Drugi dzień po – przemyślenia
Dzisiaj miał być drugi trening aikido. Niestety kontuzja palca jakiej się nabawiłem na pierwszym uniemożliwiła mi pójście. Ale co się owlecze to nie uciecze. Muszę przyznać, że dzisiaj miałem straszną chęć na trening pójść i rozruszać to zesztywniałe i zakwaszone cielsko. Od lat mnie tak mięśnie nie bolały i to jest fajne mimo, że wkurzające. Sporo minusów ma to aikido trenowane w sali gimnastycznej, jednak chyba dam mu miesięczną szansę a po miesiącu się zobaczy. Może zrezygnuję, może zostanę a może zmienię dojo. Się przekonam.
Jedno jest pewne. Teraz czeka mnie sporo czytania. Mam zamiar dowiedzieć się wszystkiego co tylko można o aikido. Poznać historię, ideę, plany na przyszłość. Nie chcę chodzić na trening jak na aerobic jakiś, chcę się zaangażować w coś, co ma sens i da mi przyjemność nie tylko cielesną, ale i umysłową oraz duchową.
Tak więc dwa dni po pierwszym treningu podchodzę do tego tematu zupełnie inaczej. Moje ciało czuje, że coś się z nim w poniedziałek działo i zaczyna zadawać pytanie, czy to była jednostkowa akcja i można olać ten wydatek energii czy też mam zamiar je tak katować częściej. Na razie umysł obiecuje katusze przez najbliższy miesiąc. Tak więc, cielsko kochane, organizuj energię skąd tylko możesz bo w poniedziałek znowu dostaniesz w tę swoją chudą dupę.



