Skip to content

Archive for Sierpień 2009

19
sie

Sodomia iGomoria Panie ten Internet. Co dalej?

We wcześniejszym wpisie Sodomia iGomoria Panie ten Internet. Diagnoza. poruszyłem temat eCh@mstwa oraz zagrożenia jakim się stał Internet dla starych mediów. W dzisiejszym wpisie chciałbym dalej jeszcze zabrnąć w ten temat oraz przyjżeć się możliwościom jakie mamy do wykorzystania w celu poprawienia jakości korzystania z tego nowego medium.

W artykułach oraz wpisach, do których linkowałem w uprzednio, każdy proponował jakieś rozwiązanie tego problemu. Wiele zażartych dyskusji i wiele ciekawych wniosków, dlatego wszystkich tych, którzy tematu nie znają zachęcam do przeczytania tamtych wpisów. Sam przejdę już do dalszej części moich dywagacji.

Metody leczenia Internetu
Skoro wiemy, że choroba faktycznie toczy organizm, można pokusić się o znalezienie na nią lekarstwa.
Propozycji jest kilka.

Cenzura – pomysł, o który chyba wszyscy oskarżają Żakowskiego, wydaje się być raczej kiepski i w ocenie większości nie przyniesie zamierzonych skutków. Gdybyśmy wprowadzili w Polsce jakąś formę ustroju totalitarnego, można by się pokusić o budowę takiej Paradyzji jaką mają w Chinach. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Owszem, cząstkowo, na portalach dużych koncernów medialnych, można cenzurę wprowadzać, nawet uważam, że należałoby to zrobić. Taką cenzurę może też każdy z nas wprowadzić na własnym blogu czy forum, jednak całego Internetu ocenzurować nie sposób. Nawet Wielki Chiński Firewall miewa luki. Oczywiście absolutnie jestem przeciwnikiem takiego totalitarnego rozwiązania. Wolność słowa to nie tylko możliwość gadania wszystkiego co nam ślina na język przyniesie. To także wolność wyboru niesłuchania wszystkiego o czym ludzie gadają czy piszą.

Likwidacja pozornej anonimowości – łatwo bić pianę, pisać idiotyzmy, atakować personalnie swojego adwersarza jeśli ma się złudną wiarę, że i tak z imienia i nazwiska nas do odpowiedzialności nikt nie pociągnie. Dlatego właśnie wprowadzenie przymusowego podawania danych osobowych i ich weryfikacja na największych portalach rozwiązałaby problem takich wulgarnych i po prostu głupich czy obraźliwych komentarzy. Kto nie chce danych ujawniać nie będzie komentował. Proste.
Oczywiście wcale takie proste to nie jest. Pojawi się problem z przechowywaniem danych osobowych i inne takie, jednak portale sponsorowane przez duże koncerny medialne nie powinny mieć z tym większego problemu. Mniejszym graczom nadal zostanie cenzura i inne metody walki z grubiaństwem i prostactwem. Pojawi się jeszcze jeden problem z tym związany. Weryfikacja takich danych. To musi chwilę potrwać, natomiast osoba, która zechce się zarejestrować, bo chce skomentować jakiś jeden news będzie musiała czekać ze dwa dni zanim jej konto przejdzie pełną autoryzację. Co za tym idzie news i dyskusja pod nim będą już stare i nieaktualne. Tak więc ta metoda, mimo, że wyglądająca dość dobrze, szczególnie z punktu widzenia dużych firm medialnych prowadzących własne portale informacyjne, ma jeden wielki minus. Spadek temperatury w komentarzach pod newsami a co za tym idzie spadek ilości kliknięć, więc i spadek przychodów z reklam.
Można więc śmiało stwierdzić, że kolejne lekarstwo zbyt gorzkie do przełknięcia dla tych, na których portalach największe eCh@mstwo gości.

