Skip to content

07.11.2008 11:26

1

Chrzest a wolność wyboru – o potędze Kościoła

Problem wolności wyboru a sakrament chrztu w Chrześcijaństwie to już dość oklepany temat, jako broń za pomocą, której przeciwnicy tej religii atakują Kościół Katolicki. Jednak nie można od niego uciekać tylko dlatego, że każdy już wszystko słyszał i wszystko wie o tym, jakie to niesprawiedliwe i nie zgodne z ideą Wolnej Woli głoszoną przez KK. Uważam, że nadal należy o tym dużo mówić i pisać, ponieważ to ważne. Poruszałem ten temat tutaj, po tym jak Joseph Ratzinger jako papież Benedykt XVI stwierdził, że nie istnieje już Otchłań, do której trafiają dusze nieochrzczonych dzieci. Nie będę się po raz drugi rozwodził nad tym, jakie to dziwne, śmieszne i naiwne postępowanie, ponieważ tak naprawdę to dobrze, że tak się stało. Zerwano z pewną polityką strachu, jaką Kościół do tej pory uprawiał wobec swoich wiernych. Samo w sobie to duży postęp, ponieważ KK jest skostniały i wszelkie zmiany zachodzą w nim bardzo powoli, co zresztą doskonale pokazał pontyfikat Karola Wojtyły, poprzednika Ratzingera.

Tak więc wracając do głównego tematu tego wpisu, skoro według Kościoła Bóg dał człowiekowi Wolną Wolę, aby ten mógł sam stanowić o sobie, dlaczego Kościół odbiera nam ten przywilej już na samym początku naszego istnienia? Czy przypadkiem Kościół w swym zadufaniu i pogoni za pieniądzem nie zagalopował się troszkę? Rozumiem strach wierzących rodziców, że ich pociecha trafi do owej otchłani jeśli umrze nieochrzczona. Nie zgadzam się z takim myśleniem ale jestem w stanie je zrozumieć. Uważam jednak, że teraz, kiedy już głowa Kościoła powiedziała, że tego strasznego miejsca już nie ma a nieochrzczone duszyczki nie pójdą do „piekła”, nie widzę sensu w pozbawianiu własnego dziecka możliwości świadomego wyboru o przystąpieniu lub nie do danej religii. Zresztą niby w jaki sposób niemowlę może być jakiegoś wyznania? Albo, czy dwunastolatek rozumie w co wierzą jego rodzice? Skąd ma wiedzieć takie rzeczy, skoro jeszcze tak mało życia doświadczył? To ohydny wyścig Kościoła o pieniądze jakie będzie mógł wydoić w przyszłości od tak wyszkolonego wiernego.

Ale pomińmy manipulacje samej instytucji jaką jest Kościół Katolicki. Kim my jesteśmy żeby wybierać religię dla naszych dzieci? Czy faktycznie możemy czuć się aż tak nieomylni jak papież i decydować za kogoś innego w co będzie wierzył w przyszłości? Weźmy moją skromną osobę. Zostałem ochrzczony, przystąpiłem do sakramentu komunii i bierzmowania ładnych paręnaście lat temu. Byłem albo niemowlęciem albo dzieckiem kiedy to się działo. Gdyby ktoś mnie wtedy zapytał ile to dla mnie znaczy i czy rozumiem co się wokoło mojej osoby dzieje, dostał by oczywistą odpowiedź. Będąc dzieckiem odpowiedziałbym, że to jest przecież normalne i wszyscy idą do komunii oraz bierzmowania, więc nie rozumiem w ogóle jak można pytać o zasadność takiego postępowania. Odpowiedziałbym także, że w najmniejszym stopniu nie rozumiem, ale rodzice i rodzina się cieszą, ja dostanę zegarek i rower na komunię, więc dla mnie to jest rodzaj choinki i cieszą mnie prezenty a nie sam sakrament. Dzisiaj te sakramenty nic dla mnie nie znaczą. Zaśmiecają mi tylko życiorys. Rozumiem iż rodzicie nie widzieli innej możliwości, ponieważ wszyscy wtedy tak robili i nie można było postąpić inaczej. Sami nie będąc zbytnio wierzącymi robili to, co nakazywał obyczaj i presja społeczna. Dzisiaj jednak już nie ma aż takiego przymusu społecznego. Skoro całe klasy w szkole wyłamują się z chodzenia na lekcje religii, niewielkie wrażenie robi dziś na społeczeństwie jakieś nieochrzczone dziecko.

Potęga Kościoła polega jednak na tym, że ludzie, którzy zazwyczaj myślą w miarę racjonalnie, w sprawach wiary głupieją i dają się świetnie zmanipulować. A Kościół walczy od samego początku o kasę, którą będzie miał z przyszłych sakramentów jakie będzie musiał udzielić swojej owieczce. Te stopnie wtajemniczenia przecież kosztują i trzeba ten koszt czymś usprawiedliwić. Tyle w tym wolnej woli co brudu za paznokciem w wypielęgnowanych papieskich paznokciach. Mierzi mnie to strasznie i za każdym razem uświadamia potęgę tej manipulacji, kiedy nawet osoby niewierzące i deklarujące to wszem i wobec, pod naciskiem rodziny chrzczą swoje nowo narodzone pociechy, później wysyłają je na komunię i bierzmowanie i dalej to już leci.

Czuje się już powiew świeżości w tej materii tak na całym świecie jak i w naszym kraju. Coraz częsciej podejmuje się dyskusję na ten temat, co pozwala wykazać jak wielu ludzi wolałoby obejść się w swoim życiu bez religii, czy po prostu Kościoła Katolickiego, jako częstego członka świąt rodzinnych i uroczystości. To dobrze i wierzę, że za jakiś czas Kościół, po tych swoich setkach lat istnienia, wyewoluuje w coś, co będzie do zaakceptowania tak pod względem etycznym jak i moralnym, politycznym i czysto życiowym. Oby to się stało jeszcze za mojego życia :).

  • IT

    wolność wyboru, nie moopol

stat4u