Skip to content

Archive for Grudzień 2007

31
gru

Przemijanie noworoczne

Kiedy jesteśmy dziećmi wszystko wydaje się takie…
Hmmm no właśnie jakie? Teraz jak wspominam dawne czasy, szczególnie jak jakieś wspomnienia wychynął na wierzch pod wpływem jakiejś sytuacji, nagromadzenie uczuć z dawnych lat sprawia, że czuję się dość obco we własnej skórze. Dociera do mnie moja śmiertelność. Kiedyś tego nie rozumiałem, teraz rozumiem co miał na myśli człowiek, mówiący że młodzi muszą czuć się nieśmiertelnymi inaczej nigdy nie wyszlibyśmy z jaskiń.

Wspomnienia, ale te wywołane najczęściej, smakiem, zapachem lub dźwiękiem z dawnych lat, sprawiają, że czuję się już dorosły. Może nawet stary…
Chciałbym umieć opisać te uczucia, jednak to chyba niemożliwe. Każdy pewnie zresztą przeżywa je na swój własny sposób.
Czasami rozmawiamy z Gabą o dzieciństwie i Gaba stwierdza, że nie chciałaby mieć takiego dzieciństwa jak jej młodsze rodzeństwo. Oni tylko przed komputerem spędzają czas. Gaba ganiała po drzewach, na dyskoteki itd. i uważa, że jej młodszy brat czy siostra młodsza mają gorsze dzieciństwo czy lata młodzieńcze. Coś w tym jest. Pewnie nie raz się łapałem na tym, że dzisiaj dzieci czy młodzież, tak do 17 -19 roku życia, ma zupełnie inaczej niż ja miałem, i że nie chciałbym tak swojego dzieciństwa przeżywać jak to jest teraz w modzie. Z drugiej strony, jak pomyślę sobie o dzieciństwie moich rodziców czy dziadków to z nimi też bym się nie zamienił. Założę się też, że ta dzisiejsza młodzież również nie zamieniłaby się ze mną na dzieciństwa i czas/warunki w jakich przyszło im dorastać. To chyba norma. Oczywiście mam tutaj na myśli normalne dzieciństwo, bez zboczeń czy spaczeń, które cieniem kładą się na całe życie.

Tak więc przemijamy i chyba czas się z tym pogodzić. Czas płynie, przychodzą po nas młodsi, którzy czują się panami życia i świata i… wkurzają mnie ;-) No cóż. Życie :) Nie mam zamiaru płakać z tego powodu, bo okres cielęcego buntu mam już za sobą i teraz pewne sprawy dostrzegam w zupełnie innym świetle, które to światło ma jak na razie za krótką długość fali dla oczu tych „młodych”. Teraz dopiero dostrzegam ile jeszcze przede mną, może dlatego tak cenne stało się życie? Tak cenny staje się każdy dzień, tydzień, miesiąc i rok. W związku z powyższym chciałem wszystkim moim Szanownym Czytelnikom blogaska złożyć Najserdeczniejsze Noworoczne Życzenia.

Kończy się kolejny wyimaginowany rok :) Mam nadzieję, że w ciągu tych ostatnich minionych 365 dni bawiliście się równie dobrze jak ja, że mieliście równie dużo fantastycznych pomysłów i tak samo często się śmialiście. Życzę Wam abyście w ciągu kolejnych 365 dni, których nadejście tak hucznie obchodzić będziemy z kilka godzin, przeżyli mnóstwo wspaniałych chwil. Abyśmy mogli się za rok znowu wirtualnie spotkać i złożyć sobie wzajemnie wyrazy uznania za przeżycia kolejnego roku. Abyśmy zgromadzili kolejne worki doświadczenia, które będzie nam pomagało w przejściu przez następne lata upływającego nieubłaganie życia. Bawmy się, tak jak każdy lubi najbardziej! :-) Trzymam za nas kciuki w tym nadchodzącym roku.

Do zobaczenia w Nowym, 2008 ROKU!
Szacuneczek!

28
gru

Windows Vista Bussines – moja cholernie subiektywna recenzja

Będzie już z miesiąc, jak w pracy dostałem laptopa. Zakupiono mi IBM/Lenovo 3000 N200 typ 0769-B3G. O lapku tym napisze więcej niedługo, na razie skupię się na systemie operacyjnym firmy Microsoft, który na nim zainstalowałem. Otóż jako miłośnik Linuksa musiałem pozbyć się wersji Visty fabrycznie zainstalowanej. Z 3. powodów:

  1. Beznadziejny podział na partycje, uniemożliwiający zainstalowanie innego systemu operacyjnego. Brak płytki instalacyjnej (co przy Viście i laptopach staje się nagminne) raczej nie zachęcał…
  2. Bardzo wolne działanie tego „natywnego” systemu, pomimo 1GiB RAMu.
  3. Zmniejszenie przestrzeni dyskowej o prawie 5GiB. Zwyczajnie ukryta partycja na której był instalator Visty. Jak dla mnie to zwykłe złodziejstwo, niby czemu mam ciągle łazić z instalką tego systemu operacyjnego na twardym dysku?