Moderacja wpisów i komentarzy – chyba najstarszy sposób poprawiania jakości treści publikowanych w Sieci. Sprawdza się dobrze na małych i średnich portalach, jednak podatny jest na manipulacje i łatwo przekracza granice dzielące go z cenzurą. Jest też dość kosztowny jeśli potrzebujemy zatrudnić kilkuset moderatorów, którzy będą pracować 8h dziennie. Moderacja, ponieważ przeprowadzana przez człowieka o określonych poglądach na dany temat, łatwo może stać się cenzurą, która nie dba o to, aby przestrzegane było prawo, tylko polityczna poprawność. Automatyzacja moderacji też nie jest rozwiązaniem wszelkich problemów. O ile można pokusić się o automatyczne wycinanie "brzydkich" słów, o tyle nic nie poradzimy na bardziej abstrakcyjne treści, które każdy może zbudować w zdania.

Nie robić nic odgórnie. Wszystko pozostawić tak jak jest – licząc na to, że Internet jest samoregulującym się środowiskiem, które będąc młode musi się "wypryszczyć", po to aby w wieku dojrzałym pokazać się jako zrównoważony organizm zdatny do współpracy na wielu poziomach.
No cóż, ta propozycja wydaje mi się najmniej właściwa. Internet nie jest ciągłością. Składa się z wielu oddzielnych "obrazów", które w różny sposób, mniej lub bardziej oddziałują na siebie. Jedne jego fragmenty są ostoją chamstwa i idiotycznych komentarzy (patrz komentarze na onecie czy pudelku) inne znowuż pokazują klasę jakiej nie znajdziecie w papierowych gazetach czy kolorowych magazynach. Oczywiście pomiędzy tymi skrajnościami jest całe spektrum różnorodności i bogactwa, co stanowi o sile Internetu.
Nic-Nie-Robienie nie przyniesie żadnego efektu. W Sieci zawsze znajdą się osoby, dla których sukces innych jest powodem do złośliwych uwag, a czyjaś pomyłka zachęca do kopania leżącego. Tego nie zmieni ani cenzura, ani likwidacja anonimowości.

Edukacja społeczeństwa – o ile trzy pierwsze rozwiązania mogą zadziałać, ale tylko w kilku dość drobnych obszarach Internetu (no, chyba że ulegnie zmianie ustrój tego kraju), o tyle edukacja społeczeństwa powinna się sprawdzić na dłuższą metę w całej internetowej rozciągłości.
Nie chodzi mi tu o kształcenie przyszłych "informatyków" czy geeków komputerowych. Należy raczej nasycić przestrzeń społeczną informacją, że Internet nie jest śmietnikiem i tak jak wstyd jest pisać na murach wulgarnych czy idiotycznych napisów, tak wstydem jest pokazywać swoją degradację intelektualną w Sieci. Skoro jadąc autobusem nie plujesz na ludzi i nie wyzywasz nikogo, to dlaczego masz to robić w przestrzeni wirtualnej?
To rozwiązanie, którego wdrożenie zajmie najwięcej czasu, ale chyba najlepiej poradzi sobie ze zmniejszeniem ilości negatywnych i nagannych zachowań w świecie online, który codziennie budujemy. To lekarstwo w połączeniu z ograniczoną cenzurą, likwidacją anonimowości i ostrożną moderacją na niektórych serwisach powinno dać dobre rezultaty. Ta edukacja to oczywiście nie tylko szkoła, ale dom, społeczności w jakiś się obracamy i co najważniejsze media wszelakiego rodzaju. Przecież chamstwa nie uczymy się tylko z internetowych for dyskusyjnych. Powiem więcej, na te fora trafiamy już z wyrobionym przez życie językiem i zasobem słów oraz pewną wrażliwością lub jej brakiem. To media codzienne, które nas atakują chamskimi politykami dyskutującymi ze sobą w sposób, jaki możemy usłyszeć na Dworcu Centralnym między policjantami a pijanymi bezdomnymi. To prostackie reklamy, które dostosowują swój target do najprostszych podniebień, sprowadzają wszystkich odbiorców do wspólnego, najniższego mianownika. Tak więc "edukacja" o jakiej mówię, jest czymś poważniejszym niźli tylko odrobieniem lekcji, czy przeczytaniem zadanej lektury. Dzisiaj społeczeństwo nie chce już wychowywać ani nauczać, bo przecież wszystkie wartości są równe i wszelkie prawdy tak samo silne, skoro nie można nikomu powiedzieć, że się myli bo nie ma dowodów na poparcie swoich tez. Każdy zwala obowiązek edukowania na innych, na państwo, kościół, nauczycieli. Zapominamy jednak, że świat się zmienia i "tradycyjne" metody przestają spełniać swoje funkcje.

