Skip to content

Archive for Październik 2007

30
paź

Zostań naszym lekomanem

Czy zastanawialiście się kiedyś nad tym, jak częstotliwość i jakość reklam proszków przeciwbólowych, maści i innych takich specyfików farmaceutycznych wpływa na nasze pojmowanie leczenia i usuwania objawów?

Leczenie – to nie tylko usuwanie objawów. Podczas leczenia staramy się przywrócić nasz stan zdrowia do takiego poziomu, jakim można nazwać normalny stan zdrowia. Leczenie jest gruntowne. Może też po prostu walczyć z ciągłym rozwojem choroby, która jest nieuleczalna, hamować jej postępy. Raz jeszcze powtórzę:

leczenie nie jest usuwaniem objawów.

Usuwanie objawów – to nie jest leczenie. Boli mnie ząb więc biorę tabletkę przeciwbólową, jednak nie oznacza to wcale, że wyleczę (czyt. pozbędę się) przyczynę bólu zęba.

Od dłuższego czasu nosiłem się z zamiarem popełnienia wpisu o reklamach proszków od bólu. W takich reklamach przedstawia się ból jako zjawisko, które bierze się z powietrza, w zasadzie nie ma przyczyn, jest tylko jakieś zaczerwienione miejsce w synapsach mózgu i ynteligentny składnik proszku owo miejsce odczerwienia, przynosząc nam ukojenie. Skąd to czerwone miejsce? Reklama tutaj oczywiście nic nie mówi na ten temat. Owszem, może to być migrena – czyli ból głowy, który nie ma klinicznych przyczyn i nie wiadomo na razie skąd się bierze. Nie oszukujmy się jednak, producenci cudownych leków na bóle wszelakie, nie o migrenie mówią, gdyż leki migrenowe są cholernie mocne i chyba w 100% na receptę.

Read more »

30
paź

Karawana dalej nie chce iść?

Zawsze sądziłem, że dobre gry to tylko takie instalowane na dysku kompa, czy ewentualnie na konsolce odpalane. Gry online też są dobre, ale ich potęga polega na ilości grających w nie ludzi. Nigdy by mi do głowy nie przyszło, że może być gra stworzona we Flashu, która to gra po prostu rzuci mnie nie na kolana i sprawi, że zasiadać do niej będę tak jak swego czasu do Fallouta. Jaka to gra? – zapytacie.

Caravaneer – w której wcielamy się w rolę „karawaniarza” przeprowadzającego poprzez post-apokaliptyczną pustynię swoją karawanę. Na początku dysponujemy jednym mułem i karabinem. Później, wraz z dokonywaniem coraz bardziej udanych transakcji nabywamy nowe zwierzęta, wozy czy nawet samochody, kupujemy lepszą broń i wyposażenie oraz powiększamy liczbę osób, które u nas będą pracowały. Wędrujemy od miasta do miasta, walczymy z rabusiami i generalnie naprawdę fantastycznie godzina za godziną czas ucieka na graniu. Uwielbiam takie gry. Handel, taktyka turowa, rozwijanie postaci… Oczywiście można sejwować wynik gry, żeby później grać od miejsca, na którym poprzedniego dnia skończyliśmy. Niestety sejwy są składowane lokalnie, więc musimy grać na tym samym komputerze co poprzednio, ale pewnie dałoby się to jakoś rozwiązać.

W każdym razie gra naprawdę świetna, dla wszystkich miłośników handlu, strzelania i RPG. Są też zadania, na razie trafiłem na dwa.

Ok, uciekam bo, jak mówi stare chińskie przysłowie, psy szczekają a karawana idzie dalej :)

29
paź

Obawy i inne takie przemyślenia

Wybory – mimo, że wygrane – okupiłem chorobą. Coś mnie w autobusie przewiało i tak oto miałem fajną gorączkę, seksowny kaszel i obfity katar. Super – jednym słowem. W tym chaosie, jakim stało się ostatnio moje życie, tylko choroby brakowało. Od kiedy zmieniłem pracę i trafiłem do JnJ (po tym, jak już odkryłem co mam tam robić), częstotliwość wpisów na blogasku po prostu na łeb na szyję. Źle. Generalnie brakuje mi usystematyzowanego życia, jakie prowadziłem wcześniej, pracując w Betako. Kurcze jak to człowiek może zmienić zdanie na pewne tematy :) Oczywiście nie wróciłbym do Betako do pracy, co było mi proponowane kilka razy, jednak moje spojrzenie na pewne aspekty mojego wcześniejszego życia uległo zmianie. Mam nadzieję, że za kilka miesięcy wszystko się zacznie stabilizować i wróci do jako takiej normy. Siedzę ostatnie dni w pracy, pokasłuję i generalnie nie mogę się już doczekać kiedy po raz ostatni wyjdę z JnJ i nie oglądając się za siebie, zamknę kolejny, dość krótki, rozdział w moim życiu. Na razie jestem pełen obaw co do nowej pracy. Pełen nadziei, ale i obaw. Odzwyczaiłem się przez te kilka miesięcy od administrowania serwerami z Linuksem, nie mówiąc już o windowsowych (ble ;-) ). Mam jednak nadzieję, że szybko wrócę do formy.

Podczas chorowania przeczytałem kilka nowych książek, które w ramach tradycji, niezbyt może udanej, ale jednak mojej własnej, opiszę na blogasku. Dodatkowo wpadło mi kilka pomysłów na wpisy i chyba pokonałem chęć zaprzestania pisania blogaska. Niewielu tutaj zagląda ale jak pokazują statystyki dziennie ponad 100 unikalnych odwiedzin jest, nawet jak długi czas nic nie piszę. Generalnie to i tak piszę dla siebie, ale miło jest widzieć, że czasami ktoś w Sieci wyszpera adres waltharius.pl i wpadnie poczytać :) To pisanie jednak jest trochę jak spotkanie z Wami, Szanownymi Czytelnikami tego blogaska. Serio. Piszę dla siebie, ok, ale i jednocześnie zawsze oczekuję na jakąś Waszą reakcję. Jak się okazało wpis o komentowaniu przeszedł w zasadzie bez echa, (oprócz komentarza Lunara), jednak mam nadzieję, że kiedyś ktoś wygrzebie go z googla i może dowiem się czegoś nowego na temat komentowania wpisów blogowych.

Tak więc myślę, że powoli wrócę do życia, tak tego normalnego jak i blogowego. :)

stat4u