Szczególnie zmienia proces starzenia
Starzeję się, bo oto ostatnio coraz częściej nachodzi mnie pragnienie zamieszkania na jakimś odludziu. Gdzieś z dala od tej całej cywilizacji. Nie chciałbym się pozbyć wszystkich cywilizacyjnych wygód, ale chciałbym zapanować nad tym strumieniem nowoczesności, która wpada wartki w moje życie i miesza w nim do woli. Gabcia może potwierdzić bo także i w jej życiu jest on obecny. Zaczynam się rozglądać za jakąś możliwością zamknięcia tych drzwi i szansą na regulowanie tego przepływu. Wierzę, że w jakiś sposób może to się udać. Ci, którzy mnie znają zdziwią się, ale tęskni mi się za przyrodą i spokojem łąki czy lasu. Bez warszawskiego zgiełku, bez samochodów, tramwajów i mnóstwa ludzi dookoła. Tak, to napisałem ja – Marcin Radczuk, który nie ma problemów z życiem w dużych miastach i nigdy nie planował wyjazdu na wieś. Ludzie się zmieniają, szczególnie zmienia proces starzenia. Nawet rym mi z tego wyszedł… (znalazłem więc tytuł dla tego wpisu).
Starzeję się, bo oto coraz częściej mam chęć coś zbudować własnymi rękami – z drewna. Coś co ma szanse mnie przetrwać. Zaczynam widzieć nowy sens w zarabianiu pieniędzy. Chciałbym kiedyś kupić nam (mi i Gabci oczywiście :) ) kawałek ziemi i zbudować własny dom. Budować go własnymi rękoma, z drewna właśnie. No dobra, pomagać przy budowaniu. Nie przejmować się inną pracą, jakimiś spotkaniami, terminami itd, tylko od rana do nocy budować, a wieczorem siadać pod tym co już zostało zbudowane i odpoczywać. Rozmawiać z Gabcią i przyjaciółmi. Moja dotychczasowa praca nie da mi takich możliwości. Zawsze będę jej niewolnikiem, jak bardzo bym się nie starał i nie twierdził inaczej, to zostałem zniewolony przez technologię i technikę i nic na to nie poradzę. Jedynie radykalne zmiany tutaj pomogą. Na razie nie jestem gotowy do wprowadzenia ich w życie, ale mam nadzieję, że przed upływem 10 lat będę już kupował działkę i miał zatwierdzony plan domu. Oraz przynajmniej dobre widoki na fundusze na to przedsięwzięcie. Tak więc, moja dotychczasowa praca nie da mi możliwości wyniesienia się w diabły na jakieś odludzie. Będę potrzebował nowego sposobu zarabiania pieniędzy. Nawet już z jeden pomysł mam…
Dziesięć lat to sporo czasu, ale z każdym rokiem życia czas biegnie szybciej. Na początku wszystko liczyłem na dni, później tygodnie a po skończeniu podstawówki i po pójściu do liceum, na miesiące. Na studiach szybko pojawiła się nowa skala czasu – rok. Nawet tego nie zauważyłem, ale z każdym skończonym rokiem życia, czas przyspieszał, coraz mniej spraw mnie zatrzymywało i skłaniało do przemyśleń, a teraz, po prawie 2 latach pracy zawodowej (cóż to znaczy dwa marne lata pracy…), miesiąc goni za miesiącem jak dzień za dniem. Szast! Prast! i już kolejna pora roku… Kolejna choinka… Trochę się boję, że dziesięć lat może okazać się nie wystarczająco dużo. A jednak to przecież tyle samo co zawsze, 10 obrotów Ziemi wokół Słońca. Dla człowieka, zawsze tyle samo. Musi wystarczyć, bo wiele więcej mieć nie będę. Większość zresztą, jak zwykle, zależeć będzie ode mnie i Gabrysi. Na ile wywiążemy się z nałożonego sobie, przez nas samych, zadania. Liczę, że podołamy.
Tak więc starzenie się może mieć swoje plusy. Inaczej spoglądam na życie i spojrzenie to zmieniło się tak nagle, że wprowadziło mnie w wielką konfuzję. Nagle zacząłem patrzeć na wszystko z innej perspektywy i kilka razy już o tym na blogasku pisałem. Czyżby trzydzieści lat na karku było tą pierwszą granicą jaką przyjdzie mi przekroczyć naprawdę świadomie? Ciekawe…



Pingback: Walth's World