Skip to content

12.03.2009 15:53

20

Krytycyzm vs. wiara

Krytycyzm jest często postrzegany jako zagrożenie dla istnienia religii. I słusznie, bo krytyczne myślenie nie lubi się z dogmatami. Kiedy ktoś zapyta o dowody mogące poprzeć ten lub inny dogmat, dowiaduje się, że dowody takie są nie potrzebne. Dogmaty zostały objawione nam przez Boga a z Bogiem dyskutować nikt nie ma odwagi. Religia może produkować ludzi takich jak o. Stanley L. Jaki, którzy pokażą w swoich pracach, że tylko pod światłym panowaniem Chrystusa nauka rozwijała się doskonale, jednak nie wytrzyma frontalnego ataku składającego się z pytań, które oczekują jasnych odpowiedzi. Bez kombinowania i uciekania się do wyjaśnień mętnych i niemożliwych w jakikolwiek sposób do bezsprzecznego udokumentowania.

Jak będziesz niegrzeczny to Cię Licho porwie. A podobno Licho złego nie bierze…?

Ataki takie przeprowadzane są ciągle. W atakach owych jednak strona napada na poglądy drugiej i próbuje udowodnić swoje racje. To walka, która trwa od momentu powstania religii. Na początku słaba, nasila się wraz z rozwojem społeczeństw. W ludziach jest silna potrzeba autonomiczności, która ściera się ze strachem przed nieznanym. Chcielibyśmy być wolnymi a zarazem potrzebujemy przewodników, którzy wskażą nam właściwą drogę, tak abyśmy nie musieli sami jej szukać. Osoba krytycznie nastawiona do świata odrzuca takich przewodników, uważając, że są ludźmi takimi samymi jak ona, więc nie mogą wiedzieć znacząco więcej o życiu niż ona. Uważam siebie za krytycznie nastawioną do świata dlatego też odrzucam takich właśnie przewodników ale zawsze z chęcią wysłucham cudzych racji, ponieważ jestem samolubem. Cudza wiedza i doświadczenie może mnie tylko wzbogacić.

Parafrazując słowa Janusza Leona Wiśniewskiego:

W Boga trzeba wierzyć, ale Jego ziemskim namiestnikom niekoniecznie

Słowo „krytycyzm” dorobiło się negatywnego zabarwienia, bynajmniej nie dla tego, że źle jest mieć krytyczne nastawienie do świata. Krytyczne myślenie nie oznacza czegoś złego per se. Krytyczne myślenie jest złe dla ludzi wierzących bo podważa sens ich wiary, narusza fundamenty, na których opierają całe swoje życie duchowe, a tego przecież nikt nie lubi. Strach sprawia, że większość ludzi głęboko religijnych staje się fanatykami. Chcą usunąć ze swojego życia wszystko co nie pasuje do ich wizji świata. Nie chcą podjąć rzeczowej dyskusji, bo nie potrafią – to raz, a dwa – uważają, że ich „argumenty” są bezdyskusyjne.
Krytycyzm dla tych ludzi jest wcieleniem zła.

Dopóki istnieć będzie wiara dopóty będzie w konflikcie z samodzielnym i racjonalnym myśleniem. Tych dwóch postaw dociekania prawdy nie da się pogodzić. Dziecko musi przyjąć „na wiarę”, że jak będzie niegrzeczne to przyjdzie „Zły Pan” i je porwie ((Czasami mówi się, że „Cyganka porwie”, ale równie dobrze można tu podstawić „Diabeł, Szatan, Lucyfer” czy cokolwiek.)), jednak człowiek dorosły, próbujący świadomie przejść przez życie, nie powinien się tak zachować. Przecież straszymy dziecko „Złym Panem” dla własnej wygody lub z innych powodów takich jak bezpieczeństwo dziecka, które nie do końca jeszcze rozumie jak funkcjonuje społeczeństwo, w którym przyszło mu żyć.

A na zakończenie artykuł z Dziennika o tym co ślepa wiara może zdziałać w naszym życiu. Pozostawię go bez komentarza.

  • http://costa.kofeina.net CoSTa

    Cholera, wyrabiasz się w pisaniu coraz bardziej. Dobrze się to czytało.

    „Dogmaty zostały objawione nam przez Boga a z Bogiem dyskutować nikt nie ma odwagi.”

    Owszem ma, owszem dyskutuje a z tej dyskusji wynikają zazwyczaj najgłębsze i najsensowniejsze wnioski. Stwórca jako partner w dyskusji to stary i sprawdzony patent na rozpętanie istotnej wymiany myśli z otaczającą rzeczywistością. Patent co prawda stary ale niezmiennie najlepszy.

    „Osoba krytycznie nastawiona do świata odrzuca takich przewodników, uważając, że są ludźmi takimi samymi jak ona, więc nie mogą wiedzieć znacząco więcej o życiu niż ona.”

    Oj z tym się nie zgadzam w pełnej rozciągłości. Każdy szukający umysł potrzebuje wsparcia a umysł krytyczny szczególnie. I zazwyczaj znajduje mentora takiego czy innego. To, co odróżnia postawę krytyczną, to krytyczne podejście do owego mentora. Przyjmowanie „na wiarę” w tej postawie nie istnieje i to jest chyba najcudowniejsza cecha krytycyzmu – nawet aksjomaty mogą podlegać osądom.

    CoSTa’s last blog post..Gry komputerowe to ZŁO!

    • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

      Cieszę się, że dobrze Ci się czytało :)

      To zdanie o dyskusji z Bogiem, że nikt nie ma odwagi, to trochę z kontekstu wyjąłeś.

      Kiedy ktoś zapyta o dowody mogące poprzeć ten lub inny dogmat, dowiaduje się, że dowody takie są nie potrzebne. Dogmaty zostały objawione nam przez Boga a z Bogiem dyskutować nikt nie ma odwagi.

      Ta część całości, to miało być „wyjaśnienie” ludzi, którzy w dogmaty wierzą i boją się Boga.
      Oczywiście masz całkowicie rację, że wielu ludzi ma odwagę z Bogiem dyskutować i masz rację, że takie właśnie dyskusje są najciekawsze. Nie o to mi jednak chodziło :)

      Co do „przewodnika” to też nie do końca. Heh widać nie wyrabiam się wcale tak w pisaniu jakby chciał. Otóż, możliwe, że zbyt skrótowo to napisałem i niezbyt precyzyjnie. Przewodnik, o którym pisałem jest odrzucany dlatego, że karze za sobą iść bez zastanowienia. Takich przewodników umysł krytyczny musi odrzucić jako autorytety. Może tego słowa właśnie zabrakło w moim wpisie i stąd ten brak precyzji. Będzie trzeba uściślić :) Za szybko chciałem ten wpis skończyć bo już ponad miesiąc mi wisiał.

  • http://ciemnogrodzianin.blogspot.com Ruciński

    A co w sytuacji, kiedy umysł krytyczny dojdzie do wniosku, że jednak warto iść na tym konkretnym przywódcą religijnym i warto uznać te, a nie inne dogmaty? Co w sytuacji, kiedy umysł krytyczny, naprawdę krytycznie podchodząc do świata, dojdzie właśnie do takiego punktu?

    Ruciński’s last blog post..026. Dziś dzień ofiar feminizmu.

    • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

      Ruciński – Nie wiem. A co ma być? Świat się nie zawali, dzwony nie zabiją, słońce nie zajdzie na wschodzie itd :) Ważne jest według mnie: Dlaczego ten umysł krytyczny tak właśnie uznał? Czy będąc krytycznym zada sobie to pytanie? Czy będzie próbował dojść do tego, DLACZEGO uznał dogmaty jakieś za bardziej prawdziwe od innych? Dlaczego uznał jedną religię za lepszą od innych? No i JAK sobie odpowie na owo pytanie? Czy krytycznie, z całą dociekliwością, czy odsunie wszelkie wątpliwości na bok, na rzecz spokoju ducha? To jest według mnie wyznacznik tego, czy jeszcze jest krytyczny czy już nie.
      Ale jeśli pytasz czy coś się stanie, to odpowiadam – nie sądzę. Nie będzie to na pewno oznaczało, że każdy kto ma się za krytyczny umysł musi pójść tą samą drogą co tenże przez Ciebie wspomniany. W zasadzie dla świata nie będzie to nic znaczyło. Jak to w życiu na co dzień bywa.

