Skip to content

22.01.2009 22:19

12

Amerykańska propaganda w serialach telewizyjnych

Kiedyś, dość już dawno temu (tak dawno, że nie mogę znaleźć tego na blogasku), obiecałem przygotować wpis o różnego rodzaju teoriach spiskowych. Na razie okazało się, że „problem” jest zbyt rozległy i zahacza o zbyt wiele dziedzin, dlatego przyjdzie Wam jeszcze na moje przemyślenia w tym temacie poczekać. W międzyczasie jednak, postanowiłem zabawić Was, moją własną teorią spiskową, a w zasadzie to „teoryjką”. Otóż jesteśmy z Gabcią od pewnego czasu szczęśliwymi posiadaczami telewizji kablowej chello. W ramach pakietu mamy między innymi kanał Polsatu i telewizję AXN, na których to leci bardzo dużo seriali amerykańskich. Wracając codziennie z pracy przychodzi nam się zmierzyć z telewizyjnym szantażem, któremu zazwyczaj ulegamy, siedząc aż do zaśnięcia przed migającymi obrazkami (swoją drogą to się MUSI zmienić i nawet już od czasu do czasu udaje nam się usunąć oglądanie TV z wieczornego menu. Szkoda tylko, że tak rzadko). Jednak nie o jałowości oglądania telewizji chciałem dzisiaj tu napisać.

Zagrożenie ze strony terroryzmu zawsze istnieje. Obrona przed terroryzmem jest usprawiedliwiona z definicji i w każdych warunkach.

Otóż wchłaniając całkiem sporo rożnego rodzaju seriali amerykańskich zacząłem zauważać w prawie każdym z nich pewien schemat przedstawiania wydarzeń. Wydaje mi się, że spora część filmów od jakiegoś czasu nasycana jest propagandą proamerykańską i antyterrorystyczną. Możliwe, że w USA tego zbyt wyraźnie nie widać, w końcu oni tam się ostro nakręcają na te klimaty, jednak w Europie to razi. No dobra, w Europie razi to mnie. :) Przeważnie jednak propaganda ta nie wygląda tak, jak to, co znamy i dobrze pamiętamy z telewizji, radia i prasy w Polsce za czasów Komunizmu. Możliwe też, że taką propagandę widać dopiero z pewnej perspektywy? Tutaj tę perspektywę daje odległość jaka dzieli mnie, odbiorcę serialu, od problemów społeczeństwa amerykańskiego, dla którego docelowo serial został nakręcony.

Swoje dywagacje na temat agitacji jaka ma miejsce w amerykańskich serialach telewizyjnych oprzeć chciałem o dwa wybrane tytuły filmowe. Postaram się w skrócie opisać moje wrażenia z oglądania tychże filmów, bez wdawania się w zbędne szczegóły. Każdy może na własną rękę obejrzeć kilka dowolnych odcinków i wyrobić sobie własne zdanie w tej materii.

CSI: Kryminalne zagadki Miami, Nowego Jorku i Las Vegas.

CSI – Kryminalne Biuro Śledcze, tak to chyba będzie po Polsku – to serial w 3 smakach. Oglądamy perypetie oddziału z Miami, Nowego Jorku i Las Vegas. Trzy różne zespoły (w którymś z odcinków spotykają się szefowie z Miami i NY) fachowców ścigających zło na swoim terenie. Ludzie młodzi (przeważnie), piękni, inteligentni, o jasnym i dociekliwym spojrzeniu walczą z przestępcami i nie ustępują im pola ani na krok.

