Zwolniłem się – ostatnio
Nie, nie z pracy się zwolniłem. Życie zwolniłem, siebie zwolniłem i dobrze mi z tym. Olewam wszelkie twittery, RSSy, maile, gadu-gadu, jabbery czy co tam jeszcze umysły ludzkie wymyśliły. Nie chodzi o to, że całkowicie zaprzestałem czytanie i pisanie maili czy przeglądanie RSS. Po prostu odrzuciłem od siebie ten wewnętrzny imperatyw, że muszę wyczytać wszystko z czytnika, że muszę odhaczyć każdego maila, że muszę codziennie włączyć twitterowego wkurwiacza :D
Jestem jak ta kaczucha na zdjęciu obok :) Środek sporego miasta, tłumy ludzi, jakieś gołębie i wrony wszędzie, a ona sobie przycupnęła przy fontannie i jest jej dobrze. Patrzy na wszystko z innej perspektywy, trochę niedostępnej dla wszystkich dookoła.
Czas zacząć powoli to swoje życie porządkować. Nie ma gdzie się spieszyć, bo przed ostatecznym i tak nie zwieję, a pośpiech sprawi jedynie tyle, że niewiele z tego życia zobaczę. Kolejnym minusem życia w szybkim tempie jest niemożność skoncentrowania się na rzeczach odleglejszych a jakże ważnych. To jest tak jak w pociągu, że wystarczy spojrzeć na linię horyzontu a wszystko spowalnia. Rzeczywistość jednak przygniata do ziemi i nie pozwala na spojrzenie dalej niźli koniec torowego nasypu, po którym zasuwa nasze ekspresowe życie. Tak sobie myślę, że czas powyciągać te małe kamyczki z dzbana, który dostałem na samym początku, i zacząć go wypełniać większymi kamieniami, które same w sobie mają już jakieś znaczenie dla świata. Jak zwykle wniosek jest jeden – starzeję się. Zmienia mnie się optyka. Tyle razy już tu o tym pisałem, że zaczynam się powtarzać.
Jeszcze 3 miesiące temu nie przypuszczałbym, że można tak podejść do tego całego wirtualnego zagmatwania. Wydawałoby mi się, że już tak głęboko w to wrosłem, iż bez tych wszystkich wzmacniaczy samooceny nie dam rady funkcjonować. W pewnym jednak momencie mechanizm się zrestartował i podczas bootowania systemu usługa odpowiedzialna za to uczucie nie wystartowała prawidłowo. Nie ma co się oszukiwać, że to jest stan, który będzie trwał sam z siebie. Trzeba nad tym pracować. Wiecie co? To jest właśnie w tym wszystkim najlepsze! Znowu zaczęło mi się chcieć! Dobrze jest spojrzeć w siebie i zastanowić się nad tym, jak to tam wszystko funkcjonuje i jak sprawić, żeby funkcjonowało lepiej. A najfajniej jest, ZACZĄĆ DZIAŁAĆ! Efektów jeszcze jakiś strasznych nie ma, ale satysfakcja już JEST! No i to poczucie, że kieruję swoje myśli i działania we właściwą stronę, też jest dużo warte.
No dobra, nie będę tutaj się przechwalał ani zapeszał, bo na razie to tylko początek, ale chciałem się tym z Wami podzielić i może przeczytać Wasze opinie czy spostrzeżenia na ten temat, jeśli zechcecie się ze mną nimi podzielić. Chciałem też po prostu zmierzyć się z tym uczuciem i spróbować ubrać je w słowa, tak dla samego siebie.
Podsumowując. Spowolnienie nie oznacza stagnacji, a zmniejszenie ilości rzeczy, które mnie absorbują nie oznacza odcięcia się od świata. Wygląda na to, że w ten sposób można tylko zyskać.
Popularity: 3% [?]

