Podejście drugie do Ubuntu 8.10 – reinstalacja
Wydawało mi się ostatnio, że upgrade wersji Ubuntu z 8.04 do 8.10 nie będzie złym pomysłem. Niestety pomyliłem się. Upgrade się generalnie udał, jednak komputer zaczął od czasu do czasu łapać dziwne zwiechy i przestało to być takie fajne i użyteczne jak być powinno. Jako że w domu mam zasadę iż domowy komputer ma działać bez zaglądania i grepowania po logach (Emacsem przez Sendmaila), reinstalacja świeżego systemu była kwestią czasu.W Linuksie cenię sobie to, że taka reinstalka w zasadzie nie wiąże się ze stratą ustawień systemowych, wyglądu i tego wszystkiego, co wypieściłem podczas wcześniejszego użytkowania systemu. Oddzielna partycja na /home/ załatwia sprawę. Zawsze na wszelki wypadek robię sobie backup plików konfiguracyjnych z domowego. Tym razem backupu nie zrobiłem a jak się przy instalacji okazało, ostatnia zwiecha systemu namieszała coś w systemie plików i szlak trafił najnowsze ustawienia… Tak też skończyła się moja przygoda z XFS, bo na nim wcześniej zainstalowałem Ubuntu 8.04. Pewnie gdyby mi się chciało zawalczyć o te dane, to coś bym wymyślił, ale naprawdę w domu nie chce mi się takich hocków-klocków wyprawiać.
Przy okazji reinstalacji systemu znowu postanowiłem się bliżej zapoznać z wersją 64bitową systemu. Generalnie moja ocena Ubuntu 8.10 może się zawrzeć w czterech słowach: bez rewelacji, ale ok. Bo faktycznie 8.10 nie miało być odkrywcze i ta obietnica została spełniona. Uruchamia się stosunkowo długo, co w zasadzie nie przeszkadza, bo i tak system hibernuję praktycznie za każdym razem. Plusem jest to, że w końcu znowu zaczęły mi działać przyciski do regulacji głośności na obudowie laptopa. Wcześniej, na 8.04, działały przez jakiś czas, a później, po którejś aktualizacji, straciły swoje umiejętności. Jedyne co potrafiły to odpalić ten dymek, że zwiększają lub zmniejszają głośność, ale faktycznie tego nie robiły. Teraz działają dobrze, zobaczymy która aktualizacje to znowu popsuje?…
Przyznam jednak szczerze, że pierwsze wrażenia z Ubuntu 8.10 skłaniają mnie coraz bardziej ku poszukaniu sobie innego systemu do zastosowań domowych. IMHO Canonical skręca w złą drogę i z wersji na wersję system przestaje być coraz lepszy, a staje się coraz większy, wolniejszy i problematyczny. Coś, gdzieś idzie nie tak. Tak na poważnie zacząłem Ubuntu używać od wersji 7.04, wcześniejsze wersje też były mi znane, ale z kolegami nazywaliśmy je Łubudubuntu, bo prawie zawsze zaliczały jakąś zwiechę lub inne dziwne zachowanie. Z czasem jednak dystrybucja ta naprawdę dojrzała i mogłem już z niej normalnie korzystać w domu. Niestety znowu zaczynają się jakieś dziwne, bliżej nie zidentyfikowane problemy, które skłaniają mnie do zastanowienia się czy aby nie czas na kolejną zmianę…
Ale o tym pewnie w następnym wpisie.



Pingback: Walth's World
Pingback: Walth's World