sie 31 2007

Plusy dodatnie Textpatterna

Marcin Radczuk

Dość dawno temu pisałem o minusach Textpatterna, myślę, że przyszedł już czas na zajęcie się plusami tego całkiem zgrabnego i sprytnego CMSa.

Nie będę tu pisał o takich “plusach” jak łatwość instalacji czy duża ilość pluginów oraz całkiem dobre wsparcie (niestety w większości anglojęzyczne). To dzisiaj nie są już plusy a wręcz cechy bez których żaden szanujący się system blogowy czy kontent menedżment system nie zdobędzie nawet kilku użytkowników. Po prostu standard. Wiadomo, prawa rynku kształtują ten rynek i tym sposobem to, co kiedyś było wielkim halo dzisiaj stało się oczywistością.

Za co więc lubię TXP?

  • Szybkość działania. Chodzi mi tu głownie o panel administracyjny. Bo wiadomo, że szybkość działania strony głównej w większości zależy nie tyle od silnika bloga co od hostingu i ilości różnego rodzaju skryptów umieszczonych w kodzie naszego bloga. Skrypty różnorakie potrafią nieźle opóźnić wczytywanie strony. Tak więc PA Textpatterna działa szybko. Zaskakująco szybko, gdy porównałem jego działanie z wcześniej przeze mnie użytkowanym Serendipity czy Wordpressem naprawdę zauważyłem różnicę. A funkcjonalność taka sama, przynajmniej ja nie zauważyłem jakiś wielkich różnic. Jako, że większość czasu spędzam pisząc wpisy i je redagując, jest to dla mnie ważna cecha.
  • Textile domyślnie formatuje tekst naszych wpisów. Pisałem o tym sposobie formatowaniu teksów kiedyś przy okazji innego wpisu. Tak bardzo się już do niego przyzwyczaiłem, że nie wyobrażam sobie teraz innego sposobu formatowania tekstu przy pisaniu wpisu. Bardziej skomplikowane rzeczy, jak wklejanie obrazków robię tradycyjnymi metodami, jednak te podstawowe jak pogrubienie, pochylenie czy dodanie linku (ten dodałem akurat przy użyciu edytorka), czynię właśnie za pomocą Textile i trudno mi się odnaleźć w tradycyjnych edytorach blogowych.
  • Tagi tworzące CMSa. Za pomocą sporej ilości tagów możemy naszego blogaska upiększać czy też dodawać do niego nowe funkcjonalności. Dzięki temu jesteśmy mniej uzależnieni od twórców różnego rodzaju dodatków do TXP i mamy większą kontrolę nad tym, co się dzieje na naszej stronie, oraz jak chcemy użyć dany plugin u nas. Oczywiście nie jest to proste. Niektóre tagi są bardzo skomplikowane, czasami wymagają do prawidłowego działania innych tagów i ich prawidłowe używanie może sprawić trochę kłopotu. Filozofia ta przemawia do mnie jako do osoby, którą chyba można nazwać linuksiarzem. W Linuksie takoż mamy całkiem sporą liczbę małych programów zaprojektowanych do robienia jednej rzeczy w możliwie najprostszy i niezaskakujący sposób. Dodatkowo można te programiki łączyć i tworzyć narzędzia o jakich nie pomyśleli by twórcy części składowych. Taka filozofia mi się podoba. Jeszcze, żeby tylko mi się chciało z niej należycie skorzystać i zaprojektować sobie własny szablon + dodatki :-) No ale to już nie jest wina Textpatterna…

I to by było chyba wszystko. Tak naprawdę to ostatni punkt jest dla mnie decydujący. Potencjał jaki drzemie w tym systemie jest na tyle duży, że nie chciałbym się już przenieść. Moje niedawne próby przejścia na Wordpressa (o których wspomniałem tutaj) skończyły się tym, że dałem sobie spokój. Według mnie więcej bym na tym stracił niźli zyskał.

Po prostu I’m addicted :-)

Oczywiście Textpattern wymaga sporo od swoich użytkowników, dlatego nie dla każdego się nadaje, bo skoro można mieć podobne lub to samo w WP czy s9y to po się męczyć? Nic jednak nie zastąpi satysfakcji jaką daje własne ułożenie tagów bloga tak, żeby stworzyć coś zaplanowanego a zarazem niepowtarzalnego. Oczywiście moje doświadczenie w tej materii nie jest rozległe, jednak trochę takich mniejszych “bajerów” własnoręcznie stworzyłem na moje potrzeby. I ta satysfakcja mi w zupełności wynagradza minusy czy czas poświęcony na zabawę z tymi tagami.

