież to co napisałem powyżej całkiem nieźle mnie charakteryzuje. Oczywiście, cały blogasek jest o mnie, ale nie w taki sposób jak te dwie strony. I mam nadzieję, że strona, do której wyżej podlinkowałem rozwinie się i stanie się swoistym społecznym CV mojej osoby.
Zobaczymy. Milion pomysłów na sekundę i głowa pełna marzeń :)



