ZTM ekologiczniejsze? Prawie…
A jak wszyscy dobrze wiemy:
Prawie - stanowi różnicę.
Ciągle słyszę, że powinniśmy w miastach zostawiać auta w garażach a używać ekologiczniejszej komunikacji miejskiej. Fakt to, że na pewno zmniejszyłyby się korki i emisja spalin. Jestem za. Nawet bardzo za. Nie posiadam prawa jazdy i samochodu, jednak staram się w swoim życiu postępować jak najbardziej pro „ekologicznie”, oszczędzać wodę, segregować odpadki (jeśli mam taką możliwość), oszczędzać prąd kiedy tylko mogę itd. To, że jeżdżę tramwajami nie jest może podyktowane ekologicznym podejściem, ale zwyczajnie wygodą. Tak, wygodą. Znacznie szybciej w godzinach szczytu dojechać do pracy tramwajem niż samochodem. I to jest dla mnie fakt, który jak na razie prawie codziennie potwierdza swoją prawdziwość (z drobnymi odstępstwami od tej reguły :) ). Przynajmniej w Warszawie.
ZTM Warszawski często się reklamował jako ekologiczna alternatywa dla samochodu. Zbudowano i buduje się w stolicy kilka dużych parkingów podmiejskich, które mają być bezpłatne dla wszystkich posiadających bilety komunikacji miejskiej. IMHO świetny pomysł. Niestety – szczególnie zimą – widać jak bardzo to wszystko jest nieprzemyślane. Tramwaje mają taki fajny ficzer (już od kilku ładnych lat), który pozwala na ekonomiczniejsze zarządzanie przepływem zimnego powietrza do wnętrza tramwaju. Ten ficzer to po prostu przycisk umożliwiający pasażerom otwieranie drzwi. Doskonała sprawa, tylko:
- Motorniczy bardzo często rezygnuje z tego i sam otwiera wszystkie drzwi na każdym przystanku. Niwelując tym samym sens ogrzewania jakie uruchamia wewnątrz wagonu. Nie wspominając już o marnowaniu energii elektrycznej jaką na to ogrzewanie zużywa…
- Niestety nie wszystkie tramwaje mają ten ficzer zaimplementowany… A przecież modernizacja tramwajów trwa już od wielu, wielu lat.
- Kiepska izolacja cieplna samych wagonów. Przez to, że tramwaje często mają nieszczelne okna i drzwi i przepuszczają do środka zimne powietrze, także niweluje ogrzewanie jakie jest w tramwaju i plusy nie otwierania wszystkich drzwi na każdym przystanku.
Tak więc jak widać cała para poszła w gwizdek. Niby dlaczego mam płacić sporo kasy za jeżdżenie „ekologiczną” komunikacją miejską, skoro zimą jest w tejże komunikacji zimniej niż w psiarni. Niejednokrotnie wręcz wiatr hulający po wagonach sprawia, że przyjemniej jest na przystanku niż w pojeździe…
Wpis powstał pod wpływem podobnego wpisu, który popełnił u siebie Papa CoSTa na podobny temat ino w Poznaniu.