      Taka moja jeszcze jedna uwaga. Otóż według mnie, krytyczny człowiek nie uzna dogmatów, bo to oznacza przyjęcie czegoś na wiarę, bez dowodów, a to kłóci się z byciem krytycznym. Ale może się mylę?

      • http://ciemnogrodzianin.blogspot.com Ruciński

        Zacznę może od końca, od Twojej uwagi. Uznanie dogmatów to nie jest „przyjęcie czegoś na wiarę, bez dowodów”. Poza tym z uwagą się zgadzam – człowiek myślący nie powinien bez dowodów uznawać coś za prawdę. Wracając do dogmatów, chcę zaznaczyć, że dogmat to przypieczętowanie czegoś, co Kościół uznawał przez bardzo długi czas. Dogmatów się nie wymyśla. I nie jest tak, że one nie mają dowodów. Każdy dogmat katolicki ma jakieś uzasadnienie i powody, dla których jest uznany za prawdę.

        Na swój własny użytek mam takie porównanie: Dogmaty katolickie są dla wiary katolickiej tym, czym tabliczka mnożenia dla matematyki. Jest to coś, z czym się nie dyskutuje, tylko się uznaje, bo jeżeli się zacznie sceptycznie patrzeć na najprostsze działania, jak np. 6×6, twierdząc, że niekoniecznie wynik musi wynosić 36, to przy większych równaniach po prostu pobłądzimy i to, co nam wyjdzie, będzie kolosalnym błędem. To tyle o dogmatach.

        Pytając „co wtedy”, nie miałem na myśli konsekwencji dla świata, bo te wiadomo, że będą żadne. Pytałem raczej o Twój stosunek do takiej osoby. Jak wiesz, jestem katolikiem i powiem Ci szczerze, nie byłbym nim, gdyby nie solidne ku temu powody. Po pierwsze, uważam moralność chrześcijańską za najlepszą z możliwych; po drugie, to chrześcijaństwo właśnie przyniosło Zachodowi panowanie nad prawie całym światem; po trzecie, chrześcijański system filozoficzny jest najbardziej spójny z dotychczas wymyślonych. To tylko trzy dość ogólne powody, dla których uważam, że chrześcijaństwo zawiera w sobie prawdę. Poza tym wierzę pewnym ludziom (chociażby apostołom, którzy spisali życie Chrystusa), tak jak Ty wierzysz Darwinowi, bo nie sądzę, byś sam latał z łopatą po wykopaliskach i badał szkielety, by przekonać się, że ewolucja to prawdziwa teoria (co swoją drogą do dzisiaj nie jest udowodnione).

        Nawet najbardziej krytycznie nastawiony do świata człowiek nie może obejść się bez wiary w coś, jeżeli nie chce, by jego życie zamieniło się w koszmar. I bycie katolikiem uznającym pewne dogmaty ani trochę nie kłóci się z krytycznym i samodzielnym myśleniem. No chyba że krytycznym i samodzielnym myśleniem nazywa się wątpienie we wszystko, wtedy chcąc być logicznym i konsekwentnym, należy także wątpić w prawdziwość tabliczki mnożenia i w fakt, że się w ogóle istnieje. Ale takich to się zamyka w szpitalach. :)

        Ruciński’s last blog post..026. Dziś dzień ofiar feminizmu.

  • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

    Ruciński – oto definicja dogmatu jakiej się trzymałem pisząc ten wpis:

    Dogmat: Jest to twierdzenie w jakiejś religii lub szkole filozoficznej przyjęte bezwarunkowo – bez dowodu i nie podlegające dyskusji.

    Generalnie zgadza się ono z tym co znalazłem na przykład tutaj tak więc całkowicie odrzucam Twoją interpretację dogmatu. Porównanie go do tabliczki mnożenia nie będę nawet komentował.

    Po pierwsze, uważam moralność chrześcijańską za najlepszą z możliwych

    Co to jest moralność chrześcijańska? Możesz zdefiniować jakoś dokładniej, precyzyjniej? Żebym mógł się do tego jakoś odnieść. Bo jeśli chodzi Ci o moralność prezentowaną i pochwalaną w Biblii (ludobójstwa na rozkaz Boga, plagi, potop itd.), to chyba nie chciałbym z Tobą robić żadnych interesów :D

    po drugie, to chrześcijaństwo właśnie przyniosło Zachodowi panowanie nad prawie całym światem

    W związku z tym co? Bo nie wiem co masz dokładnie na myśli. Czy chodzi Ci o to w jaki sposób to panowanie zostało osiągnięte? Czy też uznajesz, że skoro odniosło taki sukces to musi być prawdziwe?

    po trzecie, chrześcijański system filozoficzny jest najbardziej spójny z dotychczas wymyślonych

    Spójny? Gdzie? W samej Biblii masz całe mnóstwo zaprzeczeń, sprzeczności i niespójności. Cała mnogość interpretacji (Luter, Erazm z Rotterdamu itd.). Spójność jest chyba tylko w pojmowaniu misji KK, czyli zdobywanie władzy i zarabianie kasy, ale chyba nie o takiej spójności myślisz. Chrześcijański system filozoficzny… hmmm ciekawe, ale ja postrzegam to zupełnie inaczej. Po pierwsze to nie jest system filozoficzny a teologiczny. Filozofia to umiłowanie wiedzy, a ta jest w chrześcijaństwie pomijana na każdym kroku, jeśli tylko nie można jej wykorzystać do potrzeb chrześcijaństwa. Ogłaszanie Słowa Bożego nie jest wiedzą, tylko wiarą, dogmatem, nieudokumentowanym naukowo. Opiera się on na wierze i księgach danej religii, przez co nie może zostać zweryfikowany naukowo.

    To tylko trzy dość ogólne powody, dla których uważam, że chrześcijaństwo zawiera w sobie prawdę.

    W tych trzech powodach zamienień „chrześcijaństwo” na „islam” lub „judaizm” a otrzymasz tak samo mocne dowody tylko przemawiające za tą religią. No, nie przyniósł on panowania Zachodowi, ale za to przyniósł panowanie w innej części kuli ziemskiej. Tak więc nie są to jakieś szczególnie mocne i jednostkowe dowody. To kwestia wychowania jest. Urodziłeś się tu a nie tam i przyjąłeś tę nie inną religię.

    Co do Darwina, nie wierzę Darwinowi. Wierzę wielu dowodom jakie popierają jego teorię. Wiem też o wielu innych dowodach naukowych, które podkopują tę teorię o pochodzeniu gatunków. Nie trafiłeś z tym Darwinem. Nie jestem ślepym wyznawcą darwinizmu.
    Nie ma jednak żadnych mocnych dowodów na poparcie teorii o inteligentnym projekcie, więc nie podlega on u mnie w ogóle dyskusji, jako kolejny wymysł jakiejś religii. Interesujący, ale zupełnie nienaukowy.

    Nawet najbardziej krytycznie nastawiony do świata człowiek nie może obejść się bez wiary w coś, jeżeli nie chce, by jego życie zamieniło się w koszmar.