Podsumowując
Życie online dopada każdego i jest bardzo proste, w związku z czym ułatwia aktywne w nim uczestniczenie. Skoro "każdy może", musimy się liczyć z tym, że eCh@mstwo zagościło na onlinowych murach na zawsze. Bezsprzecznym plusem przemawiającym na korzyść Sieci jest to, że każdy może do woli wybierać, z którego muru będzie czytał. W życiu offline nie jest aż tak łatwo ominąć niechciane treści.
Oczywiście cała dywagacja o "złym Internecie" ma swoje korzenie w przemianach jakie ten Internet wywołuje. Niszczy on stary, dobry porządek, co nie podoba się tym, którzy z tego porządku czerpią profity. Powoli zmienia się sposób przekazywania informacji do społeczeństwa. Nadawanie informacji w jedną stronę, bez czekania na odzew to przeżytek, który odchodzi do lamusa. Dla tych, którzy do tej pory dzielili ludzi na nadających (czyli siebie) i odbiorców (czyli całą resztę), jest sporą trudnością zmiana tego modelu. Stąd chęć oczernienia i zdyskredytowania nowego medium, które z miesiąca na miesiąc coraz mocniej zagraża zastanym prawom i porządkom. Dyskusja wchodzi na inne poziomy, obce dziennikarzom zaznajomionym jedynie z tradycyjnym sposobem prowadzenia kontrolowanego wywiadu czy drukowaniem listów od czytelników. Nic dziwnego, że nawet ludzie, którzy nie są zawodowo związani z "tradycyjnymi mediami" rzucają się w takich dyskusjach na "zły i grzeszny Internet", dostrzegając w nim niezrozumiałą i bezrozumną bestię, która uderzając na oślep, bez żadnej kontroli niszczy to, co było budowane przez całe ich życie. I tutaj właśnie powinna częściowo pomóc edukacja. Pokazanie, że to wcale nie jest taka bezrozumna i na oślep bijąca bestia, że da się z nią współżyć i korzystać z jej siły i temperamentu. Że zwyczajnie da się ją poskromić a nawet polubić.

Obserwując walkę mediów tradycyjnych z nową przestrzenią medialną jaką jest Internet nasunął mi się jeszcze jeden drobny, i lekko złośliwy wniosek:

Chodzi o to, że jak klnie czy obraża jakiś redaktor z TV czy radio to ok, bo jemu można bo ma cięty język i lubi ostrą dyskusję. Natomiast jak obraża czy klnie jakiś internauta to już źle. Wtedy to jest chamstwo i drobnomieszczaństwo.

Kilka kolejnych linków poruszających podobne tematy do poczytania:
Gazety i magazyny umierają stojąc.
Cały naród walczy z chamstwem.
Stuknij się w WEB 2.0
Wielki Internetowy Przekręt.

Strona próbująca walczyć z eCh@mstwem:
Internet Bez Chamstwa

Posted via email from W poszukiwaniu prostoty… We wcześniejszym wpisie Sodomia iGomoria Panie ten Internet. Diagnoza. poruszyłem temat eCh@mstwa oraz zagrożenia jakim się stał Internet dla starych mediów. W dzisiejszym wpisie chciałbym dalej jeszcze zabrnąć w ten temat oraz przyjżeć się możliwościom jakie mamy do wykorzystania w c …

stat4u