Samodzielność
Właśnie mija pierwszy miesiąc mojej pracy dla JnJ. Miesiąc szkolenia. Szkolenia, które powinno trwać minimum 1 rok. Nie, nie jestem taki zdolniacha, że ogarnąłem to w miesiąc. Po prostu tylko tyle czasu mi dano. I dzisiaj zostałem już sam, bez mojej mentorki, która do tej pory starała się przekazać mi maksymalnie wiele ze swojej wiedzy i doświadczenia. Cóż, finanse nie są moją mocną stroną więc ta cała nauka(TM) szła mi dość topornie.
Swoją drogą to bardzo ciekawe jak to wszystko mi się potoczyło i jak staje się finansistą (jednym z) JnJ. Jest kilka opcji dalszej mojej kariery:
- Odnajduję się w tej nowej sytuacji i powoli, baaaardzo poooowoli, ogarniam temat i za jakiś czas staję się jednym z niewielu ludzi w Polsce, którzy dają radę w tym temacie. Jakoś tak średnio mnie to kusi, ale kto wie… Pieniądze dobre, tylko pasji brak. Generalnie jest to trochę kuszące. Ale tylko trochę.
- Zmieniam pracę na taką, która da mi satysfakcję, czyli na administrowanie serwerami Linuksowymi. Mniejsze pieniądze, mniejsze możliwości kariery, ale jest pasja i frajda z wykonywania zawodu.
Na razie nic nie przesądzam, gdyż jak znam życie to pojawi się jeszcze jakaś kolejna opcja, której nie przewidziałem i zmieni wszelkie moje plany. Cóż… Życie…
Dziwnie się czuję, jak sobie pomyślę co sobą reprezentuję w kwestii finansów, czyli totalny brak profesjonalizmu i pełna amatorszczyzna… A żeby było śmieszniej to miałem objąć stanowisko Administrator IT. Jak widać jak się chce to (prawie) wszystko można podciągnąć pod tę nazwę.
No dobra, dość narzekania. To pewnie efekt tego, że jutro zamknięcie miesiąca i muszę to zrobić sam. To niby łatwe tylko, że brakuje mi doświadczenia, no i jak się pomylę lub puszczę nie to makro w nie takiej kolejności to może być bardzo źle. Trochę to stresujące, aczkolwiek nikt mi nic nie zrobi jeśli popełnię błąd, w końcu sami widzieli kogo biorą na to stanowisko. Nigdy bym się nie spodziewał, że można zatrudnić informatyka na stanowisko finansisty. Nigdy bym się też nie spodziewał, że można określić pracę finansisty jako administrowanie IT. Ale jak widać na moim przykładzie – można :)
Ja chyba po prostu ściągam swoją osobą ciekawe wydarzenia.
Obyś żył w ciekawych czasach.
A podobno to klątwa? ;-)
Ślicznie zmarnowałem łikendzik
No i minął. Skończył się szybciej niż bym sobie tego życzył, ale to było spodziewane zjawisko. Mnóstwo planów, jakie miałem wzięło oczywiście w łeb :) Tego też się z grubsza spodziewałem. Trochę szkoda, ale co tam… musiałem odpocząć, a dla mnie najlepszą formą odpoczywania jest totalne lenistwo, nic nie robienie i udawanie, że za chwilę wezmę się za coś konstruktywnego. Takie oszukiwanie samego siebie. Dobrze wiem, że nic nie zrobię, bo mi się nie chce i mam ochotę na nicnierobienie, jednak próbuję udawać przed samym sobą, że jak by mi się chciało to bym naprawdę dużo osiągnął… No właśnie, gdybym naprawdę chciał.
Kiedy człowiek nic nie robi konstruktywnego, ani nie jest przymuszony do wykonywania żadnej konkretnej pracy, czas zmienia swój bieg. Płynie jakby gdzieś poza nami, szybko znika i zanim się człowiek obejrzy 5 minut zamienia się w 5 godzin. To jakaś tajemnica Wszechświata a zarazem dowód, że Einstein miał rację i czas wcale nie jest const.
Tak raz na jakiś czas dobrze totalnie odpocząć i zmarnować sobie ze dwa dni. Mi one umknęły na spaniu, graniu i szukaniu jakiś informacji o ciekawych notebookach. Grałem w grę S.T.A.L.K.E.R Shadow of Chernobyl. Bardzo fajna gra – tak swoją drogą.
Czy wypocząłem? Wydaje mi się, że tak. Owszem, nie chciało mi się dzisiaj iść do pracy, ale to żadna nowość. Mam jednak nadzieję, że następny weekend jednak mniej pójdzie na zmarnowanie. Wedle zasady, co za dużo to nie zdrowo.