    Masz na to jakieś dowody, czy jest to Twoje twierdzenie stworzone na potrzeby tego komentarza? Bo jeśli nie masz dowodów to całe Twoje dalsze wnioskowanie nie ma żadnych podstaw. Nie widziałem nigdzie badań, które by potwierdziły to stwierdzenie. Owszem, wiara ułatwia w wielu przypadkach życie, bo nie musisz się zajmować takimi problemami jak Bóg, życie po życiu itd, gdyż wszystko masz podane na talerzu. Możesz zajmować się swoimi sprawami, pracą domem itd. Jednak wiara w coś, nie oznacza zawsze religię i ślepe za nią podążanie. Można wierzyć w wiele rzeczy, ale jeśli w momencie, gdy dowody przemawiają przeciw jesteś w stanie odejść od swojej wiary, to znaczy, że nadal zachowujesz krytyczne myślenie. Bo na tym ono polega. Stawiasz tezę i próbujesz ją obalić. Akurat jeśli chodzi o religię chrześcijańską obalanie jej wierzeń czy dogmatów metodami naukowymi nie jest problemem. Sam brak dowodów ją dyskryminuje w moich oczach.

    I bycie katolikiem uznającym pewne dogmaty ani trochę nie kłóci się z krytycznym i samodzielnym myśleniem.

    A według mnie kłóci się i to bardzo. Jak już napisałem wyżej, dogmat jest czymś na co nie ma dowodów. Wierzysz bo ktoś powiedział, że tak jest, a skoro uznajesz dogmat o nieomylności tego „ktosia” to musisz mu uwierzyć. Sorry, ale gdzie tu miejsce dla krytycznego myślenia? Nie ma, bo nie możesz dogmatu poddać krytyce. Oznaczałoby to herezję. Krytyczne myślenie jest tu wykluczone całkowicie.

    Oczywiście są nurty filozoficzne poddające w wątpliwość wszystko. Są jednak kolejną skrajnością, którą trudno udowodnić, więc trudno z nią dyskutować w sposób sensowny i przynoszący jakieś poważniejsze wyniki.

  • http://ciemnogrodzianin.blogspot.com Ruciński

    W tekście, który zalinkowałeś, można dopatrzyć się jeszcze więcej matematycznych analogii niż moja „tabliczka mnożenia”. Możesz tego nie komentować, jeśli chcesz. Nie o Twój komentarz mi chodziło.

    Teraz sprawa trzech ogólnikowych powodów, dla których uważam chrześcijaństwo za prawdę. Odpowiedziałeś na nie tak, że… Powiem szczerze, że gdyby chrześcijaństwo naprawdę wyglądało tak, jak napisałeś, to sam bym je nienawidził. Tylko że to jest raczek Twoja wizja chrześcijaństwa, takie wishfull thinking. I tu nawet nie ma co próbować przekonywać, bo skoro inteligentny człowiek wypowiada takie kwestie, tzn. że naprawdę niewiele wie na temat chrześcijaństwa i jego istoty. Pozostaje jedynie polecić książeczkę „Chrześcijaństwo po prostu. Dla tych, których chcieliby wierzyć, ale intelekt im nie pozwala”, autor: C.S. Lewis, pewnie słyszałeś? Doskonałe wprowadzenie do tej religii dla kogoś, kto ma Twoje o niej wyobrażenie.

    Sam piszesz w jednym momencie, że Biblię można interpretować na różne sposoby. Tylko że trzeba zauważyć, że tak jest ze wszystkim. A skoro jakąś rzecz można interpretować na różne sposoby, to potrzebny jest jakiś ośrodek, który zbada sprawę i wybierze interpretację prawdziwą. Tak się robi w prawie – istnieją sądy, które interpretują prawo; tak się robi w sporcie – istnieją arbitrzy, którzy interpretują zasady gry; tak się robi w szkole – istnieją nauczyciele, którzy interpretują zasady oceniania; aż wreszcie: tak się robi w religii – istnieje Kościół, który interpretuje Słowo Boże. I wyobraź sobie, co by się działo, gdyby każdy mógł sobie dowolnie wszystko interpretować. Tylko ja widzę tu chaos, który skończyłby się o wiele gorzej niż krucjaty?

    A co do chrześcijańskiego systemu filozoficznego, który zanegowałeś… Niemądrze to dosyć, bo świadczy o Twojej poważnej ignorancji. Św. Augustyn, Jan Duns Szkot, św. Albert Wielki, św. Tomasz z Akwinu – mówią Ci coś te imiona? A powinny, bo każdy, kto się chociaż w amatorski sposób zajmuje filozofią wie, o co chodzi.

    Kolejna bzdura: „Filozofia to umiłowanie wiedzy, a ta jest w chrześcijaństwie pomijana na każdym kroku, jeśli tylko nie można jej wykorzystać do potrzeb chrześcijaństwa.” W którymś z poprzednich wpisów piszesz o o. Jakim i jego tezie, że chrześcijaństwo umożliwiło niespotykany nigdzie indziej na świecie rozwój nauki. A teraz taki tekst. To wygląda tak samo bzdurnie, jak stwierdzenie, że piłkarz strzelił trzy bramki dla swojej drużyny, jednocześnie robiąc wszystko, by jego drużyna przegrała. Jeżeli rzeczywiście uważasz, że chrześcijaństwo sprzeciwia się wiedzy, nauce, postępowi naukowemu, to wskaż konkrety: encykliki papieskie, decyzje biskupów, działania Kościoła itd., które miałyby ilustrować ten rzekomy sprzeciw. Bo na razie to są takie puste hasełka rzucane przed siebie, nie mające żadnej wartości. Jako człowiek krytyczny i bazujący na dowodach zapewne posiadasz ich sporo, zatem poproszę o konkrety.

    Ja z łatwością mogę wykazać, że Kościół katolicki nie tylko nie sprzeciwiał się nauce, ale ją pielęgnował. Wiesz, kiedy i dzięki komu powstał system wyższego szkolnictwa, czyli to ucieleśnienie nauki? W średniowiecznej Europie, a stworzył go Kościół katolicki – cały świat nam go zawdzięcza. Co więcej, historycy są zdumieni, gdy dochodzą do tego, że w tamtych czasach istniała wolna, nieskrępowana debata intelektualna w tych ośrodkach. Wielu historyków uważa, że Kościół znacznie przyczynił się do wybuchu rewolucji przemysłowej. Poza tym: za ojca geologii uważany jest Nicholas Steno, ksiądz katolicki; egiptologii – o. Atanazjusz Kircher; o. Roger Boskovic jest odpowiedzialny za rozwój współczesnej teorii atomowej; sejsmologia nazywana jest, nie przez przypadek, „nauką jezuitów”; ojcem prawa międzynarodowego nazywany jest katolicki ksiądz Francisco de Vitoria; zachodnie prawo to dar Kościoła – od prawa kanonicznego; kapitalizm narodził się wcześniej niż u Adama Smitha, bo już w XV i XVI w. hiszpańscy katoliccy teologowie budowali teorie ekonomiczne. O działalności charytatywnej – o której nigdzie nawet słowem nie wspominasz – wypada mówić dużo, ale to i tak będzie mało w porównaniu z jej rzeczywistą skalą. Spotkałem się też ze stwierdzeniem historyków, że KK przeznaczył na rozwój astronomii więcej środków niż prawdopodobnie wszystkie inne instytucje razem wzięte. Nie należy także zapominać o mnichach, którym niektórzy przypisują wręcz podarowanie nam rozwiniętej cywilizacji. To tylko kilka nazwisk i dziedzin, a wszystkiego nawet nie da się zliczyć i wymienić. Dodaj do tego wszystkie dziedziny sztuki, na jakie miał wpływ Kościół katolicki, a dojdziesz do wniosku, że naprawdę trzeba być albo ślepym, albo ograniczonym intelektualnie, by uważać, że chrześcijaństwo jest przeciwne nauce i postępowi technicznemu.

    A co do Darwina, nie pisałem tego dlatego, że uważam, iż naprawdę wierzysz w teorię ewolucji, ale żeby pokazać, że ślepa wiara to nie tylko coś, co cechuje teistów, ale także tych, którzy chcieliby uchodzić za oświeconych i postępowych.

