Amerykańska propaganda w serialach telewizyjnych
Kiedyś, dość już dawno temu (tak dawno, że nie mogę znaleźć tego na blogasku), obiecałem przygotować wpis o różnego rodzaju teoriach spiskowych. Na razie okazało się, że „problem” jest zbyt rozległy i zahacza o zbyt wiele dziedzin, dlatego przyjdzie Wam jeszcze na moje przemyślenia w tym temacie poczekać. W międzyczasie jednak, postanowiłem zabawić Was, moją własną teorią spiskową, a w zasadzie to „teoryjką”. Otóż jesteśmy z Gabcią od pewnego czasu szczęśliwymi posiadaczami telewizji kablowej chello. W ramach pakietu mamy między innymi kanał Polsatu i telewizję AXN, na których to leci bardzo dużo seriali amerykańskich. Wracając codziennie z pracy przychodzi nam się zmierzyć z telewizyjnym szantażem, któremu zazwyczaj ulegamy, siedząc aż do zaśnięcia przed migającymi obrazkami (swoją drogą to się MUSI zmienić i nawet już od czasu do czasu udaje nam się usunąć oglądanie TV z wieczornego menu. Szkoda tylko, że tak rzadko). Jednak nie o jałowości oglądania telewizji chciałem dzisiaj tu napisać.
Zagrożenie ze strony terroryzmu zawsze istnieje. Obrona przed terroryzmem jest usprawiedliwiona z definicji i w każdych warunkach.
Otóż wchłaniając całkiem sporo rożnego rodzaju seriali amerykańskich zacząłem zauważać w prawie każdym z nich pewien schemat przedstawiania wydarzeń. Wydaje mi się, że spora część filmów od jakiegoś czasu nasycana jest propagandą proamerykańską i antyterrorystyczną. Możliwe, że w USA tego zbyt wyraźnie nie widać, w końcu oni tam się ostro nakręcają na te klimaty, jednak w Europie to razi. No dobra, w Europie razi to mnie. :) Przeważnie jednak propaganda ta nie wygląda tak, jak to, co znamy i dobrze pamiętamy z telewizji, radia i prasy w Polsce za czasów Komunizmu. Możliwe też, że taką propagandę widać dopiero z pewnej perspektywy? Tutaj tę perspektywę daje odległość jaka dzieli mnie, odbiorcę serialu, od problemów społeczeństwa amerykańskiego, dla którego docelowo serial został nakręcony.
Swoje dywagacje na temat agitacji jaka ma miejsce w amerykańskich serialach telewizyjnych oprzeć chciałem o dwa wybrane tytuły filmowe. Postaram się w skrócie opisać moje wrażenia z oglądania tychże filmów, bez wdawania się w zbędne szczegóły. Każdy może na własną rękę obejrzeć kilka dowolnych odcinków i wyrobić sobie własne zdanie w tej materii.
CSI: Kryminalne zagadki Miami, Nowego Jorku i Las Vegas.
CSI – Kryminalne Biuro Śledcze, tak to chyba będzie po Polsku – to serial w 3 smakach. Oglądamy perypetie oddziału z Miami, Nowego Jorku i Las Vegas. Trzy różne zespoły (w którymś z odcinków spotykają się szefowie z Miami i NY) fachowców ścigających zło na swoim terenie. Ludzie młodzi (przeważnie), piękni, inteligentni, o jasnym i dociekliwym spojrzeniu walczą z przestępcami i nie ustępują im pola ani na krok.
Jak się okazuje wraz z Gabcią wolimy tę samą „odmianę” SCI. Obojgu nam najlepiej ogląda się ekipę z Nowego Jorku. Szczególnie panią o pięknym nazwisku Bonasera :)
Charakterystyczne dla tego serialu jest to, że CSI dysponuje super nowoczesnym sprzętem, który często robi wrażenie wręcz sprzętu z przyszłości. Dzięki nowinkom technologicznym są w stanie znaleźć najprzebieglejszego przestępcę w ciągu kilku godzin. Wielokrotnie w serialu tym jest poruszana tematyka terroryzmu oraz amerykańskich działań wojskowych poza granicami kraju. Dostajemy w twarz patetycznymi stwierdzeniami, że mundur amerykański zasługuje na najwyższy szacunek, że terroryści nie mają najmniejszych szans, ponieważ ludzie tacy jak główni bohaterowie zawsze i wszędzie ich wytropią z narażeniem życia i udaremnią wszelkie ich działania itd. itp.
