Pod wpływem ciekawej wymiany argumentów z Perpetką do wpisu Co jest takiego złego w tym całym seksie postanowiłem stworzyć oddzielny wpis o problemie prania mózgu przez różne religie.
Wydaje się, że religia nie mogłaby zaistnieć, gdyby nie pewne umysłowe czystki jakie czyni wśród ludzi. Bulwersujące stwierdzenie, może trochę za ostre, spróbuję jednak zaraz wykazać, że nie jest to „kolejny bezmyślny atak na Wiarę” jakiegoś Antychrysta.
Czy jestem przeciwnikiem religii? Wszyscy, którzy czytają mojego blogaska w miarę regularnie wiedzą, że nie. Uważam, że religia sama w sobie nie jest zła. Jestem przeciwnikiem Kościoła Katolickiego, Islamu i Judaizmu (oraz innych podobnych firm religijnych) jako instytucji, które swoimi działaniami nie raz spowodowały śmierć tysięcy a nawet milionów ludzi. Dlatego też właśnie uważam, że na wszelkiego rodzaju instytucje religijne należy patrzeć bardzo uważnie i analizować każdy ich krok aż do upierdliwości. Zdaję sobie sprawę, że się tak nie dzieje z wielu przyczyn. Dwie najważniejsze to władza i pieniądze. Są to dwa najpotężniejsze koła zamachowe, które napędzają religię i politykę. Obie te formy ludzkiej działalności (religia i polityka) opierają się na władzy i pieniądzach. Nie ma tam za wiele szczytnych działań, owszem, wiele szczytnych ideałów, ale prawdziwie dobrych działań niewiele.
Tak więc istotą wszelkich instytucji religijnych jest manipulacja, która daje władzę i pieniądze. Tak jak wspomniałem we wpisie linkowanym powyżej, największym zagrożeniem dla religii zinstytucjonalizowanej jest samodzielne myślenie jednostek. Wszystkich należy wrzucić do jednego wora, który to wór zawiązać i dawkować bodźce zewnętrzne tak, abyśmy ukształtowali powolną naszej wizji świata szarą masę. Nie od dziś wiadomo, że znacznie łatwiej kierować tłumem niż grupą ludzi samodzielnie oceniających otoczenie.
W komentarzach do wyżej wzmiankowanego wpisu powstało pytanie, czy takie postępowanie ze strony KK jest manipulacją i praniem mózgu czy nie. W końcu można powiedzieć, że przecież ludzie ci mają wolną wolę i sami wybierają drogę, którą kroczą. Po części prawdą to jest, z drugiej jednak strony nie jest to takie oczywiste. Ktoś chowany a w przypadku KK to można by się pokusić o stwierdzenie, że wręcz hodowany na osobę wierzącą, niewielki ma wpływ na swoje myślenie w zakresie świata, postępowania i wiary. Został ukształtowany już od najmłodszych lat w „bojaźni Bożej” i sam tego nawet nie dostrzega. Na tym polega potęga manipulacji i prania mózgu. Takie postępowanie jest dla niego tak samo oczywiste jak dla mnie oczywiste jest, że wcale nie muszę przyjmować bez namysłu kościelnych dogmatów. W jakiej mierze można tu mówić o wolności? O wolnym wyborze jednostki tak zmanipulowanej? Czy faktycznie jest to manipulacja? Na to ostatnie pytanie chcę odpowiedzieć tylko w kontekście linkowanego wpisu i artykułu do którego wpis ów się odnosi.
Według mnie jesteśmy świadkami manipulacji i prania mózgu. Dlaczego nie uznaję, że ludzie o których wspomina ów artykuł w gazecie mieli/mają prawidłowy ogląd sytuacji i świadomie wybrali drogę, którą kroczą? Uważam, że zostali zmanipulowani przez ludzi małych duchowo i zacofanych intelektualnie i nie mogli nic z tym zrobić, ponieważ nie mieli wyboru. Nikt im go nie dał. Zostali zastraszeni karami jakie ich spotkają jeśli się nie podporządkują wskazówkom swoich pasterzy. Czyż to nie jest manipulacja? Jak inaczej to nazwać jak nie praniem mózgu? Ktoś, kto nie jest w stanie wyjrzeć zza swojego horyzontu pojmowania rzeczywistości nie ma wolnej woli. Jest ograniczony umysłowo. W tym wypadku ograniczenie to nie jest uwarunkowane słabością umysłu jako organu wewnętrznego, ale zostało narzucone jednostce przez inne jednostki. Narzucający stwierdzili, że wiedzą lepiej i nie podlega to żadnej dyskusji. Nie przyjmują do wiadomości, że sami mogą być w błędzie i budują swoją nieomylność poprzez kierowanie świadomością innych ludzi. To naganne zachowanie świadczy według mnie wyraźnie o próbie manipulacji innymi w celu pozyskania władzy i pieniędzy, oraz udowodnienia sobie, że się wie lepiej a co za tym idzie „moje jest na wierzchu”.
Wiem, że nie przekonam tych, którzy wierzą, że wiedzą co dla Boga miłe jest. Nie zależy mi na tym. Kolejny raz po prostu prezentuję swój punkt widzenia i czekam, może ktoś pokaże mi lepszą drogę?
