Z Bogiem czy bez Boga? Moja droga do szczęścia.

Wpis powstał pod koniec ubiegłego roku, ale tak jakoś zapomniałem o nim i przeleżał sobie te wszystkie miesiące w szkicowniku. Trafiłem na niego szukając co by tu ze staroci wywalić i po przeczytaniu stwiedziłem, że mimo swojego wieku nie stracił zbytnio na popularności. Co prawda już raz ogłosiłem swoją ateizację, wydaje mi się jednak, że ten stary wpis oświetla moją decyzję pod jeszcze innym kontem pokazując co było i jest dla mnie ważne.

Ten rok (2010) minął u mnie pod znakiem ateizacji. W ogóle przez ostatnie kilka miesięcy sporo się zmieniło jeśli chodzi o wiarę w moim życiu. Jeszcze w sumie całkiem niedawno odrzucałem wszystko co jest związane z KK, ale w Boga wierzyłem. Nie był to Bóg chrześcijan ale taki mój własny. Im więcej się jednak zastanawiałem nad tym, tym bardziej dostrzegałem, że ta moja wiara nie ma żadnego racjonalnego usprawiedliwienia.

Najwcześniej przestałem wierzyć w sens i skuteczność modlitwy. No bo przecież jasno widać, że modlitwa nie działa. Gdyby było inaczej większość problemów ludzkości już dawno zostałaby rozwiązana. Niestety tak nie jest. Oczywiście można powiedzieć, że „niezbadane są wyroki Pana” i uciąć całą dyskusję. I takie właśnie podejście do tematu przekonało mnie, że dla religii w moim życiu z miesiąca na miesiąc jest coraz mnie miejsca. I tak sobie zacząłem rozmyślać nad tym tematem coraz intensywniej. Odpowiedzi udzielane mi przez ludzi wierzących były całkowicie nie satysfakcjonujące. No, bo niby dlaczego mam się nie zastanawiać nad konstrukcją świata, tylko brać wszystko na wiarę? Przecież rozwój – chociażby w medycynie - zawdzięczamy takiemu właśnie kwestionowaniu tego, co zastaliśmy tutaj na Ziemi. Zakład Pascala także uważam za strasznie idiotyczny. Straszenie mnie zaś grzechem pierworodnym, który wcale nie wyniknął z mojego zaniechania uznałem za pomysł całkowicie abstrakcyjny i wsadziłem między bajki. Coraz więcej rzeczy dzieliło mnie z religią i bogami niż łączyło.
Powoli więc, ale sukcesywnie, musiałem się od tego tematu oddalać. Zapisując się na listę ateistów i agnostyków nie wiedziałem jeszcze czy będę ateistą, ale agnostykiem na pewno już byłem. No i szukałem dalej swojego samookreślenia w tej materii.
Czytaj dalej

Mój Szczęśliwy Ateizm

We wrześniu 2007 roku pisałem, że nie jestem ateistą. Powinienem był jednak dodać na końcu jedno krótkie słówko: „jeszcze”.
Tak, stałem się ateistą.
W roku 2007 rozpocząłem swoją podróż w poszukiwaniu sensu życia nie wiedząc nawet, że tak się stało. Zawsze szukałem sensu swojego istnienia na tej planecie. Dopiero jednak od tych 3-4 lat zacząłem to robić nie kręcąc się w kółko wokół jednej tezy, a naprawdę szukając odpowiedzi na pytania, które mnie nurtowały. Te moje wcześniejsze poszukiwania okazały się takim bieganiem po jasno określonym wybiegu, w centrum którego ZAWSZE znajdował się Bóg. Uznałem, że ateiści muszą mieć jakiś problem z głową, brak jakiejś chemii, która sprawia, że dobrze im się żyje bez wizji Boga. Ja takiego życia nie umiałem nazwać dobrym. Nie umiałem go sobie nawet zbyt dobrze wyobrazić, ponieważ wizja ta mnie odrzucała. Po kilkuletnich przemyśleniach, przeczytaniu wielu różnych książek i artykułów, oraz po przewartościowaniu własnego życia (które to przewartościowanie wcale nie było takie dramatyczne jak mi się wydawało, że być powinno) dołączyłem do tej grupy ludzi, którzy mają jakiś problem z głową :)
Czytaj dalej

Trochę informacji o apostazji.

