Rzadko mi się zdarza pisać coś o ekonomii na moim blogasku, nie znaczy to jednak, że tematem tym się nie interesuję. Nie znam się na tym, to fakt, dlatego ta analiza kryzysu jest całkowicie amatorska oraz nie kompletna, i z chęcią wysłucham innego na kryzys spojrzenia. Nie roszczę sobie najmniejszych praw do nieomylności jedynie pragnę przedstawić swój punkt widzenia.
Kryzys dotknął nas wszystkich. Nie każdego w tym samym stopniu, ale nie da się już powiedzieć, że kryzysu nie ma. Jest i jest coraz bardziej widoczny, niestety.
Jakiś czas temu trafiłem na kilka ciekawych artykułów na temat ekonomii i kryzysu, m.in. na artykuł o dolarowej bombie. Przyznam, że trochę to mną wstrząsnęło. Dlaczego dopuszczono do takiej sytuacji? Przecież ludzie mający na tyle władzy i wiedzy, żeby decydować o losach gospodarki światowej powinni byli to przewidzieć bez większych problemów. Przecież to było oczywiste, że budowany jest domek z kart, który musi runąć.
A jednak jak widać, wcale nie było to takie oczywiste, lub też unikano racjonalnego rozpatrzenia istniejącej sytuacji ekonomicznej świata. Łatwiej było mamić siebie i innych, że ta konstrukcja przetrwa dostatecznie długo, abyśmy zdążyli ją wzmocnić i coś z tym generalnie zrobić. Jak widać, polityka czubka własnego nosa nie przyniosła pozytywnych efektów. Tak swoją drogą, to nigdy i w żadnych warunkach nie przynosi, ale to już inna historia…
[slider title="Errata: (kliknij żeby przeczytać)"]Postanowiłem jednak zmienić tytuł na „Kryzys – okiem laika”. Url zostanie stary, jednak tytuł zmieniam :)[/slider]
Wydaje się więc być logiczne, że jeśli wiele banków zacznie udzielać kredytów hipotecznych ludziom, którzy nie mają pracy [1. A tak właśnie działo się na masową skalę w USA, i nie tylko.], to w pewnym momencie rynek się zapcha i te mieszkania zaczną do banków wracać, gdyż ludzie bez pracy nadal jej nie będą mieli i nadal nie będą mieli środków na spłacenie swoich zobowiązań kredytowych.
Jak więc to możliwe, że spece od ekonomii nie przewidzieli tego?
Wydaje mi się, że jedną z odpowiedzi jest problem skali. Otóż, gdyby tylko część banków udzielała takich ryzykownych kredytów, rynek nieruchomości nie rozwodniłby się. Nie doszłoby do tego, że tak wiele mieszkań wróciło do banków i nagle okazało się, że nie ma nikogo, kto chciałby je kupić. Banki zamroziły ogromną gotówkę, której nie mają teraz jak odmrozić. Wpadły we własne sidła.
Gdzie jest więc ten problem skali? No cóż, pracuję jako administrator systemów linuksowych i wiem, że rozwiązanie, które doskonale sprawdza się przy zadanym obciążeniu, może rozlecieć się w drobny mak, kiedy przekroczy się pewną skalę wielkości wdrożenia tego rozwiązania. System plików i dyski są wydajne do pewnego momentu, po przekroczeniu którego zwyczajnie całość przestaje nadawać się do użycia i trzeba podjąć jakieś działania zaradcze[2. W tym wypadku wystarczy dołożyć kolejne dyski do macierzy.]. Niektóre systemy dobrze się skalują i można w łatwy sposób przesuwać tę granicę, dodając kolejne klocki, niektóre jednak nie dają się w żaden sposób skalować i całość nie może przekroczyć pewnej granicy wydajności. Lub też przekroczenie tejże granicy będzie się wiązało z ogromnym nakładem kosztów. Taka sytuacja – według mnie – nastąpiła właśnie w przypadku kryzysu. Oczywiście to pewnie jedna z cegiełek składająca się na całość, jednak możliwe, że to zaniedbanie zaboli nas najbardziej.
Drugą sprawą jest patrzenie na czubek własnego nosa, o którym pisałem nieco wyżej. Dziwi mnie, że teraz, kiedy już wiadomo, że nie jest dobrze a będzie gorzej, wielcy gracze, zamiast przedsiębrać odpowiednie kroki zapobiegawcze, proponują rozwiązania pod publiczkę. Na długą metę to tylko pogłębi negatywny efekt kryzysu.
Z całego tego ambarasu wyciągam jedną naukę, ekonomiści, wbrew hasłom, które często głoszą, nie kierują się prawami rynku a chwilowymi możliwościami zysków i strat. Jak się okazuje, nawet naprawdę tęgie głowy były w stanie bagatelizować rozwój sytuacji ekonomicznej świata, bo to im było na rękę. Co gorsza wielu z tych „mędrców” dało się oszukać zwykłym ekonomicznym hochsztaplerom, patrz: runęła piramida Mardoffa.
W sumie to trochę przerażające, że ludzie, od których zależy tak wiele, potrafią tak lekkomyślnie podchodzić do swojej pracy. A może to znak, że po prostu nikt nie jest gotowy na tak rozwiniętą gospodarkę światową z tak wieloma zależnościami, które się przeplatają między sobą i w zasadzie są niemożliwe do ogarnięcia?
photo credit: EricGjerde
photo credit: _mpd_

Pingback: head.log