Od kilku dni pracuje w nowej, dość dużej firmie, którą jest Johnson & Johnson. Dostałem pracowego laptopa firmy Dell.
Wygląda jednak na to, że będę musiał się przebranżowić z admina Linuksa na finansistę informatyka – trochę to może być kłopotliwe i nie jestem do końca pewien czy mi się uda, ale nie umiem zrezygnować z takiego wyzwania. Zobaczymy co z tego wyniknie jak na razie za wcześnie aby wyrokować.
Nowe doświadczenie owocuje lepszym poznaniem siebie – tak się przynajmniej pocieszam ;-)
Zmienię trochę temat. Otóż pozwolę sobie wrócić do komputerka jaki otrzymałem w nowej pracy. Otóż JnJ jest większą firmą, także ma sporo różnych zasad, których nie znajdziecie w mniejszych firmach. Mnie, jako informatyka i administratora, najbardziej dotknęły restrykcje jakie są nałożone na tego mojego notebooka. Otóż ma on zainstalowanego Windows 2000 Professional z MS Office, jakimiś firewallami czy antywirusami i kilkoma programami, których potrzebuję do pracy. Oczywiście jest tam IE ver 6.0… No właśnie. A ja nie mogę zainstalować Firefoxa. Najgorsze, że nie mogę także zainstalować polskiego słownika do tego Microsoftowego Writera (znaczy się Worda). Na szczęście jest coś takiego jak Google Toolbar for IE i z jego pomocą mogę poprawiać te ohydne błędy jakie zawsze (niestety) pojawiają się gdy piszę.
Wkurzające jest gdy nie można nic zrobić na komputerze na, którym się pracuje. Strasznie to dziwne i upokarzające do kogoś takiego jak ja. Nie móc nic zainstalować… Na szczęście putty.exe się nie instaluje ;-)
No i to w zasadzie chyba wszystko co jestem gotów przekazać w świat odnośnie mojej nowej pracy. Może następny wpis o JnJ będzie weselszy w tonie… Oby…