Popularity: 8% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

sie 31 2007

I znowu o złu płynącym z religii – na podstawie wydarzeń autentycznych

Marcin Radczuk

Przeczytałem ostatnio książkę biograficzną o “Galileuszu(Galileo Galilei – 1564 – 1642)”:http://pl.wikipedia.org/wiki/Galileusz. Napisana przez *Emile Namer* nosi tytuł _„Sprawa Galileusza”_. Egzemplarz, który jest w moim posiadaniu pochodzi z roku ’85 i wydany został przez _Wydawnictwo Czytelnik_.

Mimo, że książka swój wiek ma, czyta się ją niesamowicie dobrze. Okraszona ogromną ilością cytatów ze źródeł przenosi nas w czasy ówczesne *Galileo* – wielkiemu matematykowi królewskiemu. A czasy to niełatwe były dla ludzi nauki. Kościół, a w szczególności *Święte Oficjum* dbało o „czystość” myśli wszystkich sług swoich. Na swoje nieszczęście Galileo należał do tego zacnego grona. “Sobór Trydencki(Sobór Trudencki lata 1545-1563)”:http://pl.wikipedia.org/wiki/Sob%C3%B3r_Trydencki pięknie zakończył okres swobód intelektualnych. Nasz bohater miał właśnie to nieszczęście, że urodził się w czasach po Soborze.

Czas jakiś temu w moim wpisie “No i co z tym Bogiem? O trudzie dyskusji(No i co z tym Bogiem? O trudzie dyskusji)”:http://waltharius.pl/2007/06/02/no-i-co-z-tym-bogiem-o-trudzie-dyskusji niejaki *Michał* uznał, że największe odkrycia naukowe miały miejsce właśnie w tych państwach, gdzie Kościół miał najwięcej do powiedzenia.

No cóż prawdą jest, że Galileusz żył w czasach, kiedy Kościół stanowił o polityce wielu ówczesnych państw, prawdą jest, że to właśnie w tych czasach Kopernik poczynił swoje odkrycia a “Giordano Bruno(Girdano Bruno – 1548 – 1600 – spalony na stosie)”:http://pl.wikipedia.org/wiki/Giordano_Bruno spłonął na stosie za ich rozszerzenie. Pytanie tylko, czy te odkrycia były prowadzone pod patronatem Kościoła czy niejako wbrew niemu?

Jak się dowiadujemy z lektury książki, o której wspomniałem na wstępie, zdecydowanie niemiłymi Kościołowi były nauki Kopernika, które uznane zostały za hipotezy robocze a nie fakty naukowe i tylko dlatego nie stały się herezjami i nie trafiły na Indeks. Oczywiste było, że Ziemia jest w centrum Wszechświata a Słońce i inne planety oraz gwiazdy krążą wokół niej. Tak stoi w Biblii, więc żadne “dowody naukowe” nie mogą być z nią niezgodne. Niestety doświadczenia przeprowadzane przez Galileusza, na jego nieszczęście stały w sprzeczności z prawdą objawioną w Piśmie Świętym. Na swoje nieszczęście Galileusz chcąc wybrnąć z trudnej sytuacji postanowił zinterpretować Pismo Święte. To był duży błąd, gdyż Pisma Świętego nie można było interpretować, jeśli wcześniej nie przeszło się specjalnego prania mózgu, tj szkolenia. Za to Inkwizycja ukarała Galileusza w 1616 roku. Po kilkunastu latach Galileo znowu wyskoczył ze swoimi odkryciami. Opublikował Dialogi w których to, wbrew zakazowi zajmowania się obrotami Ziemi, udowadnia znowu, że Ziemia obraca się wokół własnej osi i Słońca. Znowu wydawało mu się, że jego naukowe dowody i logiczne wyjaśnienia są w stanie przekonać zatwardziałe umysły fanatycznie obawiające się iż Biblia może przedstawiać błędne wyjaśnienia zjawisk. Oczywiście znowu został pokonany.

Wydaje się, że problemem Galileusza było to, że nie rozumiał jak można odrzucić dowody płynące z doświadczeń fizycznych. Uznał, że Biblia wskazuje ludziom drogę do zbawienia a nauka ma pokazać nam budowę świata rzeczywistego, materialnego. Nie widział więc sprzeczności między Pismem Świętym a jego dowodami. Był pełnokrwistym naukowcem. Uważał się najprawdopodobniej za wierzącego. Nie wiem na ile to było wymuszone strachem przed Inkwizycją a na ile prawdą, ale przyjmuje się, że był wierzący.