Dość ciekawy artykuł na temat apostazji pojawił się na portalu wyborcza.pl. Nie jest to może nic rzetelnego a raczej nastawiona na news informacja w prasie przeciwnej KK, warto ją jednak przeczytać.

http://wyborcza.pl/1,75480,7346683,Owieczka_odchodzi.html

Komentować nie będę bo chyba nie ma sensu. Każdy ma swoją opinię na ten temat i sam się pewnie jakoś do tego odniesie. Nie da się jednak ukryć, że łamane są nasze swobody obywatelskie na każdym kroku co strasznie mnie wkur….

Posted via email from Viva la Evolución!

"Bóg urojony" – Richard Dawkins

 No i przeczytałem. Przez kilka dni miałem nad czym się zastanowić. Od razu na samym wstępie muszę skrytykować wydawnictwo CiS za ogromną ilość literówek w tekście. Strasznie się spieszyli chyba z wydaniem tej pozycji i zaoszczędzili na korekcie tekstu… A szkoda, bo książka sporo na tym traci.
Przez pierwsze dwa rozdziały miałem obawy czy nie będzie to kolejna książka wojującego ateisty i krzykacza, ale na szczęście później ilość argumentów i ich jakość przeważyła nad krzykliwością tematu. Owszem, Dawkins stara się jak może aby to, co mówi o religii i Bogu było jak najbardziej szokujące czy wyzywające i obrazoburcze, ale nie robiło to na mnie żadnego większego wrażenia. Do mnie przemawiała jakość jego argumentacji. A ta była i jest całkiem mocna.

Komu nie polecam tej książki?

Wszystkim _zbawionym_, którzy są fanatykami i żadne argumenty, nigdy ich nie przekonają. Szkoda nerwów na taką lekturę ;-) Dawkins jest bezwzględny i brutalny – ma w tym swój cel i swoją rację. Zgadzam się z nim, że kwestii wiary nie powinno się traktować inaczej niż na przykład upodobań politycznych. Naprawdę ciężko się z tym nie zgodzić.
Dawkins w *”Bogu urojonym”* jasno podkreśla, że obala tutaj mit boga pochodzącego z jakiegokolwiek z wielkich pism świętych typu Koran, Talmud czy Biblia. Taki Bóg, jeśliby nawet istniał (ale to już moje własne spostrzeżenie), nie jest wart wiary.
Wszystkim tym, którzy Biblię traktują jak wyrocznię, odczytują ja alegorycznie tam gdzie *im* pasuje a dosłownie tam gdzie *im* wygodniej. Nie polecam lektury *”Boga urojonego”* tym osobom, które uznają, że o wierze nie można dyskutować i nie można zadawać pytania:

Dlaczego wierzysz w to a nie w coś innego?

Dla tych osób ta książka będzie nie do przełknięcia.

Komu polecam przeczytanie tej książki?

Wszystkim tym, którzy mają otwarte głowy i chcą popatrzeć na świat religii i wiary z innego punktu. Dawkins nie jest odkrywczy, bo i co tu można odkrywać? On stara się być sprawiedliwy, jeśli tak to można ująć. Nie chce traktować wiary delikatnie. I chwała mu za to.
Książkę tę mogę polecić wszystkim tym, którzy chcą się napawać „zwycięstwem” rozumu nad mitami czy wiarą w różnego rodzaju gusła.

Dawkins dał mi w *”Bogu urojonym”* sporo tematów do przemyśleń o czym zresztą nie omieszkałem na blogasku poinformować choćby tutaj i tutaj.
Dzięki lekturze tej książki poszerzyło mi się słownictwo i kilka klapek z oczu spadło :) Nie były to żadne wstrząsy intelektualne ale po przeczytaniu „Boga urojonego” czuję się psychcznie lepiej niż przed :D

On tutaj nie obalił teorii Boga w ogóle, on tylko obalił sens wiary w takiego osobowego Boga o jakim mówi większość religii monoteistycznych. Tak ja odebrałem tę książkę, ale nie widzę powodu, dla którego ktoś bardziej cięty na Boga niźli ja miałby stwierdzić, że Dawkins obala zasadność istnienia Boga w ogóle. Dla każdego coś miłego ;-)

***
Teraz określam się mianem *-deisty- panteisty z ateistycznymi konotacjami* ;-)

UPDATE:
Kilka ciekawych artykułów i wywiadów na temat tej książki i jej autora znalezionych w sieci:
Wirus wiary.
Riczard Dawkins, ateista cz. I
Riczard Dawkins, ateista cz. II

Moralność Biblii – z Dawkinsa #2

Powolutku zbliżam się do końca „Boga urojonego” Richarda Dawkinsa i znowu znalazło się coś do czego chciałbym się odnieść na blogasku.