Na początku postanowiłem zainstalować Windowsa XP, niestety w firmie mieliśmy tylko 64. bitowe wersje tego systemu i miałem ogromne problemy ze sterownikami, w związku z czym dałem sobie spokój i zainstalowałem Vistę Bussines z firmowego Action Packa. Wszystko śmignęło raz dwa i bez większych problemów. Na stronie Lenovo znalazłem dział ze sterownikami, które po pobraniu na dysk zainstalowałem w nowym systemie. W zasadzie to chyba uruchomiłem wszystko:

  1. Karta graficzna – GeForce 7300 Go,
  2. Czytnik linii papilarnych,
  3. Karta WiFi,
  4. Bluetooth,
  5. Dźwięk itd.

Moje wrażenia z pracy:

Szybkość działania.

Otóż po przejściach z Vistą na moim wcześniejszym notebooku, muszę przyznać, że tutaj hula toto całkiem szparko. Przypuszczam, że te instalatory fabryczne coś nieźle mieszają i śmiecia instalują całe tony co wydajnie spowalnia nawet najlepszy sprzęt. Tak więc jeśli chodzi o szybkość działania to naprawdę nie mam się do czego przyczepić. Jest dobrze. System uruchamia się szybko a czytnik linii papilarnych to fajny bajer ;-)

Komfort pracy.
Tutaj jest już gorzej. Nowy system MS jest bardzo mało przejrzysty. W zasadzie jest maksymalnie zaciemniony. Pewnie można się do tego przyzwyczaić, jednak ja nie umiem zrozumieć dlaczego opcje, które powinny być łatwo dostępne są poukrywane za kilkudziesięcioma kliknięciami? Konfiguracja WiFi po raz pierwszy to droga przez mękę, później jest już łatwiej, jednak początek jest trudny i w zasadzie trzeba zapomnieć o przyzwyczajeniach wyniesionych z poprzednich Windowsów. Intuicja idzie sobie w las na zieloną trawkę odpoczywać. To tak jak z przejściem z Linuksa na Windowsa lub z Windowsa na Linuksa. Tylko dlaczego przejście z Windowsa na Windowsa ma być takie bolesne?

Oprócz tych spraw konfiguracyjnych dochodzi kwestia bezpieczeństwa w pojmowaniu Visty. Ciągłe okienka proszące o potwierdzenie, że naprawdę chcemy kliknąć w ten przycisk i rozpocząć to działanie, które się za owym przyciskiem kryje jest WKURWIAJĄCE! Wiem, że można to wyłączyć. Wyłączyłem, niesmak jednak pozostał. Czy faktycznie chodzi o prawdziwe zabezpieczenie mojego komputera czy też o stworzenie takiego wrażenia? Ja stawiam na to drugie. Przyzwyczaiłem się już do tego, że Pan Małomiękki traktuje swoich klientów jak na w pół rozwiniętych debili i chce ich prowadzić za rączkę, tutaj jednak przeszli sami siebie.
Tak więc komfort pracy z tym Windowsem na początku jest irytująco niski, z czasem jednak poprawia się i wraca do „normy”.

Wygląd.
Jeżeli ktoś mi powie, że Vista jest ładna to mu przytaknę. Należy się zgadzać z ludźmi bez gustu ;-) Vista jest tak brzydka, że już bardziej nie można. Nieelegancka – sprawia wrażenie, systemu nieprofesjonalnego, dla dzieci i młodzieży. Takiej tandetnej zabawki. Biznesmen, moim zdaniem powinien się wstydzić tych cukierków jakie wypadają z ekranu komputera sterowanego tym systemem. Ikonki są nijakie a kolory ohydne. Wiem, to też można zmienić w ustawieniach. Tylko czy to jest właściwe podejście? Ja nie zmieniłem, ale też i ostatnio mało na Vistę zaglądam… W każdym razie wygląd nowego systemu MS jest kiepski. Widać, że ktoś nie miał czasu na projektowanie… albo umiejętności zabrakło.

Menu Start.
Jeśli o mnie chodzi to KATASTROFA tak pod względem wyglądu jak i funkcjonalności. Wszystko takie jakieś wrażenie tymczasowości i niedokończenia sprawia. Gdyby nie wyszukiwarka programów to nie wyobrażam sobie znalezienia rzadziej używanych komponentów. To menu zmusza do trzymania wszystkiego na pasku lub pulpicie. Ble!

