Z życia wzięte
Dawno coś nie pisałem tutaj nic o tym, co tam w naszym życiu się dzieje. Coby więc zadość stało się blogaskowi postanowiłem w słowach kilku streścić tym, których to cokolwiek interesuje (głównie rodzinka), co tam w naszym zaciszu domowym się ostatnio podziało.
Nie będzie chronologicznie bo mi się nie chce :)
Zacznę więc od rzeczy dla mnie najważniejszej. 1 kwietnia sprawiłem sobie w końcu wymarzony od lat aparat. No dobra, nie do końca akurat ten był wymarzony od lat, ale generalnie jakość taka właśnie była przedmiotem moich westchnień i snów. Od lat.
Cudownie jest móc znowu pstrykać foty lustrzanką. Już zapomniałem jakie to odświeżające doświadczenie jest. Na razie mam zalew zdjęć kiczowatych i raczej takich niezbyt interesujących. Wypstrykuję się powoli i z każdą kolejną sesją dostrzegam niejaką poprawę w produkowaniu kolejnych kolorowych obrazków. Tak więc niedługo powinienem znaleźć kilka fotek wartych publicznego ukazania na blogu.
Dodatkowo kilka dni temu zakupiłem stałkę 50mm/1.8 i jestem w niebo wzięty tym, jaki ten obiektyw generuje bokeh. No i to zumowanie nogami :D Ciekawe kiedy mi się odechce ;-)
Przez ten szmat czasu od kiedy pojawił się na blogasku jakiś bardziej osobisty wpis zdarzyły się też w naszym pięknym kraju wybory na prezydenta. Cóż… w pierwszej turze było jeszcze na kogo zagłosować, niestety w drugiej to już porażka. Brak poważnych kandydatów zmusił mnie do olania tego tematu, a fakt, że w tym czasie byliśmy jeszcze nad morzem sprawił, że nic, ale to nic nie ciągnęło mnie do lokalu wyborczego. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że dość mam wybierania między mniejszym a większym złem. W ogóle coraz mniej mi się podoba, że całe to przedwyborcze gadanie nijak się ma do powyborczych działań i społeczeństwo w żaden sposób nie może rozliczyć kandydata z tej kiełbasy.
Zdarzyło nam się także, oprócz weekendowego wyjazdu nad morze, wybrać się na Bitwę pod Grunwaldem (zdjęcia wkrótce). Pojechaliśmy na dwa samochody w 7 osób. Było to przeżycie interesujące z wielu powodów. Na pewno czytaliście mnóstwo złych recenzji tego wydarzenia, czy słyszeliście jeszcze więcej opisów od znajomych itd. Nie będę się więc tutaj rozpisywał, powiem jedynie, że my na szczęście nie możemy potwierdzić tych okropnych rzeczy jakie pod Grunwaldem się działy. Owszem, tłumy były nieziemskie. Korek też sięgał nieba, tylko co z tego? Jeśli ktoś się spodziewał, że mu autostradę wybudują na ten jeden dzień, zawiódł się srogo. Chamstwo też się zdarzało, jednak nam się udało oglądać całe to wydarzenie bez większych ekscesów i nieprzyjemności. Niestety zajęliśmy dość odległe miejsce stąd też i zdjęcia raczej kiepskawe będą. Za rok znowu planujemy pojechać, wiemy już jakie błędy w tym roku popełniliśmy i jak należałoby je naprawić. Gdyby kogoś to interesowało to:
- Woda, dużo wody.
- Jeszcze raz woda.
- Jakieś isostary czy powerade też nie będzie od rzeczy (w celu uzupełnienia tych wszystkich mikro i makro elementów wypłukanych przez wodę). Serio. No, chyba że upały, takie jak w tym roku już się nie powtórzą.
- Parasolki jakieś jasne.
- Jasne ubrania, których nie będzie nam szkoda jak się pobrudzą czy zniszczą w jakikolwiek sposób, czapki i okulary przeciwsłoneczne.
- Krem z dużym UV.
- Obiektyw z lepszym tele (najlepiej bez funkcji zoom coby tego kurzu nie zasysać do środka) i statyw.
- Jakiś koc.
Po przyjeździe, jeśli przyjedziecie w dzień inscenizacji bitwy a nie wcześniej, nie łazić po straganach, tylko zająć dogodne miejsce przed samym polem bitwy. Inaczej nic ciekawego nie zobaczycie. Owszem, trzeba będzie tam siedzieć przez kilka godzin, ale cóż…
No i nie spodziewajcie się, że dojedziecie tam bez problemu, tak samo jak że wyjedziecie od razu po bitwie. Naprawdę nie rozumiem ludzi, którzy narzekają na ten aspekt takiego wydarzenia. Kto się spodziewał luzów na drodze i nie przewidział tych tłumów oraz problemów z napojami, ten się bardzo często musi w życiu dziwić różnym rzeczom ;-)
W międzyczasie przeczytałem też kilka ciekawych książek.
Dla zainteresowanych II wojną światową polecam „Snajper na froncie wschodnim” Albrecht Wacker. Książka opisuje jak wyglądała wojna poziomu niemieckiego żołnierza, którego los i dowództwo rzuciło na front rosyjski, gdzie przyszło mu walczyć z nienawidzonym wrogiem. Ostrzegam, książka w sposób bardzo dokładny opisuje życie żołnierza podczas II wojny światowej. Wstrząsająca, jednak chyba każdy powinien z raz przeczytać taką pozycję i zobaczyć ile bohaterstwa jest w wojnie.
Kolejną książką, którą mogę śmiało polecić jest powieść „Metro 2033″ Dmitry’ego Glukhovsky’ego (nie wiem czy dobrze odmieniam). Na jej podstawie powstała gra komputerowa o tym samym tytule. Książka, po którą warto sięgnąć. Trzyma w napięciu do samego końca i naprawdę nawet nie wiem kiedy ją przeczytałem.
Wpis trochę chaotyczny, za co przepraszam, ale naprawdę sporo tego by się znalazło jeszcze a już i tak przekroczyłem prawie dwukrotnie magiczną granicę 500 słów, więc czas kończyć.
-
http://marcinwolski.tk Marcin W
-
http://kasiak.jogger.pl Kasia


