Trzydziestki cień
Ogarnęła mnie tęsknota za młodością, za czasem będącym moim udziałem kilka lat wstecz.
Dlaczego?
To poważne i zupełnie niezrozumiałe. Przecież teraz nie jestem jeszcze wcale stary, a jednak męczy mnie świadomość zbliżającej się „trzydziestki”. Jaki to ma sens? Gdzie jest tego przyczyna i czy da się to w ogóle zmienić? Wreszcie, co zmieniło się we mnie, że dzisiaj zupełnie inaczej patrzę na siebie i swoje na świat oddziaływanie? Przecież to dopiero wstęp do życia. Dopiero teraz zaczynam mieć prawdziwe możliwości na dokonanie czegoś, co ma jakąś wartość. Zbliżam się do okresu, w którym najwięcej będę mógł zdziałać i największy będę miał wpływ na swoje życie. Przynajmniej teoretycznie. Coś mnie jednak gnębi i nie pozwala mi na „złapanie” prawdziwego obrazu rzeczywistości.
Czy to w ogóle możliwe, aby taki obraz otrzymać? Raczej nie. Rzeczywistość się nam wymykała i będzie wymykać. Tyle pytań, tyle troski i zmartwienia. Pamiętam, jak całe lata temu moja Mama powiedziała, że będę jeszcze tęsknił za przedszkolem. Była to jej reprymenda ponieważ narzekałem, że przedszkole jest głupie. Obiecałem wtedy solennie, że nigdy nie będę za „głupim” przedszkolem tęsknił i dotrzymałem obietnicy. Nigdy nie tęskniłem. Tak samo jak nie znosiłem „głupiego” przedszkola, nie mogłem ścierpieć szkoły podstawowej, liceum i studiów. Jak się wpasować w czas, który do mnie nigdy nie należał? Nie umiałem. Żyłem, starałem się coś zrobić, ale zawsze gdzieś w głowie miałem poczucie klęski, poczucie niemożności osiągnięcia czegoś naprawdę wielkiego, dlatego nawet nie spróbowałem. Nawet nie tak, te słowa z poprzedniego zdania nie oddają w pełni tego co czułem. Tego jak czułem. Stan ten był jak oddychanie, tak normalny i oczywisty, że niedostrzegalny. Dopiero gdy powoli zaczyna go braknąć dostrzegam jego wpływ na moje postrzeganie świata.
Rodzice. Zawsze gdzieś w mojej głowie byli Rodzice, których nie potrafiłem zadowolić – z czym zresztą byłem doskonale pogodzony. Jednak świadomość ta wielokrotnie decydowała o takim a nie innym zachowaniu.
Kol. Łukasz na swoje Trzydziestolecie, przygotował ciekawy wpis opisujący owe trzydzieści lat. Zdjęcia, historyjki i wszystko to, co było ważne dla niego i czym mógł się z nami podzielić. Podziwiam, bo ja nie umiałbym takiego wpisu przygotować. Za mało mam szacunku do Historii. Dla mnie przeszłość jest czymś z czym raczej się muszę zmierzyć niż obejrzeć przez szybę. Cały czas jest żywa, ta moja historia i nie umiałbym jej zamknąć w coroczne sprawozdaniu. Zazdroszczę Kol. Łukaszowi tej umiejętności, no ale na pocieszenie muszę dodać, że jest on Historykiem, więc wprawa też niejako większa. Mój ojciec był Historykiem, zrozumiałym jest więc chyba, (przynajmniej dla mnie), że historii nie znosiłem przez długie lata…
Ech, widzę, że wpis ten zrobił się takim rozliczeniem z przeszłością. Błędy mojej historii podążają za mną, jednak nie mają już tak wielkiej władzy, jaką mogłyby mieć, gdybym ja sam nie zmieniał się w czasie. Ewoluowałem – czy w dobrą, czy w złą stronę, nie mogę teraz określić, zbyt mało czasu minęło i sądzę, że przed śmiercią nie będę w stanie na to pytanie odpowiedzieć. Jak się uchronić, przed poważniejszymi błędami? Chyba tylko poprzez przyjęcie jakiś zasad, którymi w chwilach trwogi czy niepewności kierować się będę. Pojawia się więc następne pytanie, skąd owe zasady pobrać? Zbudować je samemu od początku – raczej niepodobna. Może więc przyjąć, któreś z już istniejących a powszechnie uznanych? Mało kreatywne. Jedynym sensownym rozwiązaniem jest więc skompilowanie swoich własnych zasad z już istniejących tak, aby dostosować je do swojego świata. Czy umiem tego dokonać? Nie wiem, czas pokaże.



Pingback: Kupię sobie Maca? | Walth’s World