Potrzeba krytycznego myślenia w codziennym życiu
[Wpis ten powstawał od kilkunastu dni. Rozrósł mi się niepostrzeżenie do takich rozmiarów, że postanowiłem podzielić go na części. Dzisiaj chciałbym zająć Waszą uwagę rolą krytycyzmu w naszym życiu w sposób trochę ogólny i wybiórczy, a w najbliższym czasie przedstawię moje przemyślenia o konflikcie krytycyzmu i wiary. Możliwe, że później znajdzie się jeszcze kilka zdań o roli krytycznego myślenia w nauce i innych dziedzinach naszego życia, oraz w historii ludzkości. Na razie jednak zapraszam na ogólne przedstawienie tematu jakim jest samodzielne podejmowanie decyzji w życiu.]
„Primus in orbe deos fecit timor – Bogów na świecie najpierw stworzył strach.”
Odkąd odkryłem, że moi rodzice to zwykli ludzie, którzy wcale nie mają patentu na Prawdę nie uznaję autorytetów.[1. Chodzi mi tu głównie o autorytety moralne. Autorytety z różnych dziedzin nauki to trochę inna bajka i inaczej je traktuję. Aczkolwiek nadal nie są to wyrocznie, które zawsze mają rację.] Tak samo się mylą, kłamią z niskich pobudek i generalnie wcale to, co uznają za prawdę – prawdą być nie musi. Był to dla mnie spory szok, który zmienił diametralnie moje spojrzenie na wszystko i pchnął mnie na drogę, na której teraz się znajduję. Przestałem wierzyć w to, że ktoś wie więcej na temat życia niż ktoś inny.[2. Pomijając fakt, że dziecko wie mniej od dorosłego z racji wieku.] Zrozumiałem, że spojrzenie na życie jakie posiadamy, jest w większości mieszanką tak wielu zmiennych, że nie można jednoznacznie stwierdzić iż ktoś ma bardziej rację od kogoś innego. Kiedy już poznałem tę prawdę o życiu, innymi oczyma spojrzałem na nauczycieli, kolegów z klasy i gadające głowy w TV. Nagle zrozumiałem, że intencje tych ludzi wcale nie muszą być takie, jakimi próbują je kreślić. To było cholernie konfundujące. Nagle straciłem oparcie w rodzicach, jako przewodnikach a oparcia tego oczywiście bardzo łaknąłem. Wierzcie lub nie, ale zwróciłem się w stronę religii, która taką pomoc w postaci pasterza dostarczała z miejsca. Na szczęście moja wrodzona zadziorność i potrzeba wyrażania myśli uratowała mnie przed religijnym zatraceniem. Odkryłem też nowe pojęcie:
Krytyczne podejście do świata.
Dzisiaj uważam, że w szkole powinno się kłaść większy nacisk na umiejętność samodzielnego dochodzenia do celu, jakim jest coś tak nieuchwytnego jak prawda. Więcej krytycznego myślenia na pewno by nie zaszkodziło w rozwoju społeczeństwa. Na pewno utrudniłoby rozwój takich społecznych praktyk jak inżynieria socjalna, manipulowanie cudzym postępowaniem za pomocą poczucia winy czy strachu i pomogłoby uniknąć wielu problemów generowanych dzisiaj wprost w ilościach kosmicznych. Krytyczne myślenie pozwoliłoby podejmować więcej racjonalnych decyzji, nawet w tak błahych sprawach jak kupno czy sprzedaż samochodu.
„Krytycyzm może uczynić cię filozofem, ale tylko wiara uczyni cię apostołem. Marie Ebner-Eschenbach”
Krytyczne myślenie to narzędzie, takie jak nóż, które umożliwia odcięcie zepsutego kawałka mięsa od reszty. Krytycyzmu jednak należy się uczyć.[3. Tak jak posługiwania się nożem.] Nie można przecież oczekiwać, że dziecko po ukończeniu szkół zacznie nagle samodzielnie patrzeć na świat. Przecież w tych szkołach było uczone, że nauczyciel ma rację i z podręcznikiem się nie dyskutuje. Podręcznik zawiera prawdy, do których ludzkość doszła przez stulecia swojej pracy umysłowej i które zostały już uznane. Kropka.