    Moje stwierdzenie o tym, że każdy człowiek potrzebuje wiary, by jego życie nie stało się koszmarem, skontrowałeś pytaniem o dowody. Zupełnie niepotrzebnie, bo wystarczyło, żebyś sam się zastanowił, analizując swoje życie, ile razy czemuś po prostu „dajesz wiarę”, zamiast przekonywać się o wszystkim na własne oczy, na własnej skórze, samodzielnie badając wszystkie dostępne dowody. Ale skoro tak, to ułatwię Ci zadanie: Wyobraź sobie, że idziesz do lekarza, a ten mówi Ci, że jesteś chory na cośtam. Podejrzewam, że w większości przypadków wierzysz mu na słowo. Gdybyś chciał być krytyczny, tak jak się tu kreujesz, to wziąłbyś wyniki badań, poszedł do biblioteki medycznej oraz laboratorium i sam do wszystkiego doszedł. Kolejny przykład: Pani z geografii mówi, że stolicą Francji jest Paryż – wierzysz jej na słowo. Gdybyś chciał być krytyczny to pojechałbyś do Francji, żeby się samemu przekonać. Nawet sprawdzenie w internecie niewiele by wyjaśniało, bo jako człowiek krytyczny nie będziesz przecież wierzyć komuś na słowo. Jeszcze jeden przykład: Czytasz tłumaczenie jakiejś książki – wierzysz na słowo tłumaczowi, że przełożył ją dokładnie i rzetelnie, bez błędów zmieniających sens zdań czy całych akapitów. Gdybyś był krytycznie nastawiony, tak jak twierdzisz, to powinieneś książkę przeczytać w oryginale, ale do tego potrzebna jest znajomość języków. I tu kolejny problem: musisz uwierzyć, że książki do nauki języka nie zawierają żadnych błędów. Itd., itd. Wymieniać dalej?

    No i wreszcie: Zrobiłeś już badania genetyczne, by przekonać się, że Twoi rodzice to naprawdę Twoi rodzice? Jeżeli nie, to znaczy, że jedynie wierzysz, ufasz, że tak jest. Domyślam się, że byłbyś w stanie oddać życie za swoją rodzinę, a więc gotów byłbyś umrzeć za coś, czego pewny nie jesteś, jedynie w to wierzysz. Śmierć za wiarę? Skądś to znamy, prawda? A jeżeli prawda jest taka, że jedynie wierzysz, że to Twoi prawdziwi rodzice, nie możesz zarzucać braku krytycyzmu komuś, kto wierzy np. apostołom, którzy piszą o Jezusie Chrystusie, i na tym opiera swoje życie. Ty sam opierasz swoje życie na wierze i uczuciu, które nie ma żadnej podstawy w dowodach.

    (Uwaga: nie chodzi mi o to, czy rzeczywiście zrobiłeś takie badania, czy nie. Jeżeli zrobiłeś, to w ten ostatni przykład wstaw sobie kogoś, kto nie zrobił, ale uważa się za krytycznie nastawionego do świata.)

    Faktem jest, że chrześcijaństwo to jest wysiłek. I jeżeli tylko dojdziesz do tego, że prawda tkwi w chrześcijaństwie, będziesz musiał ten wysiłek zrobić. To jest trudne np. dla kogoś, kto nie chodzi do kościoła, ulega bez przerwy mniejszym lub większym pokusom, żyje w czymś, co chrześcijaństwo nazywa grzechem ciężkim i co chrześcijaństwo nakazuje zwalczać. Wygodniej jest wtedy uważać, że jednak chrześcijaństwo prawdy nie zawiera. Przy okazji kreujemy się na człowieka oświeconego, nie poddającego się ślepej wierze i inne bzdety. A tak naprawdę, co już zauważali liczni, mądrzejsi od nas ludzie, czasami chce się, by chrześcijaństwo było bujdą, bo wtedy nie trzeba robić tego wysiłku.

    Ruciński’s last blog post..027. Co jest ważniejsze: miłość czy dobry seks?

  • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

    Ruciński – skróciłem cytowane części Twojego komenta do których się odnoszę, żeby było mniej tekstu, którego i tak jest za dużo :d

    W tekście, który zalinkowałeś, można dopatrzyć [..] Nie o Twój komentarz mi chodziło.

    Oczywiście, co nie znaczy, że matematyczne porównanie, które zastosowałeś było uprawnione. Tabliczki mnożenia nie można interpretować dowolnie. Na poparcie dogmatu nie masz żadnego dowodu, jedynie słowo jakiegoś człowieka, że to Bóg tak uznał. Powstaje pytanie dlaczego akurat teraz tak uznał, a nie wcześniej itd. Tabliczka mnożenia broni się sama chociażby tym, że działa. Dzięki niej powstają samoloty, mosty, komputery itd. Oczywiście to duże uproszczenie, ale chyba wiesz o co mi chodzi?

    Teraz sprawa trzech ogólnikowych powodów, dla których uważam chrześcijaństwo za prawdę. Odpowiedziałeś na nie tak, że…[...]

    Chyba mylisz moje podejście do Chrześcijaństwa jako systemu filozoficznego, z moją niechęć do KK. To częste, że ludziom się wydaje, iż jak ktoś krytykuje KK i jego idiotyczne wymysły, oraz piętnuje ohydne zbrodnie, których instytucja ta się dopuściła na przestrzeni wieków, to od razu neguje całe chrześcijaństwo. To nie jest prawdą. Chrześcijaństwo ma wiele do zaoferowania, ale nie oznacza to, że jest idealne czy najlepsze. To po prostu jeden z niezliczonej ilości sposobów na poznanie świata i odkrycie Boga. Piętnuję ludzką pychę jaka przejawia się w KK, w mniemaniu dostojników Kościoła, że Bóg nawiedza właśnie ich ponieważ się wzajemnie wybierają i adorują. Jakże łatwo wmówić komukolwiek, że milczący i nigdy nie pokazujący się jednoznacznie Bóg wybrał właśnie ich do głoszenia Swego słowa. To jest dla mnie ohyda, której nie boję się nazywać po imieniu. KK nie trzyma się zasad, które „promuje”. To jest dla mnie ohyda, którą zawsze będę ganił i nie ma to nic wspólnego z samą religią.

    Sam piszesz w jednym momencie, że Biblię można interpretować na różne sposoby. Tylko że trzeba zauważyć, że tak jest ze wszystkim.[...]

    Jeszcze nie słyszałem, żeby sąd opierał się na boskim oświeceniu, odrzucając dowody :)

    tak się robi w sporcie – istnieją arbitrzy, którzy interpretują zasady gry;

    Są jednak omylni o czy dobrze wiemy. Wystarczy oglądać dowolny mecz, często się zdarza, że na powtórkach widać, że nie było jakiegoś przewinienia itd. Nie cofa się ich decyzji z pewnych powodów, ale nie jest to domniemanie ich boskiej nieomylności i wszechwiedzy, dlatego byle kto sędzią nie może zostać.

    tak się robi w szkole – istnieją nauczyciele, którzy interpretują zasady oceniania;

    Od którego to oceniania można się odwołać jeśli uczeń czuje się skrzywdzony. Nadal nie jest to ta sama boska nieomylność namiestników Piotrowych :)

    aż wreszcie: tak się robi w religii – istnieje Kościół, który interpretuje Słowo Boże.

    A ja się pytam jak można być tak pełnym pychy, żeby interpretować słowa swojego Boga? To właśnie tutaj dochodzi do ogromnej ilości przekrętów i nadużyć. Dlatego jestem przeciwnikiem KK.

    I wyobraź sobie, co by się działo, gdyby każdy mógł sobie dowolnie wszystko interpretować.[...]

