Cholercia, starzeję się coraz bardziej. Korci mnie zakup kompa ze stajni Apple i tak jakoś ostatnio coraz częściej zaczynam przeglądać co to ten Apfel ma do zaoferowania. Wiele razy pisałem tutaj jak to bardzo i nigdy za sprzęt tej marki przepłacać nie będę, a tu proszę co się dzieje… JA się zastanawiam nad zakupem takiegoż laptopa. Coś mnie zaczęło ciągnąć ku tym produktom i skręcam na stronę fioletowo-czarnej[1. Jakoś tak zawsze jak myślę o produktach Apple to od razu staje mi przed oczami ta ichnia tapeta domyślna. Fiolet zorzy polarnej i czerń nieba z gwiazdami...] strony mocy.
Pociąg ten lokalizuję na razie w dwóch punktach:
- Dopracowanie graficzne systemu operacyjnego oraz programów pod niego pisanych.
- Przeźroczystość owego wzmiankowanego systemu operacyjnego. Wygląda na to, że nie zaprząta on głowy użytkownikowi. Po prostu robi to, czego się od niego oczekuje.
Jako, że się starzeję ( ;-) ) zaczynam zupełnie inaczej patrzeć na wiele spraw. Perspektywa się zmienia i chyba nie odkrywam Ameryki pisząc o tym, każdy komu się zmieniła optyka wraz z wiekiem dobrze to wie, a osoby, które tego (jeszcze) nie doświadczyły, no cóż – zapewne za jakiś czas doświadczą.
Może najpierw przypomnę dlaczego nie chciałem wcześniej nawet rozważać możliwości stania się potencjalnym wyznawcą Apple Inc.
Też będzie kila punktów:
- Uzależnienie się od rozwiązań jednej firmy. Tak, to jest trudne do zaakceptowania przeze mnie w produktach S. Jobsa. Niby wszystko ładnie działa i nie wymaga żadnego wysiłku ze strony usera, jednak zakłada, że używasz tylko dedykowanego sprzętu i oprogramowania. Mnie to strasznie odstręcza i sprawia, że podchodzę do tego jak do jeża. Jeśli nie podoba Ci się iTunes to niewielki masz inny wybór, tak więc ostatecznie przyzwyczajasz się do iTunes. Linuks przyzwyczaił mnie do mnogości rozwiązań, do możliwości mieszania różnych filozofii podejścia do rozwiązania danego problemu. Zwyczajnie boję się „jedynego, słusznego podejścia” jakie wydaje się prezentować Apple. Owszem, wiem że to nie jest nic aż tak strasznego, wymaga przestawienia się na inny sposób myślenia, jednak powoduje pewne obawy…
- Brak możliwości kupienia samego softu, bez doczepionego do niego laptopa czy innego iMaca. Apple uważa, że wie najlepiej czego chcę. Owszem, podobno sprzęt, który wsadzają w to aluminium i biały plastyk, ze swoim logo jest najwyższej klasy i daje pewność, że wszystko będzie pięknie na nim śmigało. Podobno. Niestety za to PODOBNO trzeba nieźle przepłacić, a wcale się nie dostaje najnowszych bajerów. Wręcz przeciwnie, dostajesz cacuszka wypchane starszą ciut technologią. To rzekomo gwarantuje, że wszystko będzie dobrze przetestowane, więc stabilniejsze itd. jednak znowu odzywa się z tyłu głowy cichy głosik szepczący ze śmiechem: „You’re sucker!”. Płacisz za dojrzałą technologię jak za najnowsze bajery. Oprogramowanie bym kupił z chęcią, serio, sprzęt jednak w najmniejszym razie mnie tak nie kusi. I tu już nie chodzi o kwestię przyzwyczajenia się czy zmiany myślenia. Tu zwyczajnie chodzi o przyklejenie usera do siebie i dalsze wydawanie kasy już w Firmie a nie poza nią. Szkoda, że Jobs nie chce dodać opcjonalnie możliwości zakupu samego systemu operacyjnego. Dajcie spokój, to nie chodzi o to, że na ich sprzęcie działa to lepiej, bo to bzdura i każdy kto cokolwiek wie, o dzisiejszych, nowoczesnych systemach operacyjnych, tylko pokiwa z politowaniem głową. Chodzi o przywiązanie usera do jak największej ilości produktów i wmówienie mu, że to po prostu „must have” i jedno jest nierozerwalne z drugim. Szkoda, że żadna antymonopolistyczna komisja się tym nie zajęła, tak jak się zajęli sprawą IE i Windowsa…
- Cena! Taaa, wiem. Osoba, która wydała worek kasy na brzydkiego, ciężkiego i wielkiego laptopa nie powinna psioczyć na cenę cacuszek ze świecącym logiem nadgryzionego jabłuszka. A jednak. Sprzęt Appla jest cholernie drogi TYLKO dlatego, że nosi na sobie takie a nie inne logo. Za podobnej klasy sprzęt zapłacę co najmniej 30% mniej, TYLKO dlatego, że będzie miał inne logo. Znowu więc wracamy do przyspawania softu do metalu… A w Polsce pod tym względem jest jeszcze gorzej, o czym punkt niżej się nie rozpisywałem już za bardzo.