Jak się okazuje wraz z Gabcią wolimy tę samą „odmianę” SCI. Obojgu nam najlepiej ogląda się ekipę z Nowego Jorku. Szczególnie panią o pięknym nazwisku Bonasera :)

Charakterystyczne dla tego serialu jest to, że CSI dysponuje super nowoczesnym sprzętem, który często robi wrażenie wręcz sprzętu z przyszłości. Dzięki nowinkom technologicznym są w stanie znaleźć najprzebieglejszego przestępcę w ciągu kilku godzin. Wielokrotnie w serialu tym jest poruszana tematyka terroryzmu oraz amerykańskich działań wojskowych poza granicami kraju. Dostajemy w twarz patetycznymi stwierdzeniami, że mundur amerykański zasługuje na najwyższy szacunek, że terroryści nie mają najmniejszych szans, ponieważ ludzie tacy jak główni bohaterowie zawsze i wszędzie ich wytropią z narażeniem życia i udaremnią wszelkie ich działania itd. itp.

Policjanci z tych trzech miast USA (prawie)zawsze dopadają przestępcę i zawsze mamy jakieś wyznanie owego przestępcy pod sam koniec filmu. Zwierza się on naszym bohaterom z przyczyn, dla których popełnił daną zbrodnię. Najgorsze jest to, że o ile na początku pierwszego sezonu te wyjaśnienia nie zawsze były sztampowe i oklepane, często wręcz zmuszały do zastanowienia, czy aby na pewno ten człowiek jest winny, o tyle im dłużej trwa serial, tym wszystko staje się coraz bardziej przewidywalne i płytkie. Widzowi często uświadamia się, że nie powinien mieć pretensji do tych służb, gdyż celem ich jest tylko i wyłącznie zapewnienie krajowi bezpieczeństwa. Nawet jeśli czasami zwykły obywatel dostanie po zębach, to nie powinien się źle o tych służbach wyrażać. Praktycznie w 99,9% spraw sprawca wpada w ręce sprawiedliwości. Chyba w 100% spraw nasi dzielni policjanci dochodzą do tego, kto jest winny. Tak więc zawsze w końcu udaje się sprawę rozwiązać. Przypomina to trochę taką próbę oczyszczenia organów ścigania i nadania im nowego, znacznie ładniejszego wyglądu w oczach opinii publicznej.

Jest jeszcze jedna rzecz, do której serial ten przyzwyczaja widza. Chodzi o gromadzenie przez rząd danych osobowych w bazach komputerowych. Często pracownicy CSI korzystają z tychże baz aby uzyskać jakieś dane o osobach podejrzanych. Bólem jest oczywiście to, że aby ktoś w takiej bazie danych się znalazł, to musi wcześniej coś przeskrobać, więc czasami sprawcy tam nie ma. Wygląda to trochę na taką próbę uśmierzenia obaw przed skatalogowaniem wszystkich ludzi i wrzuceniem tych danych do komputera, czego oczywiście wielu obrońców wolności się obawia. Tak jakby chciano pokazać, że takie dane mimo, że ograniczają wolność, przysłużą się dobrym i szczytnym celom i żadne złe siły nie będą miały do nich dostępu. Zupełnie pomijane są kwestie bezpieczeństwa i fakt, że jeśli istnieje jakaś baza danych to zawsze znajdzie się ktoś, kto sprzeda informacje w niej zawarte.

Ja w tym widzę autentycznie próbę przyzwyczajenia obywatela do tego, że każdy znajdzie się w jakiejś bazie danych i zostanie skatalogowany. Wszystko oczywiście w szczytnym celu pochwycenia morderców, pedofilii, gwałcicieli i terrorystów. Cel uświęca środki? Ciekaw jestem Waszej opinii o tych serialach, czy ktoś dostrzegł podobne próby edukacji społeczeństwa, które ja tutaj dostrzegłem? Zdaję sobie sprawę, że nie w każdym odcinku agitacja i edukacja są równie silne. Zdarza się, że bohaterowie zapobiegają terrorystycznemu atakowi, ale szef(owa) umyka ślepym rękom sprawiedliwości. Po to oczywiście, aby w następnych odcinkach znowu powrócić i stanowić zagrożenie dla nic nie podejrzewającego społeczeństwa Amerykańskiego.

