Próbowałem zamienić Ubuntu na Sabayona…
No właśnie tak jakoś po ostatnim update Ubuntu do wersji 8.10 stwierdziłem, że coraz mniej mi to Ubuntu pasuje. Wkurzyło mnie kilka problemów jakie zaistniały. Jestem człowiekiem, który jak postanowi zmienić dystrybucję, to tak zrobi :) Pokręciłem się trochę po sieci za nową dystrybucją i znowu wpadła mi w oko nazwa Sabayon , o którym pisałem ze 2 lata temu. Nie pamiętam jaką miałem wersję wtedy, teraz jednak pobrałem iso dla amd64 w wersji 3.5.1. Wypaliłem i odpaliłem i…
…i niestety lipa.
Menu owszem się odpaliło, ale wystartowanie systemu normalnie się nie powiodło. Dochodziło do wyboru czy chcę akcelerację graficzną dla X czy nie i niezależnie od wyboru ekran pozostawał niebieski już do końca. Czyli do restartu komputera. Zwyczajnie się zawieszał. Zadziałał za to safe mode, który odpalił KDE w oszałamiającej rozdzielczości 800×600 ;-) Na pulpicie był skrót do nvidia-settings gdzie łatwo można było rozdziałkę zwiększyć do takiej jak lubię. Przystąpiłem więc do instalacji systemu na dysku twardym.
Jeszcze kilka słów o samym LiveCD Sabayona. Ładowało się to to strasznie dłuuuugo. Dłużej chyba niż Ubuntu. KDE w wersji 3.5.cośtam nawet śmigało w miarę szybko aczkolwiek po przesiadce z GNOME, którego używam już z 1,5 roku, dziwnie się czułem w tym windowsowym środowisku :) Od razu wyłączyłem to ohydne menu z SUSE. Nie rozumiem jaki jest sens posiadania takiego niewygodnego menu start? Jedyna fajna opcja jaka tam była to pasek wyszukiwania programów.
No dobra, popsioczyłem na LiveCD czas powiedzieć coś o instalacji systemu. Otóż, moi mili, instalacja Sabayona jest dla ludzi cierpliwych i lubiących klikać. Domyślnie zainstaluje nam się cała masa języków z najróżniejszych części świata. Nie ma znaczenia czy podczas bootowania płytki wybierzemy nasz język. Zainstaluje nam się cała masa gier i programów, o których istnieniu w ogóle nie wiedziałem. Najgorzej, że mamy kilka torrentów, p2p, playerów, środowisk wirtualizacji i zarządzania tą że i co tam jeszcze, ale już Opery na przykład nie uświadczysz. Dodatkowo niestety wszystkie te pakiety w dość starych wersjach… Tak więc z dobre 45 minut odklikiwałem te wszystkie zagramaniczne narzecza i niepotrzebne mi programy.
Sabayon oparty jest o Gentoo, więc ma portage. Na szczęście nie kompiluje paczek na naszym komputerze, a instaluje już gotowe, skompilowane programy. Niestety program do zarządzania tymi paczkami jest straaaasznie wolny. Nie da się powiększyć jego okna, posortować programów czy dokonać czegokolwiek więcej poza kliknięciem w zielony kwadracik i wybraniem akcji Remove. IMHO cała para poszła w gwizdek. Aha, można jeszcze wyszukać program, opisać go ku potomności czy sprawdzić flagi z jakimi był kompilowany – ino po co?
Tak więc, po usunięciu zbędnego oprogramowania przyszedł czas na partycjonowanie dysku, zakładanie usera itd. i rozpoczęcie właściwej części instalacji, czyli kopiowania systemu i instalowania oprogramowania na nim. Trwało to prawie 2 godziny z czego najdłużej trwało usuwania oprogramowania zaznaczonego przeze mnie wcześniej do usunięcia.
Kiedy już system odpalił z dysku (raz instalacja się nie powiodła i wywaliło jakiegoś błęda z prośbą o przesłanie tegoż do developera) okazało się, że KDE z Compiz-Fusion nie jest za dobrym pomysłem. Strasznie obciąża procka, powiększenie okna czy zwykłe przeciągnięcie go po pulpicie nie jest płynne i zwyczajnie wygląda jakby sprzęt nie dawał rady… WTF? mój sprzęt nie daje rady?! No Way! To na pewno wina dystrybucji. Po kilku minutach klikania i ustawiania sobie tego KDE Compiz jakby nabrał płynności. Niestety pojawił się kolejny problem – Firefox w wersji stare 3.0.2, a dokładnie jego wygląd. Przywykłem do ładnego wyglądu pod Ubuntu i przypomniałem sobie, że pod Gentoo trzeba się tym było pobawić. Olałem sprawę i wziąłem się za Konquerora. Tutaj już było znacznie lepiej. Firefox oczywiście miał ze 30. różnych języków w kompilowanych chyba w siebie, bo dało się je tylko wyłączyć, usunąć już nie można było.
No dobra. Czas na podsumowanie. Sabayon jako dystrybucja mająca zastąpić Ubuntu nie sprawdził się. Może wersja z GNOME byłaby dla mnie lepsza? Nie wiem i raczej się już nie przekonam. Menadżer pakietów stworzony dla tej dystrybucji ssie. Przykro mi to pisać, bo podziwiam twórcę, który wkłada naprawdę ogromny wysiłek w rozwój tego dystro. Niestety widać, że jest to bardzo praco- oraz czasochłonne i jedna osoba nie jest w stanie sobie z tym poradzić na takim poziomie jak zespół ludzi rozwijających inne dystrybucje.
Możliwe, że jeszcze z raz sięgnę po płytkę z tym systemem, tylko tym razem do instalacji wybiorę Gnoma a nie KDE. Zobaczymy czy wtedy moja opinia ulegnie zmianie…
-
http://surion.wordpress.com Surion E.
-
Lookanio
-
Jujo
-
http://waltharius.pl/ Marcin Radczuk