    Oczywiście, że wszystko można interpretować dowolnie. Godzę się na interpretację prawa przez sądy (chociaż często w sądach wygrywają różne interpretacje, w zależności od jednostkowej sytuacji). Dlaczego nie przekonuje mnie to iż jeden człowiek wie lepiej w sprawach wiary niż inni? Bo nie uważam, żeby akurat ten jeden człowiek czy wybrana grupka ludzi, miał kontakt z Bogiem a inni byli go pozbawieni, dlatego muszą słuchać tego jednego człowieka lub kilku wybrańców. Bóg się nie pojawia ogółowi i nie mówi, że od dzisiaj będzie gadał tylko z papieżem i to co ten powie, jest Jego słowami. To dla mnie jest chore i nie przyjmuję tego do wiadomości. Nigdzie nie ma dowodów, że faktycznie dogmaty powstały podczas natchnienia Bożą energią czy czym tam, że są Słowem i Myślą Boga. Że Bóg tak chciał. Bóg się nigdy na głos nie wypowiedział. Równie dobrze, można sobie to wymyślać dla wygody KK i jego pracowników. Prawo cywilne ewoluuje, zmienia się. Często opiera się na powszechnym poczuciu sprawiedliwości, a często występuje przeciwko niemu, ale przeważnie ma głębszy sens, który nie chowa się za jakimiś mitycznymi postaciami, których nie widać, nie słychać i przemawiają tylko do niektórych. Czy myślisz, że ktokolwiek by się zgodził z wyrokiem sądu, który by stwierdził na rozprawie, że jakaś Istota Nadprzyrodzona, Wszechwiedząca i Wszechmocna oświeciła Wysoki Sąd i powiedziała mu jaki powinien być wyrok? Wyroki zawsze opierają się na dowodach, lub na ich braku, wtedy to rozstrzyga się zawsze na korzyść oskarżonego. W KK Papież dostaje oświecenia i ogłasza dogmat. Dlaczego poprzedni papież nie doznał tego oświecenia?

    A co do chrześcijańskiego systemu filozoficznego, który zanegowałeś…[...]

    Oczywiście, zgadzam się z Tobą. Zbyt ostro i ogólnikowo potraktowałem przemyślenia tych chrześcijańskich filozofów. Nie neguję ich, jednak weź jedno pod uwagę, oni nie stworzyli religii, którą wyznawali. Interpretowali ją jednak na swoje sposoby. Niektórzy Ojcowie Kościoła uważali kobiety za istoty niższe, doszukiwali się w swoich ciałach zła i grzechu, kaleczyli się, odmawiali sobie jedzenia, picia itd. Dzisiaj takich ludzi zamknęlibyśmy w wariatkowie jako niespełna rozumu, lub uznali za niedorozwiniętych emocjonalnie. Ich przemyślenia często tchną taką nienawiścią, że aż się niedobrze robi. Oczywiście nie wszystkie. Jednak jeśli ktoś pisze z taką nienawiścią o innych ludziach to kiedy czytam inne jego wyznania automatycznie podchodzę do nich ze znacznie większym krytycyzmem.
    Co do Tomasza z Akwinu – stwierdził on jednoznacznie, że Bóg jest jedną wielką niewiadomą, której nie da się poznać. Kropka. W głównym nurcie chrześcijaństwa kościelnego (jak je nazywam dla własnej wygody) dochodzi do tylu sprzeczności, że aż mi się nie chce tego analizować. Mówi się jedno, każe się myśleć drugie a robi się zupełnie coś przeciwnego.I jak tu traktować taką instytucję poważnie?

    Kolejna bzdura: „Filozofia to umiłowanie wiedzy,[...]

    Nie bardzo rozumiem o co Ci chodzi? Napisałem o Jakim w sposób raczej negatywny. Nigdzie nie przyznałem mu racji. Nie rozpisywałem się o nim bo nie chciało mi się, tylko wtrąciłem jego nazwisko do wpisu. Według mnie (i nie tylko według mnie, bo wielu, nawet katolickich historyków uważa, że Jaki nagina fakty do swoich teorii), Jaki bredzi więc nie widzę, tu żadnych goli do bramki przeciwnika.

    Jeżeli rzeczywiście uważasz, że chrześcijaństwo sprzeciwia się wiedzy, nauce, postępowi naukowemu, to wskaż konkrety:

    Proces Galileusza, spalenie na stosie Bruna, przez długi czas Pismo Święte było tylko po Łacinie, żeby ludzie nie mogli go sami czytać (Marcin Luter się m.in. temu sprzeciwił i przetłumaczył Biblię na niemiecki), prześladowania Kopernika za jego heliocentryczny układ, indeks ksiąg zakazanych, w których większość to księgi, które sprzeciwiały się doktrynom Kościoła Katolickiego (mówiły, że Ziemia nie jest w centrum wszechświata, albo że ludzie nie są sami w kosmosie). Generalnie niszczenie wszystkiego co było niezrozumiałe lub stawało w opozycji do tego, co uznawali teologowie katoliccy i nauka Kościoła. Uznanie dopiero w XX wieku, że faktycznie Ziemia nie jest pępkiem wszechświata. Przez długie lata wierzono, że Ziemia jest płaska, mimo, że w innych kulturach wiedziano już o kulistości naszego globu i nawet matematycznie to udowadniano. Ale tam na szczęście nie było jeszcze chrześcijaństwa, które według Ciebie taki rozkwit nauki gwarantowało.
    Jak myślisz, dlaczego wielkimi budowniczymi świata chrześcijańskiego byli Arabowie? Bo znali algebrę i mogli dzięki temu wznosić te ciężkie kamienie na takie wysokości aby powstawały kościoły i katedry. Jak myślisz, gdzie ci mnisi katoliccy pobierali nauki? Właśnie często od podróżników arabskich dowiadywali się o rzeczach, o których chrześcijańska Europa nawet nie śniła. Po zdobyciu Jerozolimy też rycerze, mnisi i inni czerpali z wiedzy zgromadzonej przez Arabów. To, że później przekazywali je dalej nie czyni ich miłośnikami wiedzy. Często fałszowali te dane, lub wręcz niszczyli je jako herezję. Przez to sito przechodziła tylko drobna część tej wiedzy. Jak więc widzisz o konkrety nie trudno.

    encykliki papieskie, decyzje biskupów, działania Kościoła itd., które miałyby ilustrować ten rzekomy sprzeciw.[...]

    Sądziłem, że wiesz o indeksie ksiąg zakazanych (spalono wtedy tyle wspaniałych dzieł, że dzisiaj nie jeden historyk złorzeczy KK, że pozbawiło go takich cennych źródeł poznania epoki), o procesie Galileusza, spaleniu na stosie Giordano Bruna. O tym, że dopiero niedawno KK uznał kulistość ziemi i jej pośledniość w całym wszechświecie… Jak widać jednak każda sroczka swój ogonek chwali :D

    Ja z łatwością mogę wykazać, że Kościół katolicki nie tylko[...]

    Tak, a wiesz czego tam nauczano? Wiesz, że KK bardzo się sprzeciwił jak da Vinci przeprowadzał sekcje zwłok, żeby poznać budowę ludzkiego ciała? Stwierdził, że skoro Bóg ukrył te informacje przed nami to nie powinniśmy po nie sięgać. Faktycznie bardzo dbano o rozwój nauki :D Co więcej pierwsze szkoły powstawały w Grecji za czasów Sokratesa, Platona i innych. I były to prawdziwe akademie i licea, które zajmowały się nie tylko rozwojem umysłowy ale i fizycznym. Szukały harmonii w świecie. Znacząco różniły się od tych szkół, do których mógł chodzić tylko chrześcijanin i wkuwał na pamięć łacińskie strofy, których nawet nie zawsze rozumiał.

    W średniowiecznej Europie, a stworzył go Kościół katolicki[...]

    Nie można było mówić co się chciało. Proces Galileusza czy Bruna chociażby, żeby pokazać te najsławniejsze. Wiesz, jak łatwo można było zostać oskarżonym o herezję? Poczytaj sobie akta sprawy Galileusza. Co się tam działo, jak go zastraszano itd.

