Blogowanie i bloga pisanie
Chciałbym umieć zrezygnować z tego. Chciałbym umieć zapomnieć o blogasku i więcej już nie szukać ciekawych – według mnie – tematów do poruszenia tutaj. Chciałbym potrafić powiedzieć, że to jest fałsz i tylko drobna i dysfunkcyjna namiastka „prawdziwych” kontaktów z żywymi ludźmi. Chciałbym, ale nie mogę z czystym sumieniem tak stwierdzić. Bo to według mnie nieprawda. Blogowanie nie zastąpi prawdziwej rozmowy z innym człowiekiem. To jasne. Jednak blogowanie daje nowe możliwości. Pozwala na stworzenie azylu, który swoim bezpieczeństwem zachęci nas do stworzenia czegoś delikatnego, bo bardzo osobistego. Azyl ten ochroni nas przed co ostrzejszymi atakami, pozwoli złapać dystans do samych siebie i da nam możliwość obrony w taki sposób jaki sami wybierzemy. Nie musimy od razu znajdować ciętej riposty na zarzuty, ba! nie musimy wcale odpowiadać. W ramach tego azylu możemy naprawdę wiele. Warto mieć takie miejsce, gdzie możemy napisać/powiedzieć co myślimy i być pewnym, że tak samo jak znajdziemy opozycjonistów tak też i przypałętają się ludzie podobni nam. To ważne.
Czy czymś takim blog może naprawdę być?
Nie wiem.
Wiem za to, że dla mnie jest.
Czy to jest tchórzostwo, że dopiero tutaj informuję świat o tym co naprawdę czuję i myślę?
Nie wiem.
Wiem, że to nie jest jedyne miejsce, w którym mówię co czuję. Wiem też, że tutaj mogę to zrobić stosunkowo bezpiecznie nie narażając nikogo na przykrość ani nie wywołując jakiś wielkich i bolesnych kłótni. Jest więcej czasu do namysłu.
Forma pisana ma też to do siebie, że można wielokrotnie formułować myśli w zdania. Następnie zdania te cyzelować najlepiej jak się da, po to aby w efekcie końcowym osiągnąć przejrzystość i jasność potrzebną do tego, aby czytelnik/rozmówca zrozumiał nasze stanowisko. Najbardziej jednak, z mojego punktu widzenia, pisanie przydaje się do ułożenia tego, co ważne w głowie. Pochwycenia myśli, które ciągle próbują się wymknąć. W „normalnej” rozmowie często to jest skomplikowane albo wręcz niemożliwe, łatwiej dać się ponieść emocjom i w efekcie zamierzony efekt przepada. Oczywiście nie oznacza to, że należałoby zaniechać rozmów. Po prostu blog daje nowe pole do eksperymentowania i nie umiałbym już tego zaniechać. Przynajmniej w tym momencie mojego życia nie umiałbym zrezygnować z tego mojego „blogopisania”.


