Kaczka dziennikarska – czyli o mediach we współczesnej Polsce
Po tych wszystkich tragediach jakie w ciągu ostatnich kilku miesięcy spadły na nasz kraj, trudno przejść obojętnie wobec roli mediów w naszym codziennym postrzeganiu świata. Zawsze uważałem, że dziennikarz powinien być jak najbardziej bezstronny a już na pewno bezpartyjny. Przede wszystkim powinien przekazywać informacje o wydarzeniu, nie komentować go i nie analizować, żeby nie zaśmiecić odbioru takiego wydarzenia swoimi opiniami. To bardzo trudne i wydaje mi się, że dzisiaj niepopularne. Każdy chce mieć prawo do własnego osądu i wygłaszania go publicznie. I każdy takie prawo ma. Jednak praca dziennikarza postrzegana jest w zupełnie inny sposób i wymusza na nim pewne konkretne zachowania, których „normalny”, szary obywatel, nie musi przestrzegać. Dziennikarz powinien przede wszystkim przekazać informacje, nie musi ich „tłumaczyć” tępemu odbiorcy, bo ten powinien móc sam sobie to wytłumaczyć. Niestety w naszym pięknym kraju już od jakiegoś czasu etos pracy dziennikarskiej uległ pewnemu rozdrobnieniu i w zasadzie zanika. Dzisiaj dziennikarz nie musi już posiadać dobrego wykształcenia humanistycznego. Niestety to słychać coraz częściej w dziennikarskich wypowiedziach, które brzmią jak wypowiedzi zwykłych ludzi zebranych z ulicy. Nie wyróżniają się niczym szczególnym, ani formą, ani treścią, jedynie może swoistą intonacją, która na stałe widzę zagościła w sposobie mówienia naszych rodzimych dziennikarzy.
Z podobnymi problemami borykają się także dziennikarze prasowi. „Zaśpiewu” może i nie mają, jednak często ich grafomańska maniera tak bardzo przebija się z tekstów, które publikują, że żałość ściska i człowiek się zastanawia czy przypadkiem nie trafił na prywatnego blogaska.
Przykładem zagubienia się dziennikarzy jest to, co się dzieje obecnie. Pojęcia oni nie mają jak z festiwalu miłości i wsparcia dla Jarka i innych ofiar katastrofy pod Smoleńskiem, przejść do kampanii wyborczej, w której przecież trzeba umieć nie tylko głaskać po główce, ale czasami przyłożyć. A politycy to doskonale wykorzystują i zmuszają redaktorów do fałszywego taktu, gdyż przecież Jarek przeżywa osobistą tragedię i nie można go krytykować. Mało kto zadaje sobie pytanie, czy człowiek, który zasłania się osobistą tragedią nadaje się na prezydenta kraju? Czy powinien w ogóle brać udział w kampanii prezydenckiej? I tutaj rola mediów powinna być oczywista, nie ma taryfy ulgowej, bo to zbyt ważne, żeby prywatne sprawy jednego z kandydatów miały dawać mu większe szanse niż innym. Niestety z powodu upolitycznienia w zasadzie wszystkich mediów, dziennikarze nie potrafią sami zadbać o własny dziennikarski honor. Podzielone środowisko nie umie się zjednoczyć i wymusić pewien poziom, bo przecież każdy z dziennikarzy jest przedłużeniem jakiejś opcji politycznej i nie będzie warczał na rękę, która go karmi. Chociażby była to jedynie karma ideologiczna.
Moim skromnym zdaniem kultura i etos pracy dziennikarskiej z roku na rok coraz bardziej schodzi na psy. TV, radio i prasa biorą się za przedstawianie faktów już odpowiednio „wytłumaczonych”, tak, żeby odbiorca nie musiał sobie głowy zawracać zastanawianiem się, co te wydarzenia tak naprawdę znaczą dla niego czy kraju. Media publiczne za nic sobie mają ustawy, które jasno mówią, iż stacje i prasa publiczna nie może być tubą jednej partii czy opcji politycznej. Nie może wywyższać jednego polityka czy partii albo jednej konkretnej wersji wydarzeń nad inne. Powinny rzetelnie przestawiać wszystkie fakty, nie skupiać się tylko na jedynej słusznej interpretacji…
Taaaa, wiem, to wszystko teoria, a praktyka sobie swoją drogą idzie. A szkoda, bo czwarta władza, która miała za zadanie pilnowanie trzech innych, sama niedługo będzie wymagała stróża. A będzie to trudne. Bo w zasadzie poza innymi mediami – nie publicznymi – kontrolować się tego nie da. A przecież wiadomo jak jest. Ludzie łatwo dają się nabrać, że służą dobrej sprawie, bo przecież w TV o tym mówią a TV jest niezależna i mówi tylko prawdę oraz nic nie interpretuje…