    Wielu historyków uważa, że Kościół znacznie przyczynił się do wybuchu rewolucji przemysłowej.

    Daj przykłady historyków, którzy tak się temu dziwią i nie są żadnymi ojczulkami w zakonach katolickich, tylko są historykami świeckimi.

    Poza tym: za ojca geologii uważany jest Nicholas Steno, ksiądz katolicki;

    Wspomnij też może o tym, że jego prace spotkały się z niechęcią KK. Został wręcz oskarżony o herezję. Nigdzie też nie znalazłem potwierdzenia, jakoby był ojcem geologii. Znalazłem za to informacje że to „Eratostenes z Cyreny w dziele Geographica stworzył podwaliny nauk geograficznych.” [cyt. za wikipedią].

    egiptologii – o. Atanazjusz Kircher;

    Także nigdzie nie znalazłem potwierdzenia o jego ojcostwie :) Owszem, był wybitnym egiptologiem, ale nie przesadzajmy, że twórcą tej dziedziny nauki.

    o. Roger Boskovic jest odpowiedzialny za rozwój współczesnej teorii atomowej; sejsmologia nazywana[...]

    Co do działalności charytatywnej. Nic z tego nie idzie ze skarbców KK. Wszystko z kieszenie wiernych. Nie jest to nic niezwykłego, Gates też jest filantropem, ale przynajmniej płaci kasę którą zarabia sam oraz organizuje przyjęcia, na których inni multimilionerzy płacą sporo na cele charytatywne. I to się mu chwali. KK natomiast większość bierze z darów od wiernych.
    To tak jakby Owsiak powiedział, że to on kasę z Wielkiej Orkiestry daje na jakieś szpitale. Kumasz różnicę? Chwali się KK za to, że takie akcje organizuje, ale nie jest to nic takiego niezwykłego jakby się chciało uważać. Ile było jazdy z tym jak KK chciał przejąć Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy od Owsiaka a ten pokazał im „middle finger” :)

    Spotkałem się też ze stwierdzeniem historyków, że KK przeznaczył na rozwój astronomii więcej środków niż prawdopodobnie wszystkie inne instytucje razem wzięte.

    Możesz jakieś źródło podać, gdzie dałoby się to sprawdzić? Ciekaw jestem wyliczeń. Jakie inne instytucje brano pod uwagę. Na co konkretnie były przeznaczane pieniądze itd.?

    Nie należy także zapominać o mnichach, którym niektórzy przypisują wręcz podarowanie nam rozwiniętej cywilizacji.

    Którzy to historycy przypisują podarowanie rozwiniętej cywilizacji przez mnichów? Czy przypadkiem sami nie noszą habitów? Bo jakoś nie spotkałem się z taką oceną nigdzie. Owszem mieli swój niezaprzeczalny wkład, ale nie przesadzajmy. Większość z tego co sami wiedzieli pochodziła od innowierców z Jerozolimy :)

    To tylko kilka nazwisk i dziedzin, a wszystkiego nawet nie da się zliczyć i wymienić. Dodaj do tego wszystkie dziedziny sztuki, na jakie miał wpływ Kościół katolicki,

    Aaa, sztuka! Strasznie stanęła w miejscu jak trafiła pod patronat KK. Wszystko szło na jedną modłę. Skończyła się wolność w malarstwie, rzeźbiarstwie i pisarstwie. Można było tylko kanon robić i nie odstępować od niego pod groźbą herezji. Poszukaj sobie dokładnie co się działo w sztuce jak Kościół przeją nad nią pieczę. Ile obrazów, ksiąg i rzeźb zniszczono, bo przedstawiały świat, człowieka i Boga inaczej niż KK sobie tego życzył. Masz rację, KK miał ogromny wpływ na sztukę…

    a dojdziesz do wniosku, że naprawdę trzeba być albo ślepym, albo ograniczonym intelektualnie, by uważać, że chrześcijaństwo jest przeciwne nauce i postępowi technicznemu.

    Lol.

    A co do Darwina,[...]

    Oczywiście że tak. Ślepa wiara to cecha wszystkich ludzi, niezależnie od wyznania itd. Naukowcy też tworzą swoje klitki, w których obowiązują pewne „wyznania” i „religie” tyle że naukowe. Tak samo jest to złe i hamujące postęp w nauce, ale w nauce nie ma objawień, których nie da się zweryfikować. Przeważają dowody i naukowe podejście. Oczywiście jest ostracyzm (patrz. pamięć wody), jednak nauka to nauka i zasadniczo różni się od religii. Tak samo ja i Ty. Obaj patrzymy na te same rzeczy i widzimy je różnymi. Każdy interpretuje „fakty” tak jak jemu to pasuje. I to jest ok, dopóki nikt nie przychodzi z nożem do domu drugiego i nie straszy jego dzieci ogniami piekielnymi ani śmiercią jeśli nie zacznie myśleć i mówić tak jak on. A tak postępował w swojej historii KK niezliczone razy. Gwoli sprawiedliwości nie tylko KK tak postępował.

    Moje stwierdzenie o tym, że każdy człowiek potrzebuje wiary, by jego życie nie stało się koszmarem, skontrowałeś pytaniem o dowody.[...]

    Hmmm, chyba w takim razie źle zrozumiałem Twoje stwierdzenie. Uogólniłem je do wiary w Boga i religii w ogóle a nie do wszystkiego co mnie w życiu spotyka.

    Ale skoro tak, to ułatwię Ci zadanie: Wyobraź sobie, że idziesz do lekarza, a ten mówi Ci, że jesteś chory na coś tam. Podejrzewam, że w większości przypadków wierzysz mu na słowo. [...] I tu kolejny problem: musisz uwierzyć, że książki do nauki języka nie zawierają żadnych błędów. Itd., itd. Wymieniać dalej?

    Nie muszę tego wszystkiego dowodzić samodzielnie. Wystarczy, że wiele osób potwierdzi badania danego naukowca, że inni znawcy języka potwierdzą, że tłumaczenie jest ok, wreszcie nie muszę sprawdzać, że mam grypę bo znam jej objawy. Naukowe tezy i dowody często same w życiu się potwierdzają. Często też jest tak, że nie mają one znaczenia w codziennym życiu więc nawet nie wiem o ich istnieniu. Naukowcy nie uzurpują sobie prawa do Prawdy Absolutnej, i nie włażą z butami w Twoje życie, nawołując do nawrócenia się. A KK tak robił w swojej historii a do tego jeszcze nadal wielu z pracowników KK tak czyni. Jeżeli próbujesz mi wmówić, że krytyczny umysł musi popaść w szaleństwo negowania wszystkiego to Ci się nie uda. Ze skrajności w skrajność – jak widzę to lubisz.

    No i wreszcie: Zrobiłeś już badania genetyczne, by przekonać się, że Twoi rodzice to naprawdę Twoi rodzice? Jeżeli nie, to znaczy, że jedynie wierzysz, ufasz, że tak jest. Domyślam się, że byłbyś w stanie oddać życie za swoją rodzinę, a więc gotów byłbyś umrzeć za coś, czego pewny nie jesteś, jedynie w to wierzysz. Śmierć za wiarę? Skądś to znamy, prawda?

    Dzięki! Strasznie mnie tym stwierdzeniem rozbawiłeś :D Nie będę go chyba nawet komentował.
    Albo nie, jednak skomentuję bo zasługuje na to.
    Nie jest dla mnie ważne, czy moi rodzice są moimi biologicznymi rodzicami. Wychowali mnie, poświęcili swój czas i kawał swojego życia na to. Kocham ich i poświęcił bym dla nich życie, nie z powodu wiary, że są moimi rodzicami, ale z powodu tej miłości, która wynika z biologicznych uwarunkowań, oraz z szacunku do nich i całej masy innych rzeczy, o których nie mam chęci tutaj pisać. A tak w ogóle, to co ma wiara w KK do wiary w to, że ludzie, którzy mnie wychowują i do których jestem tak bardzo podobny pod wieloma względami psychicznymi i fizycznymi, są moimi rodzicami? Co ma piernik do wiatraka? Widzę, że z braku argumentów wyciągasz ciężką artylerię, której nie umiesz nawet należycie użyć.