Można pokusić się o jeszcze jedno stwierdzenie. Filmy te mają przyzwyczaić społeczeństwo, że zagrożenie zawsze jest, nawet gdy go nie widać, więc wydatki na służby bezpieczeństwa są zawsze uzasadnione. Podobnie ma się sprawa z rozległością uprawnień owych służb. Muszą one mieć jak największe możliwości działania, bo przecież wspólny wróg nie śpi.

Sue Thomas – słyszące oczy F.B.I.

O ile w wyżej przedstawionym serialu, cała ta amerykańska machina propagandowa ukryta jest dość dobrze, o tyle tutaj dostajemy wprost na twarz taką gadkę-szmatkę, że aż uszy więdną. Tytułowa bohaterka, Sue, jest niesłysząca. Jako mała dziewczynka nagle, w wyniku choroby straciła słuch. Matka jej jednak uparła się i dziecko nauczyło się czytać z ruchu warg. Dzięki czemu panna Thomas stała się cennym członkiem zespołu F.B.I. wraz ze swoim psem przewodnikiem. Tak na marginesie to pies ów jest chyba jedynym aktorem w tym filmie, którego naprawdę przyjemnie się ogląda :D Wracając jednak do filmu. Każdy chyba wie, czym F.B.I. się zajmuje. Ścigają przestępców, łapią terrorystów, odbijają zakładników itd. Postać Sue wykreowana została na taką starszą siostrę, opiekunkę wszystkich. Wie co jest dobre a co złe i zawsze ma rację w tej materii. Ale gdzie tu ten makaron, to pranie mózgu, o którym tyle pisałem? – zapytacie. Perfidnie Wam odpowiem zobaczcie sami ze dwa odcinki i oceńcie.

Z Gabrysią zraziliśmy się do tego serialu ze względu na jego infantylność oraz częste pokazywanie jak to źli terroryści ciągle i z nieustępującym zapałem chcą skrzywdzić dobrych amerykanów i jak to dzielni agenci F.B.I., na czele z głuchą Sue, ich przed tym powstrzymują. Ten film przypomina mi niektóre komunistyczne filmy propagandowe gdzie widz od razu wiedział kto jest dobry a kto zły. Tutaj też od razu wiadomo. Dodatkowo, główna bohaterka, prawie zawsze wciśnie do morału Boga. Najbardziej zraziła nas jedna scena, kiedy Sue powiedziała chłopakowi, który w dzieciństwie uległ rozległym poparzeniom w pożarze wywołanym przez obrońców środowiska:

Bóg na pewno ma względem Ciebie jakieś plany.

Trzeba Wam wiedzieć, że chłopak był strasznie poparzony. Stracił ręce powyżej łokci, miał zniekształconą twarz i całe jego życie runęło w gruzach. Jej komentarz był tak nie na miejscu, że wraz z Gabcią popatrzyliśmy po sobie myśląc, że to jakiś głupi dowcip. Niestety, Sue miała w kolejnych odcinkach coraz więcej takich wstawek, a sam serial zaczął dramatycznie smakować jak ideowe trociny posypane piaskiem bezkrytycznej wiary w Siły Wyższe i oczywiście w to, że Bóg błogosławi właśnie Amerykę.

Podsumowując:

Komputery w służbie prawa. Powierzona im informacja nigdy nie znajdzie się w niepowołanych rękach.

