„Wyrocznia Księżyca” – Frédéric Lenoir
Książka, która obudziła romantyczną część mojej osobowości, oraz dawno uśpionego filozofa-idealistę. To o niej wspomniałem we wpisie pt.: Dlaczego uważam chrześcijaństwo i islam za negatywne wyznania. Czytając tę powieść, na początku nie mogłem przebrnąć przez mnóstwo miłosnych uniesień głównego bohatera. Tak, zdecydowanie części „miłosne” były pisane bardziej z myślą o czytelniczkach niż o czytelnikach. Ja ledwo to mogłem zdzierżyć a Gabcia w tych momentach pewnie się rozpływała z zachwytu :D Na szczęście w miarę rozkręcania się fabuły, cała ta „miłosna” otoczka rozmywa się znacząco i możemy się zacząć delektować przygodami, jakie na swojej drodze spotyka młody Giovanni Tratore. A jak na prostego chłopa ze wsi, żyjącego w owych ciężkich i burzliwych czasach, spotkał tych przygód więcej niż nie jeden książę. I to nie były byle jakie przygody…
Co mnie najbardziej w tej książce poruszyło, to całkiem duża ilość filozoficznych rozważań nad światem i człowiekiem, jakie autor przemyca. Nie ma owijania w bawełnę i dawania do zrozumienia – jest kawa na ławę. Zmusza do myślenia i rewidowania swoich poglądów na różne sprawy. To bardzo odżywcze i odświeżające przeżycie. Zaskoczyło mnie, że tak odważnie pisze o filozofii, religiach i nauce. Poddaje pod wątpliwość zastane „prawdy” tak wiary jak i rozumu. Czyta się to naprawdę dobrze. Kilka razy miałem duży problem z odłożeniem powieści do plecaka, kiedy to musiałem już wysiąść z tramwaju. Takie zachowanie nie jest u mnie częstym.
„Wyrocznia Księżyca” – jest powieścią historyczną z mnóstwem fikcyjnych wydarzeń, na których to Autor osnuł całą kanwę fabuły. Wiem, że to fikcja, ale mimo wszystko nie pomniejszyło to znaczenia „odkryć” jakie poczyniłem w sobie oraz świecie pod wpływem lektury. Moim zdaniem jest to książka pozytywna, próbująca znaleźć złoty środek między wszelkimi wyznaniami i systemami filozoficznymi. Obnaża słabości każdego z nich, pokazując że wszystkim tym kierują ułomni ludzie, a Bóg (jeśli istnieje) i tak zrobi jak zechce. Łatwo pomylić świętość z głupotą a mądrość ze ślepą wiarą i tradycjonalizmem.
Przy okazji zmusza czytelnika do rewizji swojego na świat spojrzenia. Oczywiście ludzie, którzy nie chcą przyjąć możliwości iż się mylą w swoim świata osądzie, raczej nic z tej lektury nie wyniosą. Fabuła jest ciekawa i zmieszanie jej z tymi filozoficzno-religijnymi rozważaniami nie psuje wcale (według mnie przynajmniej), przyjemności z lektury, a wręcz podwaja tę przyjemność.
Ta książka mną wstrząsnęła wewnętrznie, ale tak po cichu, niezauważalnie. Coś się odmieniło we mnie pod jej wpływem a nie jest to żadna „Diuna” czy „Ludzie jak bogowie”. Nie wiem jak zdefiniować tę zmianę, jednak jest ona niezaprzeczalna i wiążę ją z wpływem tej książki właśnie. Plusem dodatkowym jest to, że nie nastąpiła jakaś wielka odmiana w moim sposobie patrzenia na świat. Raczej przyrównać to można do założenia okularów – widzę więcej. Ale tu też nie chodzi o to, że to ta książka odsłoniła mi te wszystkie „prawdy”. Nie, ona coś we mnie delikatnie pchnęła i przestawiła na właściwe miejsce. Zobaczymy na jak długo…
Smakuje nieźle…
-
http://marcinwolski.za.pl Marcin W
-
http://born66.net krzychu
-
http://born66.net krzychu
-
http://born66.net krzychu


