maj 6 2009

A jednak nie błękitna…

Marcin Radczuk

Wczoraj po przyjściu do pracy taki oto mail mnie zastał w pracowej skrzynce roboczej:

Sprawa bardzo pilna, blisko naszej firmy, pomóżcie:

http://blip.wikidot.com/blipkrewawa

– Marcin Jagodziński http://marcin.jagodzinski.waw.pl/

Wraz z wieloma innymi ludźmi oczywiście pomogłem i pojechałem krwi trochę oddać.

Jak się okazało akcja zakończyła się pełnym sukcesem! :)

Oto kolejny mail, tym razem z dnia dzisiejszego:

Witam,

dostałem takie info:

“Kochani,

Nie wiem jak wam dziękować za wasza pomoc. Dziękuję w imieniu Ani i
Michała i ich dzieci, Pawelka, Julki i nowonarodzonej Alicji. Dziękuję
wszystkim którzy dali krew i tym którzy przekazywali ten apel o pomoc
dalej. Wszyscy możecie być z siebie bardzo dumni po pomogliście
dzisiaj ocalić ludzkie życie.

Alicja urodziła się we wtorek po południu, ważąc 4180g i mierząc 53cm
przez cesarskie ciecie. Mama i córka czują się już dobrze. Ania cały
czas przyjmuje preparat z płytek krwi, która oddaliście.

W sumie zgłosiło się bardzo dużo osób, sami nie wiemy ile, dlatego
bardzo was proszę o przekazanie zaświadczeń do osób od których się
dowiedzieliście lub o przyniesienie ich do Salad Story na ul. Kruczej
41/43 (ew. przeslanie do mnie skanow jak niektórzy to już ucznili).
Chce je wszystkie przekazać oprawione Ani na pamiątkę również dla jej
córki, żeby wierzyła w ludzką pomoc i dobroć.

Całuje,

Jagna”

Dla mnie BOMBA!
Zaświadczenia cholercia nie wziąłem, nawet nie wiedziałem, że takie coś dają. Trudno. Przyjemnie jest się dowiedzieć, że pomogliśmy.

Popularity: 19% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

statystyka