Mógłbym opowiedzieć Wam o jeszcze kilku serialach, które według mnie przygotowują amerykańskie społeczeństwo do pewnych zmian jakie zaszły, zachodzą i jeszcze zajdą w tym państwie, wydaje mi się jednak, że te dwa idealnie oddają tę atmosferę, którą promuje się teraz w USA. W CSI mamy propagandę zawoalowaną i ukrytą. Nie nachalną, przez co bardziej niebezpieczną bo trudniejszą do wychwycenia. Można by wręcz powiedzieć, że podprogową. Mówi się tutaj o potędze umysłów śledczych, którzy zawsze dopadną sprawcę zbrodni. Sama natomiast zbrodnia pokazana jest wręcz instruktażowo. Możemy bardzo dokładnie zobaczyć co się dzieje w momencie kiedy rozpędzony samochód uderza w ciało, lub jak pęka kręgosłup bogatemu chłoptasiowi, który chciał udawać anioła. Właśnie ta aptekarska dokładność przyciągnęła nas z Gabcią do tego filmu. Teraz, kiedy oglądamy jakiekolwiek inne filmy o zbrodni i dedektywach, kręcimy nosem, bo często zbrodnia nie jest dostatecznie przekonywająco w nich pokazana. W Sue Thomas natomiast scenarzysta wykłada kawę na ławę i od razu widać o co chodzi. Mamy tutaj agentów F.B.I., którzy z boską pomocą złapią każdego zbira. Do tego jeszcze, zawsze pozostaną moralnie bez skazy i rozwieją wszelkie wątpliwości dotyczące walki dobra ze złem. Nawet kiedy przez pomyłkę obiją ryja jakiemuś bogu ducha winnemu kierowcy, tylko dlatego, że ten miał wana podobnego do wana terrorystów, to i tak zasługują na szacunek i podziękowanie. Kierowca, po fakcie, rozumie że tego wymagała sytuacja i że w wojnie z terroryzmem i on musi ponieść jakąś ofiarę.

Możliwe, że przesadzam, sądzę jednak, że coś w tym, o czym tutaj napisałem, jest i w wielu serialach z za Wielkiej Wody można dostrzec przejawy próby manipulowania opinią społeczną poprzez przyzwyczajanie tejże opinii do pewnych zachowań rządu. Według mnie to całkiem sprytny plan ;-)

  • http://perpetka.wordpress.com Perpetka

    E tam. Doszukujesz się na siłę. To tak jakby ktoś powiedział, że Twój blog jest częścią inspirowanej przez GW i inne środowiska żydo-masońskie wrogiej machiny propagandowej wymierzonej w KK.
    Po prostu prości hamerykańscy scenarzyści przedstawiają świat tak, jak go widzą. Robią serial o gliniarzach, bo jak świat światem, publika kocha seriale o stróżach prawa. A jak robi się serial o stróżach prawa, to i jakichś złych trzeba dodać. A skąd się bierze pomysły na złych? Z ostatniego wydania wiadomości.

    • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

      Wiesz, nie sądzę, że producenci tych filmów byli „prostymi”. Po drugie w tv wcale nie ma ciągle reportaży z terrorystycznych ataków itd. To jest moim zdaniem sztuczne pompowanie tej atmosfery i uczenie społeczeństwa, że zagrożenie jest cały czas i walka z nim wymaga wielu poświęceń. Poświęceń, na które normalnie społeczeństwo by się nie zgodziło. Według mnie to właśnie widać w tych serialach.

  • http://costa.kofeina.net CoSTa

    Ale to hameryka – w hamerykańskiej wersji Indiany komputerowo dorzucali hamerykańskie flagi w ujęciach. W Europie takie coś budzi co najwyżej niesmak nachalnością. Tak samo w Wojnie światów – w Europie poleciało kilka kompletnie innych ujęć pozbawionych nadymanego hamerykańskiego patosu. Z tym że ten kraj tak ma, tak lubi, tak jest przyzwyczajony i taką ma a nie inną mentalność. Nie znaczy to, że gorszą. Po prostu inną. No i warto tez czasem zadać sobie pytanie, czym tak naprawdę był dla hameryki 11 września. W tym kraju jedyną wojną dziejącą się na jego terytorium była wojna domowa mająca miejsce z punktu widzenia przeciętnego hamerykanina gdzieś w czasach potopu. Mocno Bin Laden dał kopa poczuciu bezpieczeństwa hamerykańcom, bardzo mocno też ich upokorzył.