Dawkins porusza dość ważną kwestię moralności. Wielu ludzi religijnych stwierdza, że bez religii, jej nakazów, zakazów i przykazań nie można być moralnym. To oczywiście absurd, jednak wiara potrafi nieźle zaślepić (czego przykładem mogą być ludzie piszący bloga „Zbawieni”). Nie można być moralnym bez Boga, który za dobre wynagradza a za złe karze. Jeżeli byłaby to prawda, i tylko ta Najwyższa Instancja w Niebie jest gwarantem naszej moralności, to w moim (i nie tylko chyba moim) odczuciu wszyscy bylibyśmy niemoralni. Skoro zachowujemy się przyzwoicie tylko ze strachu przed karą to gdzie ta moralność? Czy osoby, które mają dzieci, chciałyby, żeby dzieci zawsze postępowały zgodnie z ich życzeniem ze strachu przed pasem?

Dawkins dość ostro rozprawia się z tą tezą podając konkretne przykłady „moralnego” zachowania Boga z Biblii. Nie jest pod tym względem nowatorski. Wystarczy samemu przeczytać Biblię w sposób krytyczny i zastanowić się czy takie postępowanie, jakie jest w niej niejednokrotnie nagradzane, nagradzalibyśmy dzisiaj? W 99% przypadków odpowiedź brzmi: NIE.
Ciekaw jestem czy rodzice, którzy dają swoim pociechom ową książkę do czytania, wiedzą co w niej jest? Czy sami kiedykolwiek ją przeczytali? Chociaż raz. Sądzę, że w większości przypadków opierają się na autorytecie jaki wokół owej pozycji narósł przez lata.

Stwierdzenie, że chrześcijaństwo uczy dobra jest czymś tak popularnym, że w zasadzie dzisiaj nie podlega dyskusji. I tutaj Dawkins też nie jest odosobniony w stwierdzeniu, że takiej dyskusji jak najbardziej potrzebujemy. To całkiem oczywiste gdy się spojrzy obiektywnie i racjonalnie na to, co religie wyprawiają ze społecznościami. Czy ktoś kiedyś zabijał w imię niewiary w imię Ateizmu? Chyba historia nie odnotowała takich przypadków. Czy ktoś kiedyś zabił kogokolwiek z Bogiem na spienionych wściekłością ustach? Tak. Znajdziemy mnóstwo potwierdzających to faktów i dowodów, nie trzeba wcale sięgać daleko.

Można więc wyciągnąć uprawniony wniosek, że moralności nie czerpiemy z żadnej ze Świętych Ksiąg. Moralność tych książek jest bardzo wątpliwa.

Nie da się ukryć, że mało kto stosuje się do zasad zaczerpniętych wprost i bez zastanowienia z Biblii. Sami „zbawieni” przyznają, że korzystają z niej w sposób wybiórczy. To, co im pasuje uznali za Słowo Boże, a co jest dość trudne lub wręcz niemożliwe do realizacji za relikt przeszłości. Dziwi mnie ta podwójna moralność. Nie rozumiem jak można tak żyć w zgodzie z samym sobą. Według mnie jest to niemożliwe, ale jak pokazują nam fakty, dla niektórych nie stanowi to większego problemu.

Zgadzam się więc w 100% z Dawkinsem, że moralne postępowanie jakim się kierujemy w życiu nie wywodzi się z żadnej ze znanych nam religii. To religie sobie przywłaszczyły uniwersalne prawa moralne, którymi ludzie zwykli się kierować na przestrzeni wieków, dodały otoczkę boskości i kilka „Prawd Objawionych”, tworząc pseudo-moralność na potrzeby wojen, władzy i pieniędzy, hipokryzji, nacjonalizmu i zadufania w sobie.

Teraz już nie potrzebujemy tej pseudo-moralności. Kiedyś możliwe, że taka pseudo-maralność ułatwiała przetrwanie gatunku czy grupy społecznej, teraz jest zbędna i staje się cholernie niewygodnym a co gorsza – niebezpiecznym, balastem.
Każdy chce myśleć samodzielnie, no może przesadziłem…
Każdy powinien myśleć samodzielnie i powinno to być mu umożliwione już od najmłodszych lat. Społeczeństwo nie stoi w miejscu, ulega ciągłym przemianom. To, co było moralnie do przyjęcia 50 lat temu, teraz wzbudziłoby wiele niezrozumienia i niechęci.

