Skip to content

Archive for Styczeń 2008

30
sty

Kapłani i prawda o wierze

Bez zbędnych wstępów przejdę od razu do sedna sprawy.

Dlaczego kapłani są uznawani za autorytety w sprawach wiary? Czy dlatego, że większą część swojego życia poświęcają religii? Wreszcie, czy religia faktycznie jest czymś, co można zgłębić poprzez kapłaństwo? Czyż nie jest tak, że religia powstała z objawień? Owszem, co lepsi na objawienia czekali w samotniach całe lata. Nie kontaktowali się ze społeczeństwem i generalnie unikali ludzi, gdyż tylko tak osiągnięta czystość mogła pomóc w dostąpieniu boskiego objawienia. Oczywiście można by oponować i stwierdzić, że życie w samotności na uboczu ówczesnej cywilizacji łatwo prowadziło do pomieszania zmysłów a tym samym do wiary w dostąpienie objawienia. Zastanawia mnie jednak postawa jaką prezentuje większość społeczeństwa w odniesieniu do kapłanów. Czy należy uznawać tych ludzi faktycznie za takich, którzy wiedzą znacznie więcej na temat wiary, niźli inni ludzie? Na jakiej podstawie należy tak uważać?

Jakoś nie jestem w stanie zrozumieć tego. Dzisiaj nikt nie uwierzy, że ksiądz spotyka się z Bogiem twarzą w twarz, że jest autentycznie wybranym przez swojego Boga. Rozumiem, że kiedyś lud mógł się bać kapłanów, myśląc, że mają oni bezpośredni dostęp do bóstwa i tym sposobem stawali się oni bardziej autentyczni. Dzisiaj nikt nie uwierzy w taki układ. Wszyscy mamy dostęp do podobnej bazy wiedzy, więc nie ma za wiele osób, które wiedziałyby coś drastycznie więcej na temat religii niźli inni ludzie z ich otoczenia. Zresztą jak pokazuje Benedykt XVI religię i jej zasady można kształtować dowolnie i na bieżąco. Wedle życzeń dzisiejszego Papieża (link).

Jakie mam zastrzeżenia do uznania autorytetu księży/kapłanów w sprawie wiary? W zasadzie na pewno przemawia przeze mnie uprzedzenie. To fakt i nie mam zamiaru tego ukrywać. Nie lubię kościoła jako organizacji i nie lubię jej pracowników, jakimi są księża. Jednak sądzę, że nie tylko zwykłe uprzedzenie mną kieruje. Nie widzę powodu, dla którego, ktoś, kto w zasadzie nie zaznaje normalnego życia, żyje w pewnej izolacji i iluzji miałby wiedzieć więcej na temat wiary niż ja, albo jakikolwiek inny człowiek. Zastanawia mnie, że tak łatwo można w cudze ręce oddać decyzje dotyczące naszego życia wewnętrznego. Czepiam się tej ślepej wiary, że jak ksiądz coś powie w odnośnie religii, to to musi być mądrzejsze od tego, co powiedział nasz sąsiad Janek z drugiego piętra na ten sam temat. Nie jestem w stanie tego pojąć jak i większości rzeczy związanych z Kościołem i religią w ogóle tak więc pewnie nikogo nie zdziwił ten wpis. :)

24
sty

12 dniowy tydzień pracy

Przenosiny serwera pocztowego zaowocowały 12 dniowym tygodniem pracy. Natomiast dzień pracy wydłużył się powyżej 11 godzin :) Nie było łatwo. Ciągle coś nie działało jak należy. W końcu jednak można powiedzieć, że serwer jest już w pełni nadający się do użytku a drobne problemy jakie się jeszcze mogą objawić będą na bieżąco usuwane :)

Muszę przyznać, że jestem strasznie zmęczony, ale i zadowolony bo naprawdę dużo się nauczyłem podczas tych przenosin. Lubię tę pracę chociaż w pewnym momencie było tego tak dużo, że miałem ochotę dać sobie z tym spokój.