    To się odbija czkawką a technologiczne gadżety czy inne atrybuty mają tylko pokazywać, że w walce z czymś dla hamerykanina niezbyt zrozumiałym szanse są bo przeca mamy technologię, boga i co tam jeszcze za sobą. No i przede wszystkim – to się doskonale sprzeda bo jedzie na lękach i nadziejach jednocześnie. Tu nie trzeba żadnej rządowej inspiracji, to po prostu niewidzialna ręka rynku i wyniki badania nastrojów opinii społecznej. Poczekaj na zmianę tonu (jaki poślizg mają seriale docierające do nas? Rok? Dwa?) a zobaczysz inaczej rozkładające akcenty produkcje.

    Biznes jest biznes.

    • http://waltharius.pl/ Marcin Radczuk

      Wiesz CoSTa masz rację, że to taka mentalność. Zdaję sobie sprawę co oznaczał 11 września dla Ameryki (byłem tam akurat wtedy, ino po drugiej stronie kontynentu). Ja nie mówię, że w tych filmach to rząd jakoś specjalnie mieszał. Uważam, że są ludzie, którzy próbują przyzwyczaić kolejne pokolenia amerykańskich młodych ludzi, że pewne zachowania są w porządku, mimo, że obiektywnie na to patrząc w porządku nie są wcale a wcale. Próbuje się przekonać ludzi, że walka z terroryzmem powinna sie odbywać w taki właśnie sposób. Próbuje się pokazać, że trzeba się pozbywać wolności w imię tej właśnie walki. Bo czym nazwiesz to, że jak oskarżą kogoś o terroryzm to traci wszelkie prawa? Przestaje istnieć i można z nim zrobić co tylko się chce? To jest pozbawienie elementarnej wolności jaką to państwo szczyciło się przed wszystkimi. A te filmy tylko próbują ułagodzić ten stan i pokazać, że to stan normalny. Ja to widzę w ten właśnie sposób.

      • http://costa.kofeina.net CoSTa

        I bardzo dobrze, że widzisz to i zwracasz na to uwagę. Administracja Busha dostała po dupsku także za rozpętanie histerii, wszędobylskie podsłuchy i co tam jeszcze. To się ludziom przestało podobać, nie widzą sensu prowadzonych wojen, niemożności przefrunięcia nad własnym krajem z laptopem bo ktoś to na lotnisku zaliczy do rzeczy groźnych… Hamerykanie są dziwni ale o swoje dbać potrafią a prawa obywatelskie to ich święty graal. hamerykańce rozwiązują problemy na swoje sposoby. Bywa, że diametralnie inne od naszych i zupełnie nam obce. Tak obce, że ostatnio widzę tej kraj jako faszystowski wręcz.

        Z tym że to właśnie ten kraj wybrał sobie czarnego prezydenta i właśnie zmienia ton w swoich relacjach ze światem i wewnętrznych. Kurczę, oni tam mają napawdę konkurencję ideologii i mogą wybierać. Póki będą mogli – wszystko jest imo OK.

        • http://waltharius.pl/ Marcin Radczuk

          CoSTa – dokładnie tak. Póki mogą wybierać nie jest źle. Jestem zdania, że różnorodność i mnogość możliwości to dobry i właściwy stan. Dlatego cieszy mnie wybranie czarnoskórego na prezydenta tego kraju. O czymś to świadczy. Aczkolwiek nadal uważam, że seriale, o których napisałem w tym wpisie mają spełniać „edukacyjne” zadanie. Uspokajać i pokazywać, że takie powolne zabieranie wolności obywatelskiej jest dobre i właściwe. Mnie to razi i mi się nie podoba. Może i węszę spiski… ;-) Ale chyba jeszcze nie przesadzam zbytnio…

  • Lunar

    http://pl.youtube.com/view_play_list?p=FFEC14C7…
    Filmiki Davida Icke dość ciekawie (a czasem wręcz śmiesznie….) opisują owe hamerykańskie zapędy spiskowe…. ale jeśli nie interesuje cię słuchanie o ludzkich hybrydach władających światem, to polecam ZeitGeist (duch czasów), tam jest to skumulowane w 3 zasadnicze części: religia; 11 wrzesien; globalny rzad, kasa i kontrola ludzkosci.

