To był długi i ciężki tydzień. Nie działo się w sumie nic strasznego, nie musiałem kopać rowów, ani nie miałem jakiegoś nadzwyczajnego młyna w pracy, jednak – kurde – jakaś ciemna materia nade mną wisiała od poniedziałku. Jakoś tak psychicznie byłem przygaszony i ciągle w podświadomym stresie. Straciłem swój pancerz dobrego samopoczucia, który zawsze mnie jakoś chroni. Nawet nie wiem jak to się stało. Nie lubię łapać takich dołów, które nie mają wyraźnej przyczyny tylko tak mulą człeka gdzieś na granicy uchwytności i ubrania w konkretne słowa i emocje.
Najbardziej mnie chyba gnębi to, że nadal bliżej mi do amatora niż profesjonalisty w tym co robię i za co dostaję worek pieniędzy miesięcznie.1 Wkurzająca jest ta świadomość przepaści jaka mnie jeszcze dzieli od profesjonalnego podejścia do mojego zawodu. Jest to dołujące i zawstydzające uczucie, szczególnie, że ambicje mam spore i takie przyznanie się cholernie mi w dupie cierniem siedzi.
No ale nic to, w końcu weekend! Czas odpocząć i pomimo niedobrych czasem wieści, naładować baterie, bo za kilkadziesiąt godzin nadejdzie kolejny poniedziałek i kolejny tydzień do ogarnięcia ;-)2
Marcin W
01/03/2009 at 17:23
Kurczę, zazdroszczę Ci tego ,że możesz powiedzieć ,że jesteś zadowolony ze swoich wypłat. Też chcę tak powiedzieć kiedy zacznę pracować :D
Marcin W’s last blog post..Przenosiny na nowy serwer
Marcin Radczuk
01/03/2009 at 19:25
Hmmm, wiesz co? ja chyba od zawsze byłem zadowolony ze swoich wypłat :) A jak przestawałem być, to zmieniałem pracę lub dostawałem podwyżkę. Tak jakoś sobie to zaplanowałem, że dostawałem tyle, ile chciałem dostać :-)