Ćwiczenia są dobre dla ducha, dla ciała niekoniecznie…
Pierwszy trening aikido. Zaliczyłem przesunięcie wątroby do pięty, odbite płuca, wybity mały palec prawej stopy (krwiak aż miło patrzeć i puchnie w oczach), ale jestem szczęśliwy jak dziecko :D Taką frajdę ostatni raz miałem kilkanaście lat temu jak trenowałem karate. W każdym razie żyję i jest szansa, że w środę znowu trafię na matę i może w końcu rozgryzę jak się kurde upada, żeby było huk, ale bez przemieszczeń kości i części miękkich ciała.
Chociaż z drugiej strony patrząc to wątpię, że to rozgryzę już na drugim treningu…
Kiedyś będę potrafił tak latać :D A na razie idę w wannę pozbyć się kwasu mlekowego z mięśni. Jakbym się nie odezwał przez kilka dni, znaczy, że nie nauczyłem się jeszcze upadać ;-)
Ale pracuję nad tym.
Żebyście sobie nie myśleli, panie też tam mamy :D I potrafią nieźle wymiatać, zarzucać, podcinać i robią to z prawdziwą gracją, której brak klockowatym facetom. Powiadam Wam, na aikido będzie mi się bardzo przyjemnie chodziło, nawet mimo tych różnych przemieszczeń i przesunięć, spuchnięć i odbarwień co niektórych części mojego ciała :D Już się cieszę na środowe siniaki :)




