Praca mnie przytkała
Uch! Dawno mnie tu nie było. A wszystko to z powodu pracy. Dopadła mnie i zabrała wszelkie wolne przerwania jakie jeszcze miałem. Nie dobrze i mój organizm dość ostro się już buntuje. Lubię swoją pracę, ale mam jej za dużo. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się ten temat jakoś ogarnąć i za jakiś czas będę mógł żyć jak człowiek.
W każdym razie bloga jeszcze nie zarzuciłem i mam zamiar znowu tu powrócić i za jakiś czas znowu coś napisać cięższego kalibru ;-)
Mam nadzieję, że d tego czasu jeszcze jakiś czytelników starych będę miał.
No cóż, nawet najciekawsza i najfajniejsza praca może wykończyć i przestać być ciekawa i fajna. Mam nadzieję, że szybko to ulegnie poprawie niedługo.
Jak bardzo można być zaślepionym?
Ano baaaardzo. Tytuł profesorski przed nazwiskiem nie oznacza, że głowa jest coś warta. Gorzej nawet, często w naszym kraju jeżeli tytuł prof. ma już blisko pół wieku i głowa zaczyna kiwać się w niekontrolowany sposób na karku, okazuje się, że myśli są już tak zmącone, że mogą produkować coś takiego. Nie wiem co by się działo, gdyby w synagodze jakiś rabin zaczął gadać o Polakach mordujących Żydów? Przecież zaczęli by ginąć ludzie. Mordowano by Żydów na ulicach za takie wystąpienie. Państwowe środki przymusu typu wojsko, policja zrobiły by niezłe czystki.
To jest tak ohydne, że nie jestem w stanie tego ogarnąć… Tak to jest jak religia miesza się z polityką. Nigdy nie będzie normalnie dopóki te stare pryki nie odwalą kity – sorry, ale innego wyjścia nie widzę. Młodzi wydają się być coraz bardzie odporni na te idiotyzmy, ale starszych ewidentnie przerasta dzisiejszy świat. Chcą żyć swoją przeszłością nie rozumiejąc, że czasy się zmieniają i nie chcą tego przyjąć do wiadomości.
Napiszę jeszcze jedno:
Panowie Bogusławie Wolniewiczu i Albinie Małysiaku czas ewidentnie odejść z tego świata. Może zamknijcie się w jakiś katakumbach i tam sobie plećcie piąte przez dziesiąte. Ślińcie się do tych swoich idiotycznych myśli, ale, na Boga! nie wychodźcie do ludzi z tymi waszymi przemyśleniami. Nie róbcie nam, Polakom, wstydu! Bardzo Was proszę, bo ja rozumiem, że wiekiem można wiele wytłumaczyć, jednak wstydu można narobić i w podeszłym wieku.
Królowie nocy
Właśnie wróciliśmy z kina. Byliśmy w C.H. Arkadia. Kolejki do kas kinowych masakryczne. Film był na 19:15, staliśmy prawie 30 minut za biletami, oczywiście kupiliśmy je o 19:30 bo wcześniej się nie dało. Żeby było śmieszniej to problem był z rezerwacjami biletów dokonanymi przez internet i większość kolejki stanowili właśnie ludzie, którzy mieli owe rezerwacje… Lipa. Z tego co usłyszałem, to po prostu jakieś problemy z systemem mieli w kinie. Nie ściągnęli wszystkich rezerwacji. No cóż, myśmy szli „na pałę” i gdyby pani przy kasie nie chciała nam sprzedać biletu na „Królów nocy” teraz bym pisał recenzję „Skarb narodów” ;-)
No, to może teraz coś o filmie.
Mnie się podobał. Fabuła całkiem niezła, bardzo dobra obsada i gra aktorska. Zero komputerowych efektów specjalnych :) To naprawdę dzisiaj robi wrażenie. Nie będę Wam tutaj pisał o czym jest film, bo takie informacje z łatwością znajdziecie wpisując w Google odpowiednie frazy. Nie o to przecież chodzi. Chodzi o to, żeby owa fabuła nie denerwowała, ani nie powodowała, że człowiek żałuje wydanych na nią pieniędzy. Ja nie żałuję.
Film zrobił na mnie wrażenie realnego. Owszem, nie wszystko było w 100% prawdziwe, czy możliwe, jednak drobne niedociągnięcia jestem w stanie poświęcić na ołtarzu zachowania ciągłości akcji. A akcja naprawdę trzymała mnie w napięciu. Długo nie byłem pewien kto przeżyje a kto zginie, kto jest naprawdę zły a kto tylko pionkiem w grze. To miłe przy tych wszystkich nędznych produkcjach jakie się ostatnio przewijają przez ekrany TV czy kin.
Jeszcze raz podkreślę, że nawet jeśli tam były jakieś wypaśne specjalne efekty komputerowe, to ja ich nie zauważyłem i za to szacunek dla twórców. Bardzo dobrze prowadzona kamera, budująca napięcie samym kadrem, świetnie dobrana muzyka, tak dobrze, że w teraz nie jestem pewien czy w jednym z kluczowych momentów była muzyka czy też nie. Mam wrażenie, że jej nie było i dlatego cała ta scena wywarła na mnie aż tak wielkie wrażenie.
Podsumowując, to wyjście do kina na „Królów nocy” było całkiem miłym zakończeniem całkiem udanego weekendu. Polecam ten film, ale ostrzegam, to nie jest lekkie kino. Mną, może nie wstrząsnęło, to za mocne słowo, zostawiło jednak pewien ślad, który lubię w sobie nosić przez jakiś czas po obejrzeniu filmu. To w pewien sposób mówi mi, że film był dobry, nie przeciekł przeze mnie jak „Alien versus Predator 2„.
Tak więc jeśli będziecie mieli okazję to plecam.