Takim postępowanie nie nauczy się nikogo krytycznego podejścia do świata. Do tego dojdzie wiara, która ze swojej natury musi być bezkrytyczna inaczej nie utrzyma się zbyt długo; i już mamy człowieka niezdolnego do rozważenia swoich i cudzych czynów w sposób właściwy. Tak powstaje naiwniactwo.
Krytycyzm nie jest też wrodzony. Krytycyzm można w sobie wyrobić, ale można też się go pozbawić poprzez prosty[4. No, zależy jak na to patrzeć, bo może wcale prostym nie być...] akt woli. Wszystko to kwestia ćwiczenia. Jak z silną wolą. Jeśli chcesz coś osiągnąć w jakiejś dziedzinie musisz po prostu ćwiczyć. Innego wyjścia nie ma.
Jak nauczyć się krytycyzmu?
To dobre pytanie, niestety odpowiedź na nie nie należy do prostych. Czasami mamy szczęście[5. Tak jak ja je miałem za młodu.], a czasami trzeba podjąć świadomy wysiłek, aby zacząć krytyczniej patrzeć na świat. To nie jest ani łatwe ani oczywiste. Czasami wręcz jest niepożądane przez nasze otoczenie lub wręcz przez nas samych. Nie ma prostej recepty. Warto jednak spróbować podjąć wyzwanie.
Z drugiej strony patrząc, ktoś inny może stwierdzić, że padłem ofiarą nieszczęścia i to, co uważam za pozytywny aspekt mojej osoby, można postrzegać bardzo negatywnie. Krytycyzm utrudnia życie. Wszyscy mówią, że musisz w coś wierzyć, a Ty się pytasz dlaczego akurat w to? Robi się nieciekawie, bo każdy jest przekonany o swojej racji, ale mało kto jest w stanie podać sensowne argumenty przemawiające na jego korzyść. Ja sobie jednak cenię ludzi, którzy mówią, że nie mam racji i podają mi mocne i przekonywujące argumenty dla swoich twierdzeń. W ten sposób wiem, że rozmawiam z człowiekiem, który chce wiedzieć więcej i przemyślał sobie to, w co wierzy, że wie.
Krytycyzm – postawa umysłowa i badawcza dociekająca racji wszelkich przekonań (również własnych), gotowa do przyjęcia twierdzeń tylko uzasadnionych i sprawdzonych oraz do zmiany uznanych twierdzeń wobec wystąpienia przeczących im faktów.
Cyba cała nasza ludzka działalność przesiąknięta jest walką dwóch wielkich potrzeb i lęków – potrzeby autonomiczności i strachu przed nieznanym. Religia jest odpowiedzią na jedną z nich. Uwalnia nas od strachu przed nieznanym. Obiecuje nam, że po śmierci będziemy mogli spotkać się z kimś najpotężniejszym, kto da nam Wiekuiste Szczęście. Na tych, którzy zdecydują się podążać tą ścieżką czeka jednak pułapka. Najprawdopodobniej podejmując taką decyzję złapali się na haczyk. Wiara w Boga i przystąpienie do jakiejś religijnej wspólnoty zapewni im pewien komfort psychiczny, uciekną przed strachem o to, co się z nimi stanie po śmierci. Wpadają jednak w inne sidła. Bardzo podobne do tych, przed którymi uciec chcieli. Otóż pojawia się strach przed grzechem. Grzech to fantastyczny wynalazek religii. Pozwala złapać kogoś, kto należy do tej samej wspólnoty co łapiący i wymusić na nim pewne zachowania. Tak więc pozbywając się częściowo strachu przed nieznanym, otrzymując od religii dar oświecenia, zostajemy pozbawienie wolności formowania własnych poglądów. Mało tego, strach przed którym uciekliśmy w szeroko rozłożone ramiona religii pozostaje. Przeniesiony został na inny poziom, ale nadal funkcjonuje. Strach jest bardzo dobrym narzędziem do kierowania człowiekiem. O tym jednak będzie w następnym wpisie na temat krytycyzmu i wiary.
-
http://lunco.wordpress.com Lunar
-
http://lunco.wordpress.com Lunar


