Dzisiaj już się nie robi takich zapałek…
Ja rozumiem, dzisiaj kupuje się kuchenki, które same rozpalają ogień pod wybranym palnikiem. Kupuje się kuchenki elektryczne, które ognia w ogóle nie używają do gotowania nam strawy. Kupuje się wreszcie różnego rodzaju zażigałki, którymi podpala się palniki w tych starszych modelach kuchenek. I powiadam Wam, biada temu, kto próbuje jeszcze zagotować sobie wodę w czajniku, odpalając ogień w palniku za pomocą starożytnego wynalazku zapałki! Strzeżcie się zapałek z wielbłądem i piramidą na opakowaniu!
Nie rozumiem sensu marnowania materiałów na tak chujowy produkt jak te właśnie zapałki. Na tych patyczkach nie ma prawie wcale siarki. A ta ilość która jest w zupełności nie starcza na podpalenie samego patyczka. Ba! Te patyczki są czymś nasączone, co utrudnia podpalenie tej zapałki nawet od palącego się już palnika. Zupełna paranoja!
No i jest jeszcze draska! Cholera jednak zupełnie w żaden sposób nie chce wytworzyć odpowiedniego tarcia. Chociaż swoją drogą, może to wcale nie jej wina, tylko braku tej siarki na końcu patyczka?…
I tak oto proste zrobienie obiadu urosło do rangi nie byle jakiego zadania…
Powiadam Wam, strzeżcie się zapałek z wielbłądem i piramidką…