Kościół złamał mu życie. Strasznie wiele emocji wzbudzało we mnie czytanie fragmentów jego listów do przyjaciół. Przykrym też musiało być dla niego uwięzienie w Arcetri, gdzie 8 lutego 1642 roku zmarł w wieku 78 lat.
Żeby pokazać okrucieństwo Kościoła wobec tego wielkiego człowieka wystarczy jeszcze dodać, że dopiero po tym jak całkowicie oślepł zezwolono na częstsze wizyty przyjaciół w tym jego więzieniu.
Po śmierci Galileusza, miał zostać wzniesiony okazały grobowiec na jego cześć, znowu jednak Kościół się wmieszał i stwierdził, że nie byłoby roztropnym, aby osoba dwukrotnie skazana przez Święte Oficjum miała tak dostojne mauzoleum, mogłoby to “zgorszyć przyzwoitych ludzi”.

Galileusz padł ofiarą władzy fanatyków religijnych, przez co cierpieć musiał strasznie, czemu zresztą nie raz i nie dwa dawał wyraz w swoich listach do przyjaciół.

Dopiero w 350 rocznicę jego śmierci, po 359 latach Kościół Katolicki w osobie Karola Wojtyły aka Jan Paweł II, zrehabilitował Galileusza.
Cóż więcej mogę dodać? Każdy ze stałych czytelników mojego blogaska wie jakie mam zdanie na temat religii (w ogólności) i Kościoła (w szczególności), wydaje mi się, że innego zdania nie wypada mi wręcz mieć na temat tej instytucji oraz niebezpiecznego narkotyku jakim ona karmi wielu ludzi.

Strasznie przygnębiająca jest myśl, że tylu ludzi tak bardzo cierpiało przez fanatyzm religijny innych. Wielu nadal cierpi i nie chodzi mi tutaj tylko o cierpienia spowodowane za sprawą Kościoła Katolickiego, ale generalnie wielu różnych jego odłamów czy innych religii fanatycznie walczących z “hordami niewiernych” czy to za pomocą samolotów, samochodów pułapek czy prostej indoktrynacji…

Dla mnie jest to zło, inni mogą to nazwać inaczej lub wręcz zupełnie tego nie dostrzegać. Najśmieszniejsze i zarazem najstraszniejsze jest to, że są też i tacy, którzy nazwą mnie kłamcą albo w inny sposób usprawiedliwią takie działania, a nawet powiedzą, że są one dobre i konieczne dla zbawienia duszy.

I jak zwykle dyskusja jest bardzo trudna i chyba w zasadzie niemożliwa do rozstrzygnięcia ot tak…

Jednak każdemu, czy to religijnemu czy nie, polecam tę książkę do przeczytania. Naprawdę warto.

Pozdrawiam

Popularity: 6% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

sie 31 2007

Kobieta czasem potrzebuje…

Marcin Radczuk

…żeby jej facet okazał, że jest o nią zazdrosny!

Tak stwierdziła moja Gabcia, dając mi do zrozumienia, że za mało zazdrosny bywam o nią. Czyli jak rozumiem trzeba będzie jakąś scenę przy ludziach zrobić. Ma ktoś jakieś ciekawe, oryginalne pomysły na to jak taką scenę zazdrości przeprowadzić, aby zadowolić niewiastę? Wiadomo, że jeszcze się taki nie urodził coby kobiecie dogodził, ale może jakąś niewielką satysfakcję udałoby się wywołać w sercu białogłowy mojej.

Tak swoją drogą to strasznie mnie zastanawia ta potrzeba kobiet do bycia obiektem zazdrości swoich wybranków. Mnie taka zazdrość męczy, jeśli na każdym prawie kroku moja ukochana daje mi do zrozumienia, że jest zazdrosna. No ale nie od dziś wiadomo, że de gustibus non disputandum est.

Popularity: 5% [?]

A może zechcesz podzielić się tym wpisem z innymi?:
  • Wykop
  • Gwar
  • Sphinn
  • del.icio.us
  • Facebook
  • Mixx
  • Google Bookmarks
  • MySpace
  • Netvibes
  • Print
  • Ping.fm
  • StumbleUpon
  • Technorati
  • TwitThis
  • Tumblr

statystyka