Często zdarza nam się mylić duchowość z religią. Łączymy nasze duchowe przeżycia z konkretną wiarą lub religią, nie zdając sobie sprawy z tego, że te dwa aspekty naszej rzeczywistości nie zawsze ze sobą współgrają. Religia katolicka przyzwyczaiła nas, że nasze życie duchowe jest nierozerwalnie z nią związane. Podobnie jak moralność, którą Kościół próbuje sobie przywłaszczyć, a to wszystko wcale nie jest takie oczywiste. Życie duchowe to często nasze osobiste przeżycia związane z duchowością, nasze własne poszukiwanie Boga, wiary, głębszego sensu życia. Wcale nie musi się ono obracać wokół jakiejś wybranej religii czy jej dogmatów. Można mieć bardzo bogate życie duchowe nie będąc katolikiem, a także, na zasadzie analogii, można tegoż duchowego życia nie mieć wcale, deklarując się jednak zagorzałym wyznawcą jakiejś religii.
Nasza duchowość może się rozwijać pod wpływem jakiegoś religijnego „przewodnika”, ale wcale nie jest powiedziane, że bez takiego „przewodnika” będziemy pozbawieni jakichkolwiek głębszych duchowych doznań. Zbrodnią KK jest wmówienie ludziom, że tylko religia zapewnia jakieś głębsze moralne i duchowe przeżycia. To oczywiste kłamstwo ostało się w naszej kulturze ze względu na strach, jakim katolicyzm się posługuje wobec swoich wiernych. Strach to potężna broń. Ortodoksi, którzy na początku istnienia chrześcijaństwa, zdobyli władzę polityczną w Cesarstwie Rzymskim uważali, że nie można wierzyć w Boga bez bania się Go. W ten sposób strach ciągnął się przez te wszystkie wieki za wiernymi chrześcijanami, którzy bali się swojego Boga, a zarazem próbowali wmawiać sobie i innym, że ów straszny Bóg jest Miłością. Dzięki takim zabiegom dzisiaj, wielu ludzi uważa, że Boga należy się bać i że bez KK nie da się rozwijać duchowo.
Zastanawiałem się ostatnio, czy moja duchowość musi mieć oparcie w jakiejś religii? Czy, gdy powiem, że nie ma religii, która by mi odpowiadała, pozbywam się tym samym życia duchowego? Przyznam szczerze, że jakoś nie przemawia do mnie stwierdzenie, jakoby tylko w chrześcijaństwie można było odnaleźć najważniejsze wartości duchowe i moralne. Szczególnie, że wielkim religiom daleko jest do ideału moralnego o jakim tak często mówią. Nie wydaje mi się przekonującym argument, jakoby KK posiadał jakąś prawdę objawioną, która nie może być mi dostępna inaczej, jak poprzez KK właśnie. Życie duchowe, według mnie nie polega na przyjmowaniu cudzych dogmatów ze strachu czy lenistwa. To dość destrukcyjne postępowanie, które właśnie niszczy duchowość człowieka, zabiera mu wolność samostanowienia i możliwość poszukiwania odpowiedzi na nurtujące go pytania. Im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej jestem przekonany, że *NIKT* nie ma odpowiedzi na te najważniejsze pytania egzystencjalne. *NIKT* nie jest upoważniony przez żadnego Boga do narzucania Jego woli innym ludziom. Po prostu taka myśl, taki pomysł jest mi tak obcy, że nie umiem pojąć jak ktokolwiek w dzisiejszych czasach może pozwolić, aby religia strachu i zniewolenia znalazła wstęp do jego duchowych poszukiwań.