Biblia – mimo wielokrotnych zmian, tłumaczeń i „poprawek” nie uległa gruntownej przebudowie. Nie może. Jest skostniała i każda zmiana wywoła efekt spaghetti. Jeśli coś ulegnie zmianie w jednym miejscu, okaże się, że w innym przestanie działać coś innego… Tragedia dla religii.

***
Jeszcze ateistą nie jestem. Podoba mi się jednak ten sposób myślenia. Lubię łamanie zaśniedziałych konwenansów i przyzwyczajeń. Zmiany dobre jeżeli poszerzają nasza wiedzę i dają nowe pozytywne odczucia a przy tym nikt nie cierpi. Religia tłamsi umysły ateizm je wyzwala. Z dwojga złego wybieram ateizm :) Dlaczego z dwojga złego? Bo ateizm mnie nie przekonał do siebie w 100%. Z tego też powodu najprawdopodobniej zainteresuje się chińskimi i indyjskimi doktrynami filozoficzno-religijnymi ;-)

Wszechświat nie znosi próżni.

Religia jako skutek uboczny – z Dawkinsa #1

Ano tak, cały czas czytam Dawkinsa :) Jako, że czasu ciągle mało, musze go dzielić między Gabę, pracę i naukę (dla tej ostatniej już nic nie starcza :( ), więc na czytanie wyrywam kawałki czasu w wannie czy podróży. (Jak pewnie zauważyliście dla przyjaciół i spotkania też za wiele go nie znajduję).

Dawkinsa książka „Bóg urojony” z każdą kartką staje się coraz bardziej merytoryczna i przestaję ją odbierać jako czcze gardłowanie. To bardzo dobrze :) Nie będę teraz jednak pisał recenzji, chcę tylko napisać o jednym bardzo ciekawym pomyśle jaki w niej wczoraj znalazłem.
Otóż Dawkins przychyla się do tezy postawionej przez innych naukowców, jakoby religia była „produktem ubocznym doboru naturalnego”. O co dokładnie chodzi? Bo brzmi to tak, że jak ktoś nie lizną choćby tematu to nie idzie zgadnąć.

Otóż Dawkins i inni stawiają tezę, że wierzenia religijne powstały dlatego, że pewne zachowania (słuchanie się rodziców i starszyzny plemiennej) były przydatne do przeżycia. Należy słuchać mamy i taty kiedy mówią, żeby nie przechodzić przez ulicę, ale w pewnym momencie takie posłuszeństwo może doprowadzić do tego, że nigdy przez tę ulicę nie przejdziemy. Z tego całego „pomysłu” wynika, że wierzenia religijne przeplatały się z różnego rodzaju radami i wskazówkami dotyczącymi tego, jak przeżyć we wrogim człowiekowi środowisku. Obok rad takich jak: „Nie jedz tych kolorowych grzybów, bo umrzesz.” pojawiły się stwierdzenia: „W porze suszy należy zebrać wszystkich wojowników wokół ogniska i odtańczyć odpowiedni taniec, a na koniec poświęcić bogu dziewicę.” Oczywiście ciężko rozpoznać, która z tych rad jest w 100% skuteczna, a która jest totalnym bzdetem.

Jakie jeszcze są korzyści płynące z przynależności do jakiejś religii? Często ludzie wierzący w to samo związani są ze sobą silnymi pozytywnymi emocjami. Prowadzi to do tego, że szybciej i łatwiej chcą sobie pomagać wzajemnie. Wspólnie walczyć i polegać na sobie. To bardzo ułatwiało przetrwanie.

W książce Dawkinsa takich przykładów znajdziecie znacznie więcej. Podoba mi się sposób w jaki próbuje on wyjaśnić swoje podejście do świata. Przekonuje mnie to.

Parafrazując Michała, który tu jakiś czas temu dyskutował ze mną o religii i bogu:

Świat jest taki jaki jest i nasze pobożne życzenia tego nie zmienią. Możemy sobie wierzyć w latające czajniczki, ale przez to, że w to wierzymy nic się nie zmieniło.

I właśnie to uświadamia nam Dawkins w „Bogu urojonym”, do której to książki na pewno jeszcze na tym blogasku powrócę nie raz w różnych wpisach.

Warto myśleć i krytycznie podchodzić do wszystkiego, także do tego o czym właśnie napisałem :)