    Co do seriali :] to CSI jest fajne o tyle, że można poznać nowe ciekawe sposoby zabicia innych ludzi O.o trochę jest nachalny ten amerykanski patos….. ale z drugiej strony czy nie chcielibysmy zyc w kraju, w ktorym do flagi podchodzi sie z szacunkiem, a nie traktuje sie jej jak kolorowa szmate? Mi osobiscie tego w Polsce brakuje… tego przywiazania do tradycji, symboli… wiadomo serial to tylko serial, ale i tak nie narzekam (choc i tak tylko NY ogladam, bo reszta jest strasznie denna).
    Co do Sue to serial fajny, szybko staje sie oklepany, ale to nie przeszkadza… w nim wkurzaja 2 rzeczy:
    1. bóg jest wszędzie…… ach jak dobrze ze nietylko mnie to razi ;p
    2. niby super agenci fbi, a nie potrafia sie umowic na randke…. -> mowie o Sue i bodaj Jacku? (ten bialy brunet, taki najmlodszy z wygladu). W co drugim odcinku jest jakis podtekst, ktory oczywiscie zauwazaja, ale ani jedno ani drugie nic nie robi -.- Sue to chyba na matke dziewice terese jest tam kreowana, co swiat obroni, ale z facetem sie nie spotka :/

    • http://waltharius.pl/ Marcin Radczuk

      Dzięki za linka. W wolnej chwili sobie posłucham/pooglądam. O tym ZeitGeist słyszałem, ale też zabrakło czasu na oglądnięcie całości, bo to jednak długaśne jest jak na internetowe standardy :)

      Co do SCI i przywiązania do tradycji… Cóż, faktycznie amerykańce tradycję cenią sobie, ale to dlatego, że ich kultura jest cholernie młoda. Jak miałem okazję pomieszkać w słonecznej Kalifornii to się o tym przekonałem. Najstarszy budynek tam nie miał 150 lat i był „wielkim” muzeum. U nas mamy budynki starsze niż amerykańska „cywilizacja” i ludzie w nich żyją na co dzień. To jest pewnego rodzaju kompleks niższości, którego doświadcza większość inteligencji amerykańskiej. Czy to dobrze czy źle to już inna bajka.

      Co do Sue Thomas – do nas (ja i Gabcia) ten film w ogóle już nie przemawia. Jest żenujący i zawstydzający. Niespójny logicznie co go jeszcze bardziej przekreśla. Jest tak kiepski, że w zasadzie zawsze zmieniamy kanał kiedy się zaczyna :)

  • Agata

    A nie przesadzasz.Producenci ty filmów nie chyba nie tak to wykreowali .Nie oglądam CIA więc nic nie mogę powiedzieć, ale o Sue Thomas to przegiąłeś. Może Sue jest faktycznie przesłodzona a reszta za święta.Są jednak zabawni i przyjemnie się ogląda, jak nie zwracać uwagi na taki niedociągnięcia.To serial oparty na faktach to powód ty błędów. Lubię ich oglądać a wkurza mnie tylko zakończenie bez wyjaśnienia i to że Sue i Jack się nie zeszli A psa lubię nejbardziej

  • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

    Agata – no cóż, jednych Sue Thomas bawi innych mierzi. Mnie mierzi a że jestem widzem wymagający to bardzo mnie drażnią takie, jak to ujęłaś, „niedociągnięcia”. Dla mnie ten film jest po prostu niestrawny. Każdy ma prawo do swoich opinii :)

  • Marlena

    hej mam takie pytanko czy mógłbyś coś napisać o propagandzie użytej w serialu CSi Miami i np jakis konkretny przykład i co ogólnie napisałbyś jeszcze własnie o tym serialu?
    pozdr:)

    • http://waltharius.pl Marcin Radczuk

      Witaj. Nie wiem za bardzo co mogę więcej napisać w tym temacie. Chyba napisałem wszystko co chciałem.

stat4u