- Cortland to jednak nie Apple. Naczytałem się jak to niektórzy makowcy muszą się użerać z głównym i jedynym dystrybutorem Apple na Polskę – firmą Cortland. To kolejny klocuszek do całości na minus dla Appla.
- Beznadziejne podejście Apple do sprawy bezpieczeństwa. A tak, żebyście wiedzieli. Apple olewa to totalnie. Krytyczne luki w systemie czy oprogramowaniu wcale nie przyspieszają wydania łatek. Zupełnie też nie komentuje tego ze swojej strony, tak jakby nic się nie działo. W myśl zasady, że lepiej nic nie mówić, to sprawa sama przycichnie. Filozofia jest taka, że łatki zbierane są przez pewien okres i raz na jakiś czas wysyłane do usera. Cholernie mnie to nie przekonuje i wskazuje tylko gdzie, jako usera, ta firma mnie ma. W Ubuntu czy innym CentOSie wiem, że jak znajdą jakiegoś buga w oprogramowaniu to po kilku godzinach będzie łatka. No tak, to strasznie przeszkadza jak co jakiś czas człowiek musi upgrade systemu zrobić (sarkazm jakby ktoś się nie zorientował)…
Społeczność applowa. Powiem tak, z moich obserwacji wynika, że prawie każdy, kto nabył sprzęt (jakikolwiek), z wiadomym logo staje się prędzej czy później wyznawcą, niezdolnym do zniesienia jakiejkolwiek krytyki skierowanej pod adresem swojego nowego bóstwa. Kiedyś wielokrotnie miałem nieprzyjemność rozmawiać na różnych forach z użytkownikami produktów wzmiankowanej firmy. Odechciało mi się po wymianie dosłownie kilku postów na forum czy blogu. W sumie nie jest to nic ważnego, jednak postawa „albo jesteś z nami, albo przeciwko nam” cholernie mi nie odpowiada. Trzeba jednak oddać sprawiedliwość tej części applowego światka, która jest normalna. Są tacy i do nich zaliczają się m.in. Papa CoSTa, czy byte. Na pewno jest ich więcej, jednak ja trafiałem przeważnie na maniaków i fanatyków. Z opinii jakie napotkałem w necie okazuje się, że nie ja jeden mam takie właśnie zdanie o tej społeczności. A może to tylko przypadłość naszego rodowitego grajdołka?
To są główne punkty, które mnie odstręczają przed zakupem rzeczonej zabawki. Nie odstręczają jednak na tyle, żebym przestał czuć chęć dokonania tego zakupu, mimo wszystko. Powoli po prostu chcę przestać bujać się między Windowsem a Linuksem na desktopie a zacząć cieszyć się robieniem tego, na co mam ochotę. Wydaje się, że Apple spełnia ten wymóg.
Jestem skłonny uznać, że większość z wymienionych minusów jest na tyle ogólna, że najprawdopodobniej przeżyję życie a nie odczuję ich na swojej skórze, przez co staną się całkowicie akademickimi problemami. Jobs pewnie doskonale zdawał sobie z tego sprawę, tworząc taki, a nie inny model biznesowy.
W ciągu najbliższych kilku miesięcy czeka mnie kilka poważnych decyzji życiowych, które będą miały spory wpływ na ten zakup. Zobaczymy co z tego wyniknie. Może zakup jakiegoś MacBook Pro sprawi, że stanę się wyznawcą Apple i zrozumiem, jak bardzo błądziłem przez całe swoje dotychczasowe życie.
Pożyjemy, zobaczymy.
photo credit: Express Monorail
photo credit: Themis Chapsis