    A jeżeli prawda jest taka, że jedynie wierzysz, że to Twoi prawdziwi rodzice[...]Ty sam opierasz swoje życie na wierze i uczuciu, które nie ma żadnej podstawy w dowodach.

    Czy myślisz, że gdyby okazało się, że moi rodzice nie są moimi biologicznymi rodzicami, to przestałbym ich kochać? Nagle zacząłbym kochać jakiś obcych mi ludzi? Chyba trochę coś Ci się pomerdało :) Rodzicielstwo to coś znacznie więcej niż geny i jeśli nie jesteś tego świadom, to znaczy, że musisz sobie jeszcze parę rzeczy przemyśleć. I to dogłębnie.
    Owszem, mogę zarzucić brak krytycyzmu komuś, kto wierzy apostołom piszącym o czymś i twierdzącym, że to Bóg ich natchnął podczas pisania. Czy wierzysz, że to Bóg natchnął Józefa Smitha? Nie sądzę, jednak są ludzie, którzy w to wierzą. Jak ich nazwiesz? Bo oni myślą o swojej wierze dokładnie to samo co Ty o swojej. Mało tego, oni to samo myślą o Twojej religii co Ty o ich religii. To jest dopiero jazda, bo okazuje się, że takich, co to piszą pod Boskim Natchnieniem Pisma Święte jest w cholerę i żaden z nich nie ma realnych dowodów, że ma rację. Możesz uwierzyć dowolnemu z nich.

    Faktem jest, że chrześcijaństwo to jest wysiłek.

    Tak, ogromny wysiłek, tak samo jak każda inna religia to też wysiłek. Każdy system filozoficzny to wysiłek. W ogóle życie to wysiłek.

    I jeżeli tylko dojdziesz do tego, że prawda tkwi w chrześcijaństwie, będziesz musiał ten wysiłek zrobić.

    Doszedłem, że prawdy tam nie ma więcej niż w jakiejkolwiek innej religii, dlatego nie widzę sensu przyłączania się do którejkolwiek z nich. Przynajmniej na razie.

    To jest trudne np. dla kogoś, kto nie chodzi do kościoła, ulega bez przerwy mniejszym lub większym pokusom, żyje w czymś, co chrześcijaństwo nazywa grzechem ciężkim i co chrześcijaństwo nakazuje zwalczać.

    No tak, bo chodzenie do kościoła automatycznie sprawi, że „złe” pokusy nie będą już takiego delikwenta nagabywać? Wiesz, właśnie w całym tym chrześcijaństwie nie kumam najbardziej dlaczego zniszczono to co jest tak piękne w ludzkim życiu, czyli miłość i rządzę fizyczną. Przekształcono to w zło i naucza się ludzi, że muszą cierpieć bo Bóg tak chce a jak nie będą cierpieć to pójdą do piekła, ponieść karę. Przecież to jest ohyda mająca na celu tylko i wyłącznie kontrolowanie ludzi, nic więcej.

    Wygodniej jest wtedy uważać, że jednak chrześcijaństwo prawdy nie zawiera. Przy okazji kreujemy się na człowieka oświeconego, nie poddającego się ślepej wierze i inne bzdety. A tak naprawdę, co już zauważali liczni, mądrzejsi od nas ludzie, czasami chce się, by chrześcijaństwo było bujdą, bo wtedy nie trzeba robić tego wysiłku.

    To samo odnosi się do innych religii, nie tylko do chrześcijaństwa. Patrząc z perspektywy Judaizmu co sobotę popełniasz straszny grzech, że pracujesz. Patrząc z perspektywy Buddyzmu popełniasz codziennie niezliczone ilości morderstw rozdeptując żuczki i inne takie stworzonka. Mówisz z perspektywy ślepo wierzącej osoby, która wszystko rozpatruje przez pryzmat swojej wiary. Nie przyłączenie się do jakiejś konkretnej religii też wymaga wysiłku. Postępowanie uczciwe wymaga wysiłku, niezależnie od wiary w Boga jakiegoś konkretnego, zinstytucjonalizowanego itd. A wielu „mądrzejszych” od nas twierdziło zupełnie co innego niż ci mądrzejsi o których wspomniałeś. I zonk, bo w ogóle wielu mądrych ludzi lubi sobie zaprzeczać przy okazji wielu różnych mądrych dyskusji i debat. Dlatego właśnie krytycyzm się cholernie przydaje.

    Komentarze dłuższe od wpisu. Ech…

  • Hatamoto

    Pierwszy raz na tym blogu sproboje napisac cos konstruktywnego.

    1. To mnich dal podstawy dzisiejszej genetyce nauce i wiele jest przykladow osob duchownych ktorzy popychali nauke do przodu.

    2. Zeby mnisi nie przepisywali ksiag to dzis wielu dziel nie moglbys czytac.

    3. Spalenie Bruna dobrze wiesz nie bylo z przyczyn naukowych ale z powodu tego ze krytykowal wtedy Kosciol, to byl blad ten stos, ale nie moze byc argumentem ze przez to Kosciol chcial zachamowac postep tylko ograniczyc krytyke na jego temat (tego nie popieram).

    4. Zakony franciszkanskie propagowaly edukacje chlopow glownie aby rozsadniej gospodarowac ziemia.

    5. Piszesz glupoty negujac wplyw Kosciola na rozwoj sztuki. Kosciol byl jednym z najwiekszych mecenasow sztuki i gdyby nie to to wiele dziel by nie powstalo.

    6. Kosciol jest jedna z najwiekszych organizacji charytatywnych, na pewno slyszales chociazby o Caritas.

    • http://lunco.wordpress.com Lunar

      coś konstruktywnego… lol

      ad.1. w czasach mnicha o którym mówisz większość „naukowców” była duchownymi… bo tylko oni mogli sobie pozwolić na prace badawcza i nie myslenie o tym za co wyzyja -.- (kopernik tez byl powiazany z kosciolem…)

      ad.2. wiele dziel, zwlaszcza antycznych i tak pochodzi z przekladow arabskich, bo barbazynska europa palila wszystko.. a mnisi kopiowali bo to byla taka forma sredniowiecznej maszyny ksero… od zarania dziejow duchowni robili z siebie elite i tak zostalo do dzis.

      ad.3. kosciol chcial by teorie podwazajace to co mowi biblia nigdy nie ujrzaly swiatla dziennego, a jesli ujrzaly to nalezalo je spalic i zakopac.

      ad.5. zapominasz o tym, ze wiele tych dziel zamawianych przez kosciol tak naprawde bylo finansowanych przez krolow, hrabiow i innych moznych chcacych sie przypodobac bogu badz biskupom -.-

      ad.7. a slyszales o krucjatach? tam to byly organizacje charytatywne ^^. A tak na powaznie, to pieniadze, ktore kosciol „daje” potrzebujacym pochodza od kazdego kto daje w kosciele na tace.. wiec czy to jest charytatywnosc, ze jakis ulamek tego co sie dostalo daje sie innym? Raczej wymowka by moc zostawic sobie resztę :(

      Lunar’s last blog post..Metamorfoza bloga

  • Hatamoto

    ad1. mi chodzi o grzegorza mendla, i w XIX wieku wiekszosc naukowcow nie byla duchownymi cos ci sie pomylilo.

    ad3. nie znalazlem wpisu w Pismie Swietym zeby ziemia byla w centrum a wokol krazyly wszystkie planety, widocznie za pobieznie czytalem, te teorie wymyslil Ptomeleusz a nie Kosciol, Kosciol tylko opowiedzial ze za starym porzadkiem, pomylil sie.

    ad5. zaden krol nie placil papiezowi, wierzacy dobrowolnie oddawali czesc pieniedzy bo ksiadz musi cos jesc jakies ubranie wlozyc czy miec gdzie spac, nie mowie o biskupach ktorzy sa nieliczna czescia duchowienstwa i mieli duzo pieniedzy, to bylo zle.

    ad7 stary beznadziejny argument, Kosciol przyznal sie do bledu i zaluje krucjat jako zla odpowiedz na mulzumanski Jihad, powinni zlo pokonywac dobrem. Papiez jest zwyklym czlowiekiem ktory tez popelnia bledy. A bezposredni udzial w krucjatach mieli swieccy krolowie a nie wojska papieza. ktorzy czesto tylko pod pretekstem wiary szukali skarbu, wiec mordowali jak w 90% wojen, dla kasy. Pierwsze zdobyte miasto przez krzyzowcow bylo przez zbuntowanego krzyzowca ktory poszedl tylko za kasa. Przykre.

  • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

    Hatamoto – heh to Ty przyznałeś, że Twoje wcześniejsze komentarze zamieszczane u mnie były niekonstruktywne :D Cieszę się, że to dostrzegłeś w końcu ;-)

    ad.1 – Mendel to nie KK. Słusznie zauważył Lunar, że wtedy jedynie w murach opactw można było przeprowadzać jakiekolwiek eksperymenty naukowe. Co wcale nie znaczy, że Kościół jakoś specjalnie o to zabiegał.

    ad.2 – to prawda, ale jak to się ma do nauki jako takiej?

    ad.3 – Bruno krytykował doktryny Kościoła. Poczytaj sobie książki traktujące o nim. Był człowiekiem, który głośno powiedział, że może we Wszechświecie są inne planety zamieszkałe przez inne istoty takie jak my, a przecież w Biblii jasno stoi, że Bóg stworzył Ziemię. Nic nie ma na temat innych planet i innych ludzi. Za to głównie go spalono.
    Co to Ptolemeusza – KK uznał, że jego teoria jest obowiązująca i słuszna i wszystkie inne teorie tępił z całą swoją mocą. A uwierz mi, w tamtych czasach to on miał moc. Oj miał.

    ad.4 – chyba coś Ci się pomerdało. Edukacja a nauka to dwie różne rzeczy. Można edukować, że Bóg stworzył świat 5000 lat temu wraz ze szkieletami dinozaurów, złożami surowców naturalnych (które na powstanie potrzebują znacznie więcej czasu niż 5000 lat), co nie oznacza zaraz propagowania nauki. Tak więc to wcale nie jest argument za tym, że KK przysłużył się jakoś specjalnie nauce.

    ad.5 – Co do sztuki. Owszem, wiele wspaniałych dzieł by nie powstało, jednak nadal stoję na stanowisku, że sztuka była ostro blokowana przez KK. Można było robić tylko kanon dozwolony przez KK i nic więcej. Artyści próbujący wyjść poza te ustalenia mieli sporo nieprzyjemności. Poczytaj sobie na ten temat, na pewno znajdziesz dużo materiału.

    ad.6 – co do charytatywnych zapędów KK, w poprzednich komentach napisałem wszystko co na ten temat sądzę, nie ma potrzeby się powtarzać. Może czytaj z większym zrozumieniem?

    ad.7 – skoro KK przyznał się do błędu, skoro twierdzisz, że to tylko ludzie itd. to dlaczego to akurat ci ludzie mają wiedzieć więcej o Bogu niż inni? Skoro przyznali się do błędu i przepraszali to oznacza to, że tak naprawdę mogą się pomylić w każdej innej, dowolnej, sprawie. Idąc dalej, skoro to według Ciebie nie KK te krucjaty zwoływał i do nich namawiał, to po jaką cholerę przepraszał za nie swoje czyny?
    Oj plączesz się coś Waść w zeznaniach. Proponuję przemyśleć jeszcze raz argumentację i wykluczyć sprzeczności ;-)
    I może naprawdę sięgnij po więcej książek a nie tylko te sygnowane wydawnictwami kościelnymi. Może się okazać, że na te same „fakty historyczne” można patrzeć z zupełnie innego punktu widzenia. I na dodatek przedstawiać tak samo mocne „dowody” i argumenty za zupełnie odmiennymi poglądami i tezami.

    Pozdrawiam i dzięki za dyskusję.

  • Hatamoto

    ad 6, twoje poprzednie komentarze byly tak dlugie ze nie chcialo mi sie ich czytac

    ad7 nie czytam ksiazek katolickich ani zadnej prasy katolickiej, ogolnie malo czytam ksiazek inne niz zwiazane z moimi studiami.

    I na koniec. Kompletnie nie rozumiem jak mozna nie byc wdziecznym za to ze Bog pozwolil sie ukrzyzowac. Nawet najbardziej zagorzaly ateista powinien czuc chociaz odrobine wdziecznosci za te poswiecenie a nie podchodzic do tego obojetnie.

    • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

      Hatamoto – wydaje mi się w takim razie, że na tym zakończymy naszą dyskusję, bo zwyczajnie to nie ma sensu. Powalasz mnie swoją niefrasobliwością w dyskusji. Jesteś fanatycznie zapatrzony w swoją religię i nie wyjdziesz poza te klapki na oczach, żeby NORMALNIE dyskutować. IMHO szkoda naszego czasu.

      Pozdrawiam

    • http://surion.wordpress.com/ Surion E.

      O_O

      Surion E.’s last blog post..Co boli ateistów?

  • http://surion.wordpress.com/ Surion E.

    O tym, że religia stoi w sprzeczności z nauką, dyskutuję obecnie z pewnym duchownym (chyba z lekka niedouczonym) i jest to dyskusja płonna, bo ów po prostu pomija pewne argumenty i zatyka uszy i oczy na pewne prawdy. Odnośnie religijności w ogóle polecam zaznajomienie się z tzw. błędami poznawczymi, które odpowiadają za wiele zła na tym ziemskim padole:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Lista_błędów_poznawczych

    Co do krytycyzmu – chwała bogom, że istnieje. Krytycyzm jest w ewolucji społecznej tym, czym jest selekcja naturalna w ewolucji biologicznej. :)

    Surion E.’s last blog post..Co boli ateistów?

    • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

      Surion E. – ja sobie nie wyobrażam podejścia bezkrytycznego do takich rzeczy jak religia, polityka czy miłość.
      No ale niektórzy (patrz komentarze Hatamoto czy Rucińskiego) uważają, że lepiej po prostu wierzyć, bo urodzili się w takiej a nie innej „grupie religijnej” i tak zostali wychowani. Nie rozumiem tego zadufania, że akurat ich spotkało to „wielkie szczęście”, że trafili do tej jedynej i prawdziwej religii a tyle milionów ludzi nie… Dla mnie to bez sensu i od razu odzywa się dzwonek, że przecież takich „najlepszych religii” jest kilkanaście, i wszyscy ich wyznawcy myślą, że to oni wierzą w to co potrzeba.
      I tutaj właśnie krytycyzm ma zastosowanie…

      • http://surion.wordpress.com/ Surion E.

        Bo z tej całej religii wynosi się nieuzasadnioną pewność, mimo jakiegoś postrzegania mnóstwa alternatyw. Jakoś trudno wierzącym rzeczywiście przejąć się faktem, że gdyby wychowali sie w innym obszarze geograficznym, wierzyliby w coś innego.

        Surion E.’s last blog post..Remanent 2

  • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

    Surion E. – no i w tym problem i niemożność dogadania się człowieka niewierzącego z człowiekiem religijnym. Przesunięcie w fazie jest tak wielkie, że w zasadzie obaj mówią różnymi językami i żyją w odmiennych światach. Nie ma na to rady.

    • http://surion.wordpress.com/ Surion E.

      Oprócz psychoterapii. :>

      Surion E.’s last blog post..Remanent 2

stat4u