Policjanci z tych trzech miast USA (prawie)zawsze dopadają przestępcę i zawsze mamy jakieś wyznanie owego przestępcy pod sam koniec filmu. Zwierza się on naszym bohaterom z przyczyn, dla których popełnił daną zbrodnię. Najgorsze jest to, że o ile na początku pierwszego sezonu te wyjaśnienia nie zawsze były sztampowe i oklepane, często wręcz zmuszały do zastanowienia, czy aby na pewno ten człowiek jest winny, o tyle im dłużej trwa serial, tym wszystko staje się coraz bardziej przewidywalne i płytkie. Widzowi często uświadamia się, że nie powinien mieć pretensji do tych służb, gdyż celem ich jest tylko i wyłącznie zapewnienie krajowi bezpieczeństwa. Nawet jeśli czasami zwykły obywatel dostanie po zębach, to nie powinien się źle o tych służbach wyrażać.
Praktycznie w 99,9% spraw sprawca wpada w ręce sprawiedliwości. Chyba w 100% spraw nasi dzielni policjanci dochodzą do tego, kto jest winny. Tak więc zawsze w końcu udaje się sprawę rozwiązać. Przypomina to trochę taką próbę oczyszczenia organów ścigania i nadania im nowego, znacznie ładniejszego wyglądu w oczach opinii publicznej.
Jest jeszcze jedna rzecz, do której serial ten przyzwyczaja widza. Chodzi o gromadzenie przez rząd danych osobowych w bazach komputerowych. Często pracownicy CSI korzystają z tychże baz aby uzyskać jakieś dane o osobach podejrzanych. Bólem jest oczywiście to, że aby ktoś w takiej bazie danych się znalazł, to musi wcześniej coś przeskrobać, więc czasami sprawcy tam nie ma. Wygląda to trochę na taką próbę uśmierzenia obaw przed skatalogowaniem wszystkich ludzi i wrzuceniem tych danych do komputera, czego oczywiście wielu obrońców wolności się obawia. Tak jakby chciano pokazać, że takie dane mimo, że ograniczają wolność, przysłużą się dobrym i szczytnym celom i żadne złe siły nie będą miały do nich dostępu. Zupełnie pomijane są kwestie bezpieczeństwa i fakt, że jeśli istnieje jakaś baza danych to zawsze znajdzie się ktoś, kto sprzeda informacje w niej zawarte.
Ja w tym widzę autentycznie próbę przyzwyczajenia obywatela do tego, że każdy znajdzie się w jakiejś bazie danych i zostanie skatalogowany. Wszystko oczywiście w szczytnym celu pochwycenia morderców, pedofilii, gwałcicieli i terrorystów. Cel uświęca środki? Ciekaw jestem Waszej opinii o tych serialach, czy ktoś dostrzegł podobne próby edukacji społeczeństwa, które ja tutaj dostrzegłem? Zdaję sobie sprawę, że nie w każdym odcinku agitacja i edukacja są równie silne. Zdarza się, że bohaterowie zapobiegają terrorystycznemu atakowi, ale szef(owa) umyka ślepym rękom sprawiedliwości. Po to oczywiście, aby w następnych odcinkach znowu powrócić i stanowić zagrożenie dla nic nie podejrzewającego społeczeństwa Amerykańskiego.
Można pokusić się o jeszcze jedno stwierdzenie. Filmy te mają przyzwyczaić społeczeństwo, że zagrożenie zawsze jest, nawet gdy go nie widać, więc wydatki na służby bezpieczeństwa są zawsze uzasadnione. Podobnie ma się sprawa z rozległością uprawnień owych służb. Muszą one mieć jak największe możliwości działania, bo przecież wspólny wróg nie śpi.
Sue Thomas – słyszące oczy F.B.I.
O ile w wyżej przedstawionym serialu, cała ta amerykańska machina propagandowa ukryta jest dość dobrze, o tyle tutaj dostajemy wprost na twarz taką gadkę-szmatkę, że aż uszy więdną. Tytułowa bohaterka, Sue, jest niesłysząca. Jako mała dziewczynka nagle, w wyniku choroby straciła słuch. Matka jej jednak uparła się i dziecko nauczyło się czytać z ruchu warg. Dzięki czemu panna Thomas stała się cennym członkiem zespołu F.B.I. wraz ze swoim psem przewodnikiem. Tak na marginesie to pies ów jest chyba jedynym aktorem w tym filmie, którego naprawdę przyjemnie się ogląda :D Wracając jednak do filmu. Każdy chyba wie, czym F.B.I. się zajmuje. Ścigają przestępców, łapią terrorystów, odbijają zakładników itd. Postać Sue wykreowana została na taką starszą siostrę, opiekunkę wszystkich. Wie co jest dobre a co złe i zawsze ma rację w tej materii. Ale gdzie tu ten makaron, to pranie mózgu, o którym tyle pisałem? – zapytacie. Perfidnie Wam odpowiem zobaczcie sami ze dwa odcinki i oceńcie.