Podsumowanie:

Gdybym miał do wyboru Windowsa XP Professional a Windows Vistę (jakąkolwiek edycję) bez wahania wybrałbym XP. Stary system Microsoftu potrzebuje jednak na swoje działanie znacznie mniej zasobów komputera niż nowa Vista. Mimo, że praca na Viście nie przysparza po pewnym czasie większych kłopotów wydaje się jednak ciągle mniej przyjemna niż na XPeku. Nadal zdarzają się problemy ze sterownikami do Visty, niektóre gry nie będą nam działały a i pewnie kilka(naście) programów odmówi współpracy. Vistę trzymam w zasadzie tylko dla gier. Do zastosowań „profesjonalnych” mam Linuksa ;-)

Moim skromnym zdaniem Vista nie wnosi niczego supernowoczesnego do świata systemów operacyjnych. Możliwe, że do świata Windowsów tak, jednak jak pokazują badania w działach IT wielu firm, mało który decyduje się na przejście z Windowsów 200x na Vistę. Mała sprzedaż wersji OEM i BOX też o czymś świadczy. Zmuszanie użytkowników do zakupu Visty wraz z nowymi notebookami takoż mówią nam chyba wiele o popularności tego systemu. Owszem, system będzie pojawiał się na coraz większej liczbie komputerów, przy takiej polityce firmy jaką widzimy to nieuniknione, jednak nie jest na tyle przełomowy, żeby wyprzeć XP tak jak tenże wyparł Windowsa 98 i 98SE.

Jest bo musi być z racji braku Windows XP Pro 32 bity. I to by było wsio w tym temacie z mojej strony.

27
gru

Blogowanie i bloga pisanie

Chciałbym umieć zrezygnować z tego. Chciałbym umieć zapomnieć o blogasku i więcej już nie szukać ciekawych – według mnie – tematów do poruszenia tutaj. Chciałbym potrafić powiedzieć, że to jest fałsz i tylko drobna i dysfunkcyjna namiastka „prawdziwych” kontaktów z żywymi ludźmi. Chciałbym, ale nie mogę z czystym sumieniem tak stwierdzić. Bo to według mnie nieprawda. Blogowanie nie zastąpi prawdziwej rozmowy z innym człowiekiem. To jasne. Jednak blogowanie daje nowe możliwości. Pozwala na stworzenie azylu, który swoim bezpieczeństwem zachęci nas do stworzenia czegoś delikatnego, bo bardzo osobistego. Azyl ten ochroni nas przed co ostrzejszymi atakami, pozwoli złapać dystans do samych siebie i da nam możliwość obrony w taki sposób jaki sami wybierzemy. Nie musimy od razu znajdować ciętej riposty na zarzuty, ba! nie musimy wcale odpowiadać. W ramach tego azylu możemy naprawdę wiele. Warto mieć takie miejsce, gdzie możemy napisać/powiedzieć co myślimy i być pewnym, że tak samo jak znajdziemy opozycjonistów tak też i przypałętają się ludzie podobni nam. To ważne.

Czy czymś takim blog może naprawdę być?
Nie wiem.
Wiem za to, że dla mnie jest.

Czy to jest tchórzostwo, że dopiero tutaj informuję świat o tym co naprawdę czuję i myślę?
Nie wiem.
Wiem, że to nie jest jedyne miejsce, w którym mówię co czuję. Wiem też, że tutaj mogę to zrobić stosunkowo bezpiecznie nie narażając nikogo na przykrość ani nie wywołując jakiś wielkich i bolesnych kłótni. Jest więcej czasu do namysłu.

Forma pisana ma też to do siebie, że można wielokrotnie formułować myśli w zdania. Następnie zdania te cyzelować najlepiej jak się da, po to aby w efekcie końcowym osiągnąć przejrzystość i jasność potrzebną do tego, aby czytelnik/rozmówca zrozumiał nasze stanowisko. Najbardziej jednak, z mojego punktu widzenia, pisanie przydaje się do ułożenia tego, co ważne w głowie. Pochwycenia myśli, które ciągle próbują się wymknąć. W „normalnej” rozmowie często to jest skomplikowane albo wręcz niemożliwe, łatwiej dać się ponieść emocjom i w efekcie zamierzony efekt przepada. Oczywiście nie oznacza to, że należałoby zaniechać rozmów. Po prostu blog daje nowe pole do eksperymentowania i nie umiałbym już tego zaniechać. Przynajmniej w tym momencie mojego życia nie umiałbym zrezygnować z tego mojego „blogopisania”.

stat4u