Generalnie wywalczyłem zatrudnienie sobie do pomocy jakiegoś studenta :) To dobrze, bo pracy w firmie jest dla 3 pełnoetatowych adminów z ogromnym doświadczeniem. Sam jeden naprawdę zaczynam się przytykać, a i doświadczenie moje nie należy do imponujących. Tak więc w końcu będę miał pomoc.

Co do blogaska mojego niedługo pojawi się kilka nowych wpisów, które obmyślam od jakiegoś czasu. Zastanawiam się też nad kolejnymi wpisami z dziedziny informatycznej, nie wiem jednak czy takowe się pojawią. Jakoś nie czuję się na tyle kompetentny, żeby pisać poważniejsze dygresje z zakresu komputerów, więc chyba jednak pozostanę przy moich filozoficzno-religijnych rozmyślaniach. Okraszanych czasami jakimiś krótkimi dywagacjami politycznymi.

Pytanie tylko kiedy ja znajdę na to wszystko czas?

19
sty

Wyjątki od reguły napędzają świat

Miałem już o tym napisać czas jakiś temu, jednak ciągle mam owego czasu za mało.

Otóż chodzi mi o pewną właściwość naszego świata, a mianowicie uczucie, że składa się z pewnych reguł, które go napędzają. Wydaje nam się, że wiemy mniej więcej i dość przewidywalnie co i jak się dzieje wokół nas, że wszystko jest jakoś tam poukładane i liczy się ilość, która to ilość jeśli jest wystarczająco duża, kieruje pewnymi procesami, które zachodzą na świecie. Jakimże wielkim zdziwieniem kwitujemy, kiedy to właśnie mniejszość ustawia wszelkie parametry świata. Zazwyczaj stwierdzamy, że poznaliśmy kolejny wyjątek od reguły i marginalizujemy jego doniosłe znaczenie, nadal twierdząc, że jedna jaskółka wiosny nie czyni. Ciągle uważamy, że skoro „większość” rządzi, to większość ma rację i tylko większość może zmienić cokolwiek. Nie dostrzegamy braku logiki w takim myśleniu. Większość nie może nic zmienić, gdyż nie leży to w jej naturze. Większość może tylko trwać w raz ustalonych ramach, jest skostniała i bezbronna na wszelkie ataki, gdyż brak jej koniecznej elastyczności adaptacyjnej. Zazwyczaj wielkie idee, angażujące miliony ludzi, padały pod ciosami jednostek. To były te wyjątki, które ciągle potwierdza historia.

Nie ukrywam, że ma to być pewnego rodzaju riposta na komentarze pod moim wpisem o miłości homoseksualistów, gdzie jeden z komentujących uznał, że skoro większość mówi nie dla adopcji dzieci przez pary homoseksualne, to tak musi być, bo przecież mamy demokrację.

Nie wierzę w prawo większości, dlatego, że większość jest bardzo łatwa do sterowania przez mniejszości różnego rodzaju. Według mnie siłę mają jednostki, co zresztą widać i u nas doskonale, jak jednostki manipulują masami. Dlatego nadal będę z uporem twierdził, że trzeba liczyć się z tym, iż to co teraz uchodzi za kanony moralności czy etycznego zachowania, za jakiś czas ulegnie zmianie. Zastanawia mnie jak to jest, że ludziom wydaje się, że posiedli wiedzę na temat tego co dobre a co złe, na zasadzie swoich głębokich odczuć moralnych. Sam jakiś czas temu na podstawie własnych uprzedzeń, które uznawałem za oczywiste, odmawiałem homoseksualnym parom prawa do adopcji dziecka. Przecież oni nie mogą adoptować, bo natura nie dała im możliwości spłodzić własnego potomka. To głupie myślenie i teraz to widzę, jakże nielogiczne ono jest i impertynenckie. Tym sposobem odmawia się prawa do adoptowania innym rodzinom, niż tym, które już potomków własnych się dochowały. Przecież skoro natura nie dała im możliwości rozmnożenia się, to znaczy, że nie powinni adoptować. Prawda?

Skąd się bierze ta pewność, że większość wie lepiej? Dlaczego, mimo tak wielu dowodów, że to jednostki popychają świat do przodu, ciągle ufamy w siłę większości? Czyżby jakiś zakodowany w nas mechanizm? Kolejny „problem” do przemyślenia :)

stat4u