Z Gabrysią zraziliśmy się do tego serialu ze względu na jego infantylność oraz częste pokazywanie jak to źli terroryści ciągle i z nieustępującym zapałem chcą skrzywdzić dobrych amerykanów i jak to dzielni agenci F.B.I., na czele z głuchą Sue, ich przed tym powstrzymują. Ten film przypomina mi niektóre komunistyczne filmy propagandowe gdzie widz od razu wiedział kto jest dobry a kto zły. Tutaj też od razu wiadomo. Dodatkowo, główna bohaterka, prawie zawsze wciśnie do morału Boga. Najbardziej zraziła nas jedna scena, kiedy Sue powiedziała chłopakowi, który w dzieciństwie uległ rozległym poparzeniom w pożarze wywołanym przez obrońców środowiska:
Bóg na pewno ma względem Ciebie jakieś plany.
Trzeba Wam wiedzieć, że chłopak był strasznie poparzony. Stracił ręce powyżej łokci, miał zniekształconą twarz i całe jego życie runęło w gruzach. Jej komentarz był tak nie na miejscu, że wraz z Gabcią popatrzyliśmy po sobie myśląc, że to jakiś głupi dowcip. Niestety, Sue miała w kolejnych odcinkach coraz więcej takich wstawek, a sam serial zaczął dramatycznie smakować jak ideowe trociny posypane piaskiem bezkrytycznej wiary w Siły Wyższe i oczywiście w to, że Bóg błogosławi właśnie Amerykę.
Podsumowując:
Komputery w służbie prawa. Powierzona im informacja nigdy nie znajdzie się w niepowołanych rękach.
Mógłbym opowiedzieć Wam o jeszcze kilku serialach, które według mnie przygotowują amerykańskie społeczeństwo do pewnych zmian jakie zaszły, zachodzą i jeszcze zajdą w tym państwie, wydaje mi się jednak, że te dwa idealnie oddają tę atmosferę, którą promuje się teraz w USA. W CSI mamy propagandę zawoalowaną i ukrytą. Nie nachalną, przez co bardziej niebezpieczną bo trudniejszą do wychwycenia. Można by wręcz powiedzieć, że podprogową. Mówi się tutaj o potędze umysłów śledczych, którzy zawsze dopadną sprawcę zbrodni. Sama natomiast zbrodnia pokazana jest wręcz instruktażowo. Możemy bardzo dokładnie zobaczyć co się dzieje w momencie kiedy rozpędzony samochód uderza w ciało, lub jak pęka kręgosłup bogatemu chłoptasiowi, który chciał udawać anioła. Właśnie ta aptekarska dokładność przyciągnęła nas z Gabcią do tego filmu. Teraz, kiedy oglądamy jakiekolwiek inne filmy o zbrodni i dedektywach, kręcimy nosem, bo często zbrodnia nie jest dostatecznie przekonywająco w nich pokazana. W Sue Thomas natomiast scenarzysta wykłada kawę na ławę i od razu widać o co chodzi. Mamy tutaj agentów F.B.I., którzy z boską pomocą złapią każdego zbira. Do tego jeszcze, zawsze pozostaną moralnie bez skazy i rozwieją wszelkie wątpliwości dotyczące walki dobra ze złem. Nawet kiedy przez pomyłkę obiją ryja jakiemuś bogu ducha winnemu kierowcy, tylko dlatego, że ten miał wana podobnego do wana terrorystów, to i tak zasługują na szacunek i podziękowanie. Kierowca, po fakcie, rozumie że tego wymagała sytuacja i że w wojnie z terroryzmem i on musi ponieść jakąś ofiarę.
Możliwe, że przesadzam, sądzę jednak, że coś w tym, o czym tutaj napisałem, jest i w wielu serialach z za Wielkiej Wody można dostrzec przejawy próby manipulowania opinią społeczną poprzez przyzwyczajanie tejże opinii do pewnych zachowań rządu. Według mnie to całkiem sprytny plan ;-)
-
http://perpetka.wordpress.com Perpetka
-
http://costa.kofeina.net CoSTa
-
http://waltharius.pl/ Marcin Radczuk
-
http://costa.kofeina.net CoSTa
-
http://waltharius.pl/ Marcin Radczuk
-
Lunar
-
http://waltharius.pl/ Marcin Radczuk
-
Agata
-
Marlena





