Katolicka konstrukcja psychiczna
Przeczytałem „Amerykańskich bogów” Neila Gaimana i jestem pod silnym wrażeniem tej książki. Szkoda, że autorowi zabrakło jaj do wspomnienia o dzisiejszych „prawdziwych” religiach. Że skupił się tylko na dawnych, mitycznych lub w zasadzie nie istniejących już wierzeniach oraz wymyślonych przez niego kilku(nastu) nowych. Mimo wszystko jednak książka warta uwagi i polecenia. Kto nie czytał a lubi sobie przeczytać coś, co zmusza do samodzielnego myślenia, powinien sięgnąć po tę pozycję. Jednak ja dzisiaj nie o tej książce chciałem. Gaiman sprawił, że mocniej zastanowiłem się dlaczego tak silnie, wręcz organicznie odrzucam wiarę katolicką, chrześcijaństwo i Partię Kościelną. Nie chodzi już nawet o to, co dzieje się w Polsce, o religię na maturze, 30 mln. na świątynie katolicką (przepraszam – Centrum Muzealne), homofobie, nacjonalizm i balet. Moja niechęć do chrześcijaństwa i katolicyzmu nie jest spowodowana tylko milionami trupów jakie pozostawiła po sobie ta formacja religijna. Nie tylko cierpienie milionów istnień wywołane przez ograniczone umysły należące do tejże zbrodniczej organizacji mnie odrzuca. Tak naprawdę, podstawowym powodem jest fałsz i zakłamanie.
Wierni w kościele poddają się obrządkom tej religii w 99,9% nie z powodu prawdziwej wiary ale dlatego, że
- tak wypada;
- co powiedzą:
- sąsiedzi,
- rodzina,
- otoczenie,
- społeczeństwo;
- taka jest tradycja;
- są zbyt:
- leniwi,
- bezmyślni,
- głupi;
- kupili sobie:
- nowy samochód,
- kapelusz,
- inny ciuch…
Nie znają obrządków swojej religii, nie chcą ich znać. I ten brak wiary właśnie, ta pustka emocjonalna, próżnia i kukiełkarstwo mnie tak odrzuca. Kapłani znowuż skupieni są przede wszystkim na władzy i pieniądzach. Praktycznie od początku istnienia chrześcijaństwa tak właśnie było. Przejmowano obrzędy pogan, których to za pomocą miecza i ognia nawracano lub mordowano, a to, co wcześniej było pogańskie stawało się chrześcijańskie, katolicki i pełne „miłosierdzia” – tutaj znajdziecie więcej o tym procederze.
Wrażenie pustki i nieobecności jakiejś Wyższej Istoty w Kościele Katolickim jest dla mnie tak wielkie i wszechogarniające, że nie rozumiem, naprawdę nie umiem tego pojąć, jak można widzieć w tej instytucji i jej religii coś więcej niźli tylko blichtr i przepych skarbów i bogactw, często brudnych krwią ich poprzednich właścicieli?
Odczuwam silną potrzebę wiary i religia katolicka ani chyba żadna z tych najpopularniejszych religii świata nie jest w stanie tej potrzeby prawdziwie zaspokoić. Nie umiem powiedzieć, że „nie wierzę w Kościół tylko w Boga/Chrystusa/Jezusa wathever” i przymknąć oko na to, co za tym tak naprawdę stoi. Pójść na łatwiznę. Dla tegoż tyle razy już napisałem o tym na moim blogasku ;-)
Nie mam nic do ateistów, chociaż żaden z ich koronnych argumentów przeciw wierze do mnie nie trafia. Potrzebuję wiary, ale nie znaczy to wcale, że jestem skłonny przyjąć każdą wiarę, jaka się pojawi na horyzoncie…
-
Hatamoto
-
http://lunco.wordpress.com Lunar
-
http://waltharius.pl waltharius
-
Eliasz
-
http://waltharius.pl waltharius
-
Eliasz
-
http://waltharius.pl waltharius
-